Kiedy zobaczyłem informację, że Goclever Chronos Eco jest premierowo dostępny w sklepach Kaufland i to jeszcze w niższej cenie niż ta sugerowana przez producenta, długo się nie zastanawiałem nad zakupem. Pomyślałem, a co mi tam, w końcu 169 złotych to nie jest jakaś wysoka kwota, a na pewno wielu użytkowników (w tym ja) jest zainteresowanych pierwszym polskim smartwatchem. Tak, też w piątkowe popołudnie rozpoczęła się moja przygoda z Chornosem, który na moim nadgarstku zastąpił pięciokrotnie droższego Gear’a 2. Dzisiaj o zegarku Chronos Eco mogę napisać już trochę więcej.

Pierwszego zegarka Goclever używam już niemal dwie doby, więc poniekąd mogłem wyrobić sobie o nim już pewne zdanie. Pewne rzeczy mi się podobają, a inne wręcz przeciwnie, ale tak jest niemal z każdym sprzętem. Warto jednak na wstępie zaznaczyć, że nie można tego smartwatcha porównywać z innymi, które pochodzą od gigantów rynku. Już jeden rodzynek się trafił i napisał, że Gear S lepszy… to tak jakby porównać malucha do Volvo. To nie ta galaktyka i przede wszystkim nie ta półka cenowa. Chronos Eco to przede wszystkim tani smart zegarek, który jest 4-7 razy tańszy od innych smartwatchy i jak ja to nazywam jest „dla wszystkich”, ze względu na przystępną jaka na polski rynek cenę i całkiem przyzwoitą funkcjonalność.

Zegarek umieszczono w niewielkim, czarnym pudełku, co było trochę zaskakujące. Z drugiej jednak strony mamy do czynienia z małym urządzeniem, więc to wyjaśnia taką wielkość opakowania. W środku jest jeszcze niewielki przewód USB, którym ładujemy zegarek i instrukcja obsługi. Trochę szkoda, że nie zastosowano tutaj zwykłego microUSB do ładowania tylko magnetyczną przystawkę, ale coś kosztem czegoś – pewnie z microUSB zegarek byłby grubszy i być może trochę droższy.

Wygląd to oczywiście kwestia gustu, ale nie można napisać, że Chronos Eco jest brzydki. Producent postawił na prosty, minimalistyczny design i jednolity, czarny kolor. Wszystko ładnie się komponuje, choć na pewno nie zabraknie osób, które powiedzą, że idealnym towarzyszem tego zegarka byłby telefon dla seniora z dużymi przyciskami. Ja muszę przyznać, że zegarek nawet przypadł mi do gustu, bo po prostu lubię prostotę. Dodatkowo wygląda tak jak przedstawiały go zdjęcia prasowe, co jest jak najbardziej na plus. Po założeniu go na nadgarstek nie czuję się jakoś źle, choć pierwsza reakcja znajomych była powiązana z zaskakującym – „Co to jest?!”.

Chronos Eco jest trochę mniejszy i lżejszy niż inne smartwatche, co jest głównie spowodowane mniejszą przekątną ekranu i brakiem metalowej obudowy. Zegarek waży zaledwie 36 gramów (dla porównania Gear 2 jest ponad dwukrotnie cięższy) i rzeczywiście można zapomnieć, że ma się go na ręce. Grubość koperty jest przyzwoita, bo wynosi około 1 centymetra, a uwierzcie mi, widziałem grubsze zegarki.

Goclever Chronos Eco / fot. galaktyczny.pl
Goclever Chronos Eco / fot. galaktyczny.pl

 

Na wierzchu jest 1,26-calowy ekran wykonany w technologii Sharp Memory LCD i powiem Wam, że daje radę. To chyba największa zaleta Chronos’a, zaraz obok ceny. Ekran jest monochromatyczny i widać go niemal w każdych warunkach. Mimo zastosowania bardzo niskiej rozdzielczości (144 x 168 pikseli) informacje wyświetlane na ekranie są czytelne. Mnie mocno przypadła do gustu cyfrowa tarcza, która widnieje na oficjalnych zdjęciach prasowych. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – świetnie pasuje do minimalistycznego designu całego zegarka i sprawia, że możemy szybko odczytać godzinę. Zawsze możemy zmienić na wygląd standardowy lub za pomocą aplikacji wybrać trzy ulubione Watchface’y i przełączać się miedzy nimi za pomocą jednego z przycisków (strzałka w dół po prawej stronie koperty). Jeśli już wybierzemy wygląd tarczy musi ona być wysłana do zegarka i bardzo irytujący jest czas synchronizacji, który trwa nawet kilkadziesiąt sekund.

Skoro jesteśmy już przy aplikacji i oprogramowaniu zegarka to trzeba napisać, że Chronos Eco ma swój własny, wbudowany system operacyjny, a raczej interfejs, który umożliwia jego obsługę. Nie znajdziemy tutaj rzecz jasna ani Tizena ani Androida, ale i tak damy radę bez problemu obsłużyć zegarek. Nie mamy ekranu dotykowego, a wszystkie operacje wykonujemy za pomocą czterech przycisków, które są na obudowie – Wstecz, przycisk Menu i dwie strzałki. Obsługa jest bardzo prosta, a cały interfejs przypomina nam ten, jaki 15 lat temu widzieliśmy w większości telefonów. Po wejściu do menu ujrzymy sześć ikonek, które prowadzą do powiadomień, sterowania muzyką i aparatem, „centrum” aktywności, monitoringu snu i ustawień. Poszczególnym funkcjom na pewno przyjrzę się bliżej w recenzji, ale teraz wspomnę o kilku rozwiązaniach, które szczególnie mi się spodobały.

Goclever Chronos Eco - menu / fot. galaktyczny.pl
Goclever Chronos Eco – menu / fot. galaktyczny.pl

 

Przede wszystkim mamy tryb samolotowy, który wyłącza nam Bluetooth przez co Chronos Eco staje się tak naprawdę zwykłym zegarkiem z wyświetlaczem LCD. W ustawieniach znajdziemy też funkcję odnajdywania naszego telefonu, która działa tylko w jedną stronę, gdzie przez zegarek możemy zlokalizować telefon. Do tego jak też do innych funkcji jest wymagana aplikacja, którą znajdziemy w Google Play lub Apple Store. Każdy zegarek musi mieć podświetlenie i ten od Goclever’a też ma, co jest niezwykle przydatne i zostało ciekawe rozwiązane. Podświetlenie możemy włączyć tak, by ekran podświetlał nam się na chwilę, jak tylko dotkniemy jakiegoś przycisku lub aktywować podświetlenie ruchem. Ta druga opcja jednak nie działa tak jakbym tego chciał, bo urządzeniem (a tym samym ręką) trzeba bardzo energicznie ruszyć lub potrząsnąć nadgarstkiem. Szkoda też, że nie możemy określić długości podświetlenia tylko wszystko jest sztywno określone.

Na pewno interesuje Was też kwestia powiadomień, bo to niewątpliwie największy plus smartwatcha, którego sparujemy z telefonem. Okazuje się, że działa to znacznie lepiej niż myślałem, choć kilku opcji brakuje. Sądziłem, że w tak tanim smart zegarku będziemy mieć powiadomienia z kilku sztywno określonych programów, a jak się okazuje, zegarek może wyświetlać informacje z każdej aplikacji, którą mamy zainstalowaną na telefonie. Wystarczy w menedżerze zegarka wybrać ulubione programy i tyle. Nie jest jednak tak kolorowo, bo producent się trochę rozpędził i słabo „przefiltrował” listę, ponieważ obok zwykłym aplikacji są też procesy i inne zadania, co pewnie nieobeznani użytkownicy określą jako „dziwne pliki”. Powiadomienia na zegarku wyświetlają się w czytelny sposób, ale brakuje podstawowych opcji jak chociażby odpowiedź za pomocą szablonów. W rezultacie możemy tylko podejrzeć informacje i usunąć z pozycji zegarka, ale żeby odpisać (nawet coś szybkiego typu „Ok”), trzeba wyjąć telefon z kieszeni. Kolejną rzeczą, która mi się nie podoba jest fakt, że dostajemy tylko informację o przychodzącym połączeniu i nie możemy go odrzucić przez zegarek. To tak jakbyśmy zobaczyli jehowych przez wizjer, ale nie mogli ich skutecznie spławić.

Na koniec zostawiłem sobie baterię, bo robi na mnie niesamowite wrażenie. Mimo tego, że jej pojemność to tylko 110 mAh, to po trzech dniach jest 93%. Zegarek jest cały czas połączony z telefonem i nie był nawet rozłączany na noc. Producent deklarował, że Chronos Eco wytrzyma przy normalnym użytkowaniu około 3 tygodni i bardzo możliwe, że się zbliżę do tych zapewnień. O tym jednak dowiecie się w recenzji.

Goclever Chronos Eco / fot. galaktyczny.pl
Goclever Chronos Eco / fot. galaktyczny.pl

 

Czekam na Wasze pytania, bo z pewnością trochę ich jest. Pierwszy polski smartwatch jest całkiem niezły i zapewnia przyzwoitą funkcjonalność jak na tak niską cenę. Oczywiście ma kilka niedociągnięć, ale nie można mieć wszystkiego za około 200 złotych. Już teraz mogę napisać, że smartwatch jest dla osób, które chcą mieć trochę nowej technologii na ręce i sprawdzać powiadomienia bez wyciągania telefonu z kieszeni. Planujecie zakup?