Gear S to najnowszy przedstawiciej smartwatch’owej rodziny Samsunga. Jest jednym z czterech nowych urządzeń koreańskiego producenta obok Galaxy Note 4, Galaxy Note Edge i Gear VR, które pojawiły się na targach IFA 2014. Zegarek ma kilka ciekawych rozwiązań i wygląda zupełnie inaczej niż Gear 2 czy Gear 2 Neo. Czy się charakteryzuje? Jak wygląda na żywo? Sprawdziliśmy to i mamy dla Was krótką prezentację.

Samsung Gear S nie był dla nas zaskoczeniem, bo na kilka dni przed oficjalnym startem targów, Samsung oficjalnie zaprezentował swój nowy smartwatch w materiałach prasowych. Nie mniej, dopiero na żywo mogliśmy go zobaczyć na gali UNPACKED 2014, która 3. września odbyła się w berlińskim Tempodromie i teraz, gdy targi 2014 są już otwarte dla zwiedzających. Ogólnie tegoroczne targi powinny odbyć się pod hasłem „smartwatch”, bo niemal każdy liczący się producent zaprezentował gadżet osobisty na rękę. Jest Moto 360, ZenWatch od Asusa czy G Watch R od firmy LG. Gear S ma zatem w tym roku sporą konkurencję, ale z pewnością na jej tle mocno się wyróżnia. Sprawdziliśmy dokładnie jak wygląda i jak działa Gear S, dlatego też przygotowaliśmy krótką relację ze zdjęciami i filmem.

Nie ma co ukrywać, że Samsung Gear S spośród wszystkich smartwatchy zaprezentowanych na IFA 2014 wyróżnia się designem i konstrukcją obudowy. Obudowa jest wygięta na co wpływ miało zastosowanie także wygiętego wyświetlacza Super AMOLED o przekątnej 2 cali i rozdzielczości 360 x 480 pikseli. Daje to równe 300 pikseli na cal, więc szczegółowość wyświetlanego obrazu jest naprawdę dobra. Smartwatch dobrze dopasowuje się do nadgarstka, ale spory wyświetlacz sprawia, że sam w sobie jest duży i na szczupłej ręce wygląda bardzo nienaturalnie. Gear S ma 12,5 mm grubości, a jego koperta tworzy prostokąt o bokach 39,9 na 58,1 mm. Myślę, że zastosowanie wyświetlacza takiego jak chociażby w Gear 2, nawet wygiętego byłoby znacznie lepszym pomysłem. Pod ekranem oprócz wąskiego, fizycznego przycisku Home umieszczono dwa czujniki. Jeden z nich, tej po lewej stronie to czujnik światła, który dostosowuje jasność ekranu do warunków zewnętrznych. Po przeciwległej stronie pojawiła się nowość – czujnik UV, który potrafi określić z jaką intensywnością świeci słońce i czy możemy przebywać wówczas na dworzu czy lepiej schować się w cieniu.

W gruncie rzeczy, patrząc na Gear S widać spore podobieństwo do opaski Gear Fit. Wyświetlacz jest tak samo wygięty, tyle tylko, że jest szerszy, a cały moduł możemy kilkoma sprytnymi ruchami wyjąć z paska. Skoro jesteśmy już przy pasku to warto wspomnieć, że jest on wykonany z tworzywa sztucznego, bardziej elastycznego niż pasek od Gear 2 czy Gear Fit. Pasek możemy swobodnie regulować i dopasować do grubości nadgarstka, a zapięcie jest na tyle smukłe, że nie powinno przekszadzać podczas codziennego korzystania, a tym samym nie będzie się rysować.

Samsung Gear S to spory krok do przodu w kwestii łączności. To taki mniejszy telefon, tyle tylko, że na ręku, bo ma slot na karty SIM w standardzie nano. Dostęp do złącza mamy od strony wewnętrznej, ale trzeba użyć sporej siły, żeby dostać się do środka. Mnie udało się to po kilku nieudanych próbach i poza kamerą. Zegarek ma także wbudowany GPS ze wsparciem dla A-GPS i GLONASS oraz Bluetooth 4.0 LE i WiFi w standardzie n. Swobodnie możemy korzystać z dobrodziejstw łączności bez konieczności połączenia z telefonem, pod warunkiem, że w środku zegarka będzie znajdowała się karta SIM. Ja niestety takiej nie posiadałem, więc nie mogłem wszystkiego sprawdzić, ale na testy przyjdzie jeszcze czas. Pod kopertą znalazł się też pulsometr i konektory do ładowarki.

Nie będę zagłębiał się w specyfikację techniczną, bo ta nie jest najważniejsza w przypadku zegarka. Co z tego, że napiszę o dwurdzeniowym procesorze czy 512 MB RAM, jak i tak wszystkie aplikacje świetnie sobie radzą, a sam interfejs zegarka działa bardzo płynnie. W Gear S postawiono na system Tizen, który działa bardzo podobnie jak w Gear 2, ale został lekko udoskonalony. Tym razem menu wysuwamy z dolnej krawędzi, a miniaturki aplikacji są kolorowe i przypominają te ze smartfonów. Obsługa i większość gestów jest identyczna, ale w pamięci pojawiło się kilka nowych programów jak chociażby nowy S Health (z opcją czujnika UV), mapy Here od Nokia czy asystent aktywności Nike+ Running. Poprawiono też obsługę głosową, dzięki czemu możemy z Gear’em wejść w dłuższą rozmowę i swobodniej wydawać polecenia.

Samsung Gear S nie ma metalowej koperty (korpusu), co być może jest związane z jego wielkością. Gdyby tam pojawiło się cięższe tworzywo niż plastik, z pewnością odbiłoby się to na wadze urządzenia, a później komforcie noszenia. Dla mnie nadal Gear 2 jest flagowym smart-zegarkiem koreańskiego producenta, właśnie ze względu na wysoką jakość wykonania. Co więcej, niepokoi mnie bateria w nowym Gear, która ma 300 mAh pojemności. Patrząc na to, że zegarek został wzbogacony o główne moduły łączności, praca na akumulatorze może wypadać słabo. Doszły słuchy, że zegarek ma wytrzymać od 2 do 3 dni ciągłego używania, ale według mnie pełne 24 godziny już będą niezłym wyczynem.

Cena Gear S nie została jeszcze ujawniona, ale zakładam, że będzie zbliżona do kwoty jaką było dane nam zapłacić za Gear 2 w dniu premiery, czyli 1199 złotych. Nowy smartwatch zapewne trafi na rynek w październiku, podobnie jak Galaxy Note 4