Garmin Vivofit 4 i rok na baterii. Taa, a jedzie mi tu czołg?

Można zauważyć, że na rynku smartwatchy, smartbandów i wszelkiego rodzaju trakcerów aktywności, krótko mówiąc, trochę usiadło. Biorąc pod uwagę moją sytuację, chciałem wymienić już Huawei Watch’a na coś innego, ale po prostu nie znalazłem nic, co spełniałoby moje wymagania (między innymi NFC). Ja czekam dalej, ale Ci, którzy rozglądają się za nową opaską aktywności powinni zainteresować się nowością od firmy Garmin – Garmin Vivofit 4.

Mam takie wrażenie, że po tego typu urządzenia od Garmina, czyli smartwatche czy smartbandy, sięgają przeważnie doświadczeni użytkownicy, którzy po pierwsze, mają trochę więcej odłożonej kasy, a po drugie, są świadomi tego, że stawiają na dokładne pomiary i jakość. Tak przynajmniej wynika z większości testów, gdzie wyniki z Garmina są najdokładniejsze i najbardziej zbliżone do rzeczywistych, więc coś w tym jest. Pewnie podobnie będzie z opaską Vivofit 4, która właśnie miała swoją premierę i będzie przez pewien czas dostępna wyłącznie na amerykańskim Amazonie.

Garmin Vivofit 4 to opaska, która całkiem nieźle się prezentuje, ale nie wyróżnia się jakimiś nowymi funkcjami wśród innych tego typu urządzeń. Zaplecze opcji raczej ma standardowe, a nawet powiedziałbym, że lekko ograniczone, bo przykładowo, nie ma wbudowanego pulsometru. Ale za to liczy kroki i kalorie, ma alarm, który informuje nas o tym, by ruszyć dupsko z fotela, zawibruje, gdy ktoś do nas zadzwoni albo napisze, wyświetli informacje pogodowe i automatycznie wykryje typ aktywności, dzięki Move IQ. Vivofit 4 ma niewielki, ale co ciekawe, kolorowy wyświetlacz o rozdzielczości 88 x 88 pikseli, pod którym jest przycisk do obsługi.

Największe oczy zrobiłem, gdy zobaczyłem informację o baterii. Wiem, że producenci stawiają sobie poprzeczkę coraz wyżej, ale do 12 miesięcy na jednym ładowaniu, nawet w warunkach laboratoryjnych, to lekka przesada. Szczerze, wątpię, by opaska wytrzymała pół roku i złotego grala komuś za to, jak tylko to sprawdzi. Tym bardziej, że ekran, może i mały, ale jest cały czas włączony, a smartband zasilany jest przez dwie baterie SR43. Tak, dobrze kombinujecie, Vivofita nie ładujemy z USB, tylko, gdy już się „wyczerpie” to sami wymieniamy baterie na nowe.

Garmin Vivofit 4 waży około 25 gramów i można go kupić w kolorze czarnym i białym za 79 dolarów. Doliczając do tego wysyłkę i opłaty związane z cłem i podatkiem VAT, wychodzi kwota 435 złotych. Jakbyście jednak byli zainteresowani wcześniejszym modelem to Garmn Vivofit 3 jest w promocji za 57 dolarów.

źródło: Garmin przez PhoneArena

Słowa kluczowe

  • Jan Kowalski

    A czemu niby nie rok? Vivofit 2 tyle właśnie chodził bo nie miał pulsometru. Potem wyszedł nr 3 już z pulsometrem i czas się skrócił. W tym modelu go nie ma więc jak najbadziej prawdopodobna opcja. Garminy mają świetną optymalizację zużycia energii.

    • Obyś miał rację. Ja nie miałem jeszcze w rękach urządzenia, które zbliżyłoby się do czasu działania na baterii, który deklaruje producent.

      • Jan Kowalski

        Wydaje mi się, że miałeś nie raz tylko przy ciągłym kontakcie z urządzeniami o energetycznej żywotności muszki owocówki po prostu zapomina się o luksusie. Choćby Vivofit 2 z rokiem działania czy Vivoactive, który miał dwutygodniowe wyniki, całkiem zgodne z obietnicami. Garmin to firma poważna, produkująca akcesoria dla biegaczy i sportowców nie od dziś. Jeśli piszą, że coś podziała rok, to tyle właśnie powinno a jak znam tych wariatów (a trochę do czynienia z ich sprzętem miałem) to przekroczy zapowiadane limity.

Biznes-Host

Wszelkie prawa zastrzeżone - galaktyczny.pl