archos-sense-50dc-recenzja

Recenzja Archos Sense 50DC. Gdzie ucha nie przyłożyć, to coś piszczy…

Żałośnie piszczy. Spodziewałem się po tym telefonie o wiele więcej niż pokazał w czasie kilkunastodniowych testów, a zważywszy na cenę całości, to nadzieje miałem raczej niewygórowane. Niby wszystko działa, ale… Dwa aparaty z tyłu, symetryczne USB Type C, dual SIM, czytnik biometryczny i to wszystko za około 700 złotych? No właśnie, to wszystko wygląda dobrze. Ale jak Archos Sense 50DC działa w rzeczywistości? 

No właśnie ciężko opisać ten telefon i nie nadużywać dwóch słów. Pierwsze to „niby” drugie to „ale”. No bo niby fajny, ciekawy, niedrogi, ale tyle ma skubany wad, że ewidentnie nie każdemu można go polecić. Wiadomo, na pewno znajdą się na niego chętni, jednak gdzie by nie spojrzeć, to znajdzie się coś, co sprawi, że wypadałoby się zastanowić.

Na początek, opakowanie. Trzeba przyznać, że się Francuzi postarali. Telefon zapakowany bardzo elegancko, solidnie zabezpieczony do transportu, niezłej jakości nadruk, zawartość „nie lata”. Niby ok, ale, na przykład słuchawki dołączone do zestawu, to mogli sobie darować. Jakość ich wykonania pozostawia wiele do życzenia i tak naprawdę to średnio nadają się do użytku. Chociaż, kto wie, może to wina tych, które przyszły w egzemplarzu testowym. W takiej sytuacji, lepiej byłoby je całkowicie pominąć. Poza telefonem, beznadziejnymi słuchawkami, ładowarką i kabelkiem w pudełku była jeszcze skrócona instrukcja obsługi i książeczka, która ze względu na swoją grubość wyglądała trochę tak jak miniaturowy poradnik jak nauczyć się francuskiego w dwa wieczory. Bardzo poprawnie, bo nie zapomniano też o dodatkowej folii na ekran i pewnym adapterze (o czym później), a do pełni szczęścia brakuje jeszcze tylko jakiegoś etuja.

Jak na budżetowca, to… Tak miałem ochotę zacząć ten akapit, ale nie da się. Ten telefon jest wykonany naprawdę dobrze. Aluminiowa obudowa, zaskakująco pomalowana i ładnie mieniąca się pod światło, anteny zasłonięte plastikiem (który jako jedyny może tak naprawdę łapać głębokie rysy), wszystko zgrywa się bardzo dobrze, prześwitów i szczelin nie zauważyłem. Dobrze leży w dłoni przez zaokrągloną obudowę, jest ok. Czyli co? Niby taki idealny? No właśnie nie. Pierwsze, za co powinno się oskubać projektanta, to wystające aparaty. Jakby nie dało się zrobić tak, by nic nie narażało, przyznajcie, dość istotnych elementów, na przerysowanie? W końcu grubość tego pięciocalowca ociera się o 9 mm, więc można było się bardziej postarać. Straszna niedoróbka, a szkoda, bo aparat zdjęcia robi zadowalające, jak na tę klasę sprzętu.

Nieco niefortunna moim zdaniem jest też lokalizacja klawiszy na brzegach obudowy. Możliwe, że przywykłem do innego układu, ale klawisz uruchomienia/wygaszania po prawej, a regulacja głośności po lewej wydaje się być nieco chybiony. Dobrze chociaż, że są dobrze wyczuwalne i pracują bez zarzutu. Obecnie pięć cali to trochę sporo (szczególnie, gdy smartfon ma tak dużo przestrzeni nad i pod wyświetlaczem), głównie dla ludzi o dłoniach mniejszych niż statystyczny złodziej, więc operowanie samym kciukiem wydaje mi się dość ryzykowne. Spadnie, trzaśnie i dramat gotowy.

Rewelacyjnym z kolei pomysłem było wyposażenie Archosa Sense 50DC w gniazdo USB Type C. Ładuje się go dość szybko, OTG działa bez większych problemów, niby jest w porządku. Ale… No właśnie. Znowu „ale” polega na tym, że nie ma gniazda słuchawkowego. Ja wiem, ja rozumiem, że odchodzi się od tego standardu, ale fakt, że wymaga się ode mnie, bym nosił ze sobą kolejną przelotkę, za każdym razem jak chcę posłuchać muzyki, czy ulubionego podcastu, średnio mi leży. Oczywiście do zestawu dołączona jest przelotka, ale jakość jej wykonania pozostawia bardzo wiele do życzenia. Testowa rozkraczyła się po zaledwie kilku dniach. Po prostu przestała działać. A szkoda. Jakby się dało podłączyć zwykłe słuchafony, to problemu by nie było. I znowu kłania się grubość urządzenia i bateria, która mogłaby być większa. „Małego Jacka” śmiało można było wsadzić, bo w przeciwnym razie nie wiem, po co szukano oszczędności w miejscu.

Na dole obudowy, oprócz wspomnianego, samotnego gniazda ładowania znajduje się pojedynczy głośnik. Jak mówiłem, wygląda to bardzo ładnie, ale nie gra za dobrze. Cichy, mizerny i choć tego nie oczekiwałem, imprezy na tym rozkręcić się nie da. Działa poprawnie, ale mógłby grać trochę głośniej, szczególnie, gdy jesteśmy na niego skazani, bo przelotkę do słuchawek wcięło, zostawiliśmy w innych spodniach albo tak jak w moim przypadku, przestała działać.

Tył obudowy zajęty jest przez centralnie umieszczony czytnik linii papilarnych. Okrągły, ładny, ale trochę za mało zagłębiony, by nie trzeba go było czasem szukać. Co do jego działania to też mam kilka zastrzeżeń, bo łapał raz na kilka prób, ale to akurat może być wina moich palców, więc nie grzmię za to za bardzo. Dobrze, że jest, to się chwali szczególnie w budżetowym segmencie, ale mógłby działać szybciej. Teraz wygląda to tak, że przykładając palec, usłyszmy dźwięk, poczujemy wibracje i dopiero po tym podświetla się ekran. Obok karygodnie wystających dwóch obiektywów znajduje się dioda służąca za doświetlenie zdjęcia oraz mikrofon. Te elementy sprawują się bardzo dobrze.

Z przodu mamy pięciocalowy ekran o rozdzielczości 1280 x 720 pikseli z delikatnie zaokrąglonymi krawędziami. Świeci bardzo dobrze, ale nie zawsze wszystko jest wyraźne, tak jak powinno. Mamy tutaj IPS’a z zadowalającymi kątami widzenia i dobrym odwzorowaniem barw, jeśli oczywiście nie będziemy zbyt mocno przyglądać się czerniom. Nikogo za to ukrzyżować nie będę chciał, bo jednak za te pieniądze cudów się nie ma co spodziewać, ale w oczy kłuje. Bywało lepiej, choć też nie można powiedzieć, że smartfon przez ekran jest skreślony. Nic z tych rzeczy, ekran to jedna z jego mocnych stron. Ramki wokół mogli zrobić nieco węższe. Wielu osobom nie zrobi to większej różnicy, ale jak dla mnie, to trochę za szeroko. Chociaż kto wie, może dolna część, gdzie nie ma zupełnie nic została zarezerwowana dla amerykańskich odrzutowców, by miały gdzie lądować? :)

Na górze aparat z 5-megapikselową matrycą, z własną lampką doświetlającą i klasyczny czujnik światła. Ładnie, pięknie, ale… Znowu to kwestia osobistych preferencji, ale brak diody, która by mnie informowała o tym, że ktoś się do mnie dobijał, znowu psuje cały efekt. Na każdym kroku coś.

 


SPIS TREŚCI:

  1. Wygląd, wykonanie, ekran, opakowanie
  2. Działanie, aparat, bateria. Podsumowanie. Plusy i minusy

Słowa kluczowe

Biznes-Host

Wszelkie prawa zastrzeżone - galaktyczny.pl