umidigi-s2-pro-back-front

UMIDIGI S2 Pro – co potrafi smartfon za 1100 złotych, który chce być jak iPhone X?

Nie chcę kolejny raz pisać, że Chińczycy od kogoś ściągnęli i zrobili coś taniej. Nie będę też pisał, że zrobili kolejną kopię jakiegoś smartfonu, bo musiałbym powiedzieć, że wszystkie smartfony od 2007 roku są kopią iPhone’a, w większym lub mniejszym stopniu. Zostawiam to i skupiam się na smartfonie UMIDIGI S2 Pro, bo jeśli chodzi o liczby to jest rewelacyjnie, nieważne czy spojrzymy na baterię czy pamięć. Można go teraz wyrwać za trochę ponad tysiaka. Czy warto?

W rękach za wiele modeli tego producenta nie miałem, ale kiedyś wpadł na testy UMi Plus E razem z UMi Z i muszę przyznać, że bywało różnie. Do wyglądu, wykonania czy podzespołów nie mogłem się doczepić, ale widać było, że Chińczycy muszą jeszcze popracować nad aparatem i przede wszystkim oprogramowaniem, bo to mocno kulało. Może od tego czasu coś się zmieniło? Nie zaprzeczam i z chęcią bym to sprawdził, tym bardziej, że smartfony UMIDIGI są oficjalnie dostępne w Polsce dzięki polskiemu dystrybutorowi CK Mediator.

UMIDIGI S2 Pro / fot. UMIDIGI

UMIDIGI S2 Pro to najlepsze co teraz ma do zaoferowania ten producent i piszę o nim nie tylko dlatego, że przez kilka dni można go kupić za około 300 dolców, ale też po to, by pokazać jak ważne są dla Chińczyków liczby i jakie wrażenie chcą nimi wywołać. Bo jak trudno jest przejść obojętnie obok smartfonu, który ma 6 GB RAM, aż 128 GB pamięci własnej, ogromny, 6-calowy wyświetlacz czy baterię o pojemności 5100 mAh? No jak? Mało istotne jest to, co jest napisane na obudowie, ważne jest to, że ma czegoś „6”, a nie „4”. Tutaj rzeczywiście specyfikacja robi wrażenie, ale na czymś musieli zaoszczędzić, stąd jestem niemal pewien, że w środku siedzą pamięci na eMMC, a zamiast jakiegoś Snapdragona pojawił się MediaTek Helio P25 (równie wydajny, ale jednak MediaTek).

UMIDIGI S2 Pro / fot. UMIDIGI

Smartfon ma dwa aparaty z tyłu (no bo przecież taka moda) i jest odporny na zachlapania, ale moją uwagę przykuło coś, co nazywa się Face ID. Brzmi znajomo? No pewnie, znamy to z jubileuszowego iPhone’a X. To nowa forma zabezpieczenia telefonu, która tworzy zaawansowany model naszej twarzy i mimo małej wpadki na prezentacji, widać, że działa sprawnie i użytkownicy tego używają. Ale nie łudźcie się, że będzie to tak samo działać tutaj. Różnica w technologii jest ogromna, tym bardziej, że nie widać nad ekranem żadnych dodatkowych sensorów. Strzelam, że całą robotę odwala kamera z przodu, która nas „fotografuje”, więc takie coś technologii od Apple nie dorasta nawet do pięt.

Jeżeli ktoś chciałby sprawdzić we własnych rękach co potrafi UMIDIGI S2 Pro to wspomnę tylko, że smartfon jest dostępny w dwóch kolorach – czarnym i czerwonym, a przeliczając na złotówki, wychodzi niecałe 1100 złotych. Oczywiście z wliczoną opłatą za przesyłkę Priority Line.

źródło: UMIDIGI, GearBest

Słowa kluczowe

  • Jan Kowalski

    Aktualnie to IPhone jest kopią niestety. Dogonił niedawno wąskie ramki, ładowanie bezprzewodowe i rozpoznawanie twarzy. Nie powinno się już pisać, że coś jest „kopią iPhone’a” w tym lub innym stopniu. Role się odwróciły.

    • Trochę tak, trochę masz rację, ale nie do końca. Rzeczywiście w iPhonie X można zauważyć ekran z minimalnymi ramkami jak to było w Mi Mix od Xiaomi czy Essential Phone, bezprzewodowe ładowanie, które było już w Galaxy S6 czy podwójny aparat, ale jednak takiej technologii jak Face ID nie ma nikt. Są podobne funkcje rozpoznawania twarzy, ale nie działa to tak jak w X.

      • Jan Kowalski

        Niby ma, ale to nie znaczy, że to jest „lepsza” technologia. Na ten moment jest na pewno wolniejsza i mniej wygodna niż inne. Pierwsze kroki w tym kierunku też nie są autorstwa Apple bo inne firmy już takie rzeczy robiły. Skan twarzy, skan siatkówki oka. Może nie dokładnie w ten sam sposób, ale czy to cokolwiek zmienia? To trochę tak, jakby Apple wprowadziło nowy rodzaj zamka do drzwi gdzie klucz ma nie jeden a dwa rzędy ząbków równolegle, co zwiększa bezpieczeństwo. Niby tak, ale jednocześnie zmusza użytkownika do dokładniejszego celowania (trzeba podnosić urządzenie i wykonać jeszcze dodatkowy ruch odblokowania), utrudnia zadanie osobom niepełnosprawnym (rozpoznawanie twarzy nie zadziała jeśli twarz zostanie pokiereszowana w wypadku) oraz zwyczajnie trwa dłużej niż otwarcie tych samych drzwi poprzednim sposobem. Nowe nie jest równoznaczne z dobrym a to, że bardziej dopracowali to „nowe” nie oznacza, że wymyślili koło na nowo. Po prostu wzięli (jak już nie raz poprzednio) czyjś pomysł i podpicowali. A przynajmniej próbowali podpicować, bo gdy myślę o wadach tego rozwiązania, to mam wrażenie, że wymaga jeszcze wiele pracy albo całkowitego usunięcia na rzecz powrotu do skanera linii papilarnych, który jest nadal o niebo szybszy i bardziej wygodny.

Biznes-Host

Wszelkie prawa zastrzeżone - galaktyczny.pl