TouchWiz to nakładka systemowa stworzona przez firmę Samsung. Aktualnie jest dostępna w 50 językach i można ją spotkać na niemal każdym sprzęcie Galaxy, za wyjątkiem modeli Google Play Edition, które posiadają „czysty” system Android. Z wersji na wersję pojawiają się nowe funkcje i mocno pracuje się nad optymalizacją. TouchWiz to interfejs równie uwielbiany, co nienawidzony, a przez niektórych błędnie uznawany za system operacyjny. Raz jest niezwykle pomocny, a kiedy indziej bywa irytująco wolny, co na szczęście zostało usprawnione w najnowszej edycji. Myślę, że warto poznać dzieje TouchWiz’a, którego nazwa „obiła” się o uszy każdego fana mobilnych technologii.

Narodziny i początki TouchWiza

Dla wielu osób nazwa samsungowej nakładki kojarzy się z Androidem. Jest w tym sporo prawdy, jednakże pierwsze kroki w rozwijaniu oprogramowaniu, Samsung stawiał na polu (oprócz własnych prostych systemów zwanych dedykowanymi) Windows Mobile oraz – uwaga, uwaga – Symbiana. To właśnie smartfony z serii Omnia stały się poligonem doświadczalnym dla zupełnie nowego interfejsu graficznego, który miał „zawładnąć” mobilnym światem. Wszystkie trzy modele – Omnia i Omnia II z Windows Mobile oraz Omnia HD z Symbianem (swoją drogą ta ostatnia nagrywała w obłędnej na ówczesne lata rozdzielczości HD) zostały stworzone z myślą, jako konkurencja dla iPhone’a. Niestety żaden z nich nie podbił w sposób globalny serc użytkowników, jednak ich sprzedaż pozwoliła rozpromować TouchWiz’a, który kojarzył się już z Samsungiem. W dodatku niezależnie od systemu, nakładka od koreańskiego producenta wyglądała (prawie) tak samo – dzięki temu przy wymianie telefonu każdy czuł się jak w domu.

Smartfony Samsung Omnia
Smartfony Samsung Omnia / fot. yosoyandroid

 

Wtedy nakładka pozwalała na ustawienie sporej ilości widgetów (od 10 do 15). Dziś może niektórym wydawać się absurdalne, ale wtedy to było coś nowego. Sam używałem bardzo krótko HTC Touch Pro 2 z Windows Mobile (ekran oporowy i stylus…) i „goły” Windows Mobile był, krótko mówiąc, beznadziejny. Myślę zatem, że TouchWiz w 2008 i 2009 roku był bardzo dobrym udoskonaleniem cudzych lub własnych systemów operacyjnych. Nie mniej pierwsza i druga generacja tej nakładki szybko odeszły do lamusa, jako że na lidera smartfonowego rynku zaczął wyrastać system z zielonym robocikiem w logo.

Wyścig zbrojeń nadszedł...

W 2010 roku wreszcie poznaliśmy prawdziwego smartfona z najwyżej półki od Samsunga. Mam tu na myśli model Galaxy S, który stał się istnym hitem sprzedaży. Szybko przypomnę specyfikację, bo jak na tamte czasy robiła wrażenie. Smartfon posiadał 4-calowy wyświetlacz Super AMOLED o rozdzielczości WVGA, procesor Exynos Hummingbird 1 GHz, 512 MB RAM’u, aparat 5 MPix oraz Android w wersji 2.1 Eclair. To właśnie on stał się silnikiem napędowym całej linii smartfonów Galaxy – sprzedaż wszystkich „galaktycznych” modeli znacząco wzrosła. Jednak TouchWiz 3.0 jeszcze nie był tym, co znamy z nowszych czy obecnych smartfonów. Wtedy stanowił po prostu zmianę wyglądu google’owskiego systemu na taki dostosowany do wczesnych wersji ekranów organicznych – ciepłe kolory, kontrastowe ustawienia czy nowe widgety. Samsung chciał się także wyróżnić z tłumu innych smartfonów z Androidem na pokładzie, w czym pomogła mu właśnie autorska nakładka systemowa.

Samsung Galaxy S GT-I9000
Samsung Galaxy S GT-I9000 / fot. Samsung

 

Trzeba odsłona nakładki stanowiła tylko swojego rodzaju preludium do wejścia prawdziwego, „wypasionego” TouchWiz’a. Ta edycja nakładki była jeszcze w miarę prosta, choć nie grzeszyła szczególną wydajnością, a właśnie wydajności oczekiwali konsumenci.

Pierwszy UI z taką ilością funkcji

Wraz z premierą Samsung Galaxy S II poznaliśmy mocno odświeżonego TouchWiz’a. Wersja 4.o wprowadziła sporo zmian i nowości, dzięki którym nakładka zyskała na funkcjonalności. Według mnie wersja czwarta, w kwestii zasobożerności wymagała mniej niż jej następczyni – wystarczyło spojrzeć na Galaxy S II czy Galaxy S III z Androidem 4.0.4, żeby się przekonać, że poprzednik chodził odrobinę płynniej. Wróćmy jednak do samego TouchWiz’a. W 2011 roku można było go spotkać wszędzie, gdzie na froncie widniał napis Samsung, nieważne czy był to smartfon z serii Wave czy też Galaxy. Jego system pod względem graficznym, wyglądał tak samo. Tylko smartfony Omnia oparte o Windows Phone 7, nie zostały obdarzone tym interfejsem i różniły się znacznie pod względem wyglądu od swoich braci z innych serii (przez Microsoft, który zakazał modyfikować swój system – mniej pracy przy aktualizacjach).

Samsung Galaxy S II
Samsung Galaxy S II / fot. Samsung

 

Właśnie w tej wersji wprowadzono funkcje umożliwiające przybliżanie niektórych rzeczy w interfejsie za pomocą dwóch palców (tzw. „szczypanie”) i zmianę orientacji aplikacji. Wtedy poznaliśmy system obsługi głosowej Samsunga, program Kies, Samsung Apps dla urządzeń Galaxy, AllSharePlay czy też wszelkie Hub’y (np. Social Hub). Oczywiście obecnie nie jesteśmy sobie wyobrazić flagowego Samsunga bez ogromnej ilości funkcji i aplikacji, jednak w 2011 roku to był prawdziwy przełom. Producent sam zadbał o oprogramowanie dodatkowe smartfona i nie musieliśmy już przeszukiwać zsobów Google Play (wtedy jeszcze Android Market) w poszukiwaniu niezbędnych programów. Niestety, dla wielu osób wygląd TouchWiz’a 4 był zbyt dziecinny, kolorowy i krzykliwy z czym się w zupełności zgadzam. Rok po premierze tej generacji interfejsu od Samsunga poznaliśmy coś zupełnie nowego…

Inspirowane naturą, zaprojektowane dla ludzi

Samsung GALAXY S III stał się jednym z najlepiej sprzedających się smartfonów na świecie. Jego nakładka na system wreszcie była stonowana i miła dla oka. Oczywiście ta wersja również doczekała się udoskonaleń względem poprzednika, jednak zasobożerność jej pełnej wersji (występowała też odmiana Lite, znana m.in.  z tabletów Galaxy Tab 2) wzrosła nieporównywalnie i 1 GB pamięci operacyjnej było dla niej zdecydowanie za mało. Wszystkie funkcje i aplikacje, moim skromnym zdaniem, potrzebowały minimum pół gigabajta RAM’u więcej.

Samsung Galaxy S III
Samsung Galaxy S III / fot. Samsung

 

Poza tym sama nakładka zmieniła nazewnictwo. Zamiast cyferek występowała pod nazwą Nature UX, która miała podkreślić jej „naturalny” charakter. W dodatku poznaliśmy asystenta głosowego S Voice, aplikacje do notatek S Memo i inne udoskonalone programy z poprzednika. Jednak Najsłynniejszą rzeczą z tej odsłony TouchWiz’a był efekt odblokowania ekranu Ripple Effect (pol. efekt falowania), który znacznie odmienił ekran blokady. I jeszcze ten charakterystyczny dźwięk kropli.

Ciekawym dodatkiem w oprogramowaniu okazało się Smart Stay – pierwsza inteligentna funkcja, która śledzi nasze zmysły. Funkcja podświetla ekran dopóki na niego patrzymy, co jest naprawdę praktyczne, choć nie działa perfekcyjnie w ciemnych pomieszczeniach. W dodatku wraz Galaxy Note II wprowadzono Air ViewMultiwindow, coś co obecnie możemy spotkać w niemal wszystkich topowych smartfonach Galaxy. Opcja Multiwindow pozwala uruchomić dwie aplikacje w jednym czasie, przez co mamy namiastkę wielozadaniowości. Reasumując, TouchWiz po raz piąty, czyli jak dojść do wysokiej funkcjonalności i zwolnić.

Więcej, lepiej, szybciej

Samsung Galaxy S4 zadebiutował wraz z odnowionym TouchWiz’em, tym razem w wersji Nature UX 2.0, wzbogaconej o nowe dodatki. Tym razem (ponownie tylko w pełnej wersji) poznaliśmy coś zupełnie nowego – Air Gesture (obsługa telefonu za pomocą gestów wykonywanych dłonią) oraz nowe funkcje Smart. Ustawienia podzielono na 4 sekcje i doczekaliśmy się przezroczystej belki powiadomień (po aktualizacji do nowszej wersji Androida). Niestety nakładka w Galaxy S4 miała dalej delikatne problemy z wydajnością, które nie powinny przytrafiać się w sprzęcie z najwyższej półki. 

TouchWiz Nature UX w Galaxy Note 3
TouchWiz Nature UX w Galaxy Note 3 / fot. galaktyczny

 

Wraz Galaxy Note 3 i tabletem Galaxy Note 10.1 2014 Edition otrzymaliśmy upragnione przyspieszenie nakładki graficznej, która przestała być powodem niekończących się drobnych „przycięć”. Dodano KNOX – system bezpieczeństwa, który znacznie poprawia bezpieczeństwo sprzętu, ale też znacząco ogranicza możliwości ingerencji w oprogramowanie. Dla fanów majsterkowania w systemie to smutna wiadomość, a dla osób, którym to obojętne, prawie nic się nie zmieniło. Co ważniejsze, dostaliśmy kolejne aktualizacje do znanych już od dawna aplikacji, takich jak S Note czy obsługi głosowej. Według mnie ta odmiana TouchWiz’a stała się krokiem w dobrą stronę, ku niemal idealnej optymalizacji.

Poprawianie oraz przyspieszanie

W nowych smartfonach Samsunga mamy do czynienia z TouchWiz Nature UX 3.0, a na tabletach odmianą Magazine UX, które poznaliśmy odpowiednio wraz z Galaxy S5 i tabletami Galaxy Tab PRO. Wreszcie Koreańczycy naprawdę przyłożyli się do swojej nakładki i nareszcie ciężko jest na nią narzekać. Funkcje i aplikacje? Znane z poprzedników, aczkolwiek dostosowane do jeszcze ładniej wyglądającego TouchWiz’a. Zresztą przyjrzyjcie się sami, Drodzy Czytelnicy. Dopiero teraz interfejs nie tylko pięknie się prezentuje, ale też bardzo szybko działa. 

Interfejs - ekran główny / fot. galaktyczny
Interfejs – ekran główny / fot. galaktyczny

 

Nakładka wreszcie doczekała się terapii odchudzającej i działa znacznie płynniej i stabilniej. Odnowiono ikonki, dodano tryb ekstremalnego oszczędzania baterii czy zoptymalizowano wykorzystanie pamięci RAM. Nareszcie Samsung dał możliwość wyboru aplikacji, które chcemy zainstalować, a nie „pakował” ich ile tylko mógł (Użytkownicy S4 z 16 GB pamięci wbudowanej wiedzą o co chodzi). Według mnie ta wersja TouchWiz’a pokazuje wreszcie, że da się połączyć sporo funkcji z doskonałą optymalizacją. Jeżeli Samsung dalej będzie w taki sposób udoskonalał swoją nakładkę, to ja jestem jak najbardziej za i bardzo ciekawi mnie to, jaka będzie jej przyszłość.

A Wy co sądzicie o interfejsie TouchWiz? Lubicie go czy od razu zastępujecie alternatywnymi launcherami? Z jakimi wersjami TouchWiz’a mieliście styczność? Czekam na Wasze komentarze.