Denerwują Was baterie w smartfonach, które często nie potrafią wytrzymać całej doby? To ciągłe szukanie gniazdka lub noszenie ze sobą power-banku? To wyobraźcie sobie sytuację w krajach rozwijających się, gdzie prąd jest towarem luksusowym. Tam rozwiązaniem może okazać się ładowarka na… wodę.

Telefony komórkowe są coraz powszechniejsze nawet na najdalszych krańcach świata. Niestety, nie można powiedzieć tego samego o dostępie do elektryczności. Mając to na uwadze, Sztokholmski Narodowy Instytut Techniki opracował pierwszą na świecie ładowarkę zasilaną… wodą.

Co szczególnie istotne, woda ta nie musi być czysta. Może być świeża, słona, może też być zebrana prosto z kałuży. MyFC PowerTrekk, bo tak się nazywa to urządzenie, wykorzystuje technologię mikroogniw paliwowych. W momencie, w którym dojdzie do kontaktu wody z metalowym dyskiem w środku urządzenia, wydzielany jest wodór, który po połączeniu z tlenem w powietrzu wytwarza energię.

Ładowarka MyFC PowerTrekk [źródło: xxx]
Ładowarka MyFC PowerTrekk

Problemem może okazać się cena urządzenia, bo PowerTrekk kosztuje 229 dolarów. Oprócz tego należy kupować wkłady z krzemianem sodu, dzięki którym urządzenie działa (12 dolarów za trzy jednorazowe wkłady, każdy wkład to jedno ładowanie pojemnej baterii do pełna). Póki co więc z urządzenia skorzystają zamożniejsi miłośnicy survivalu, którzy nie chcą tracić łączności ze światem podczas swoich eskapad, a kraje rozwijające się będą musiały poczekać na… przeceny.

źródło: The Economic Times