Goclever Chronos Eco już w dniu swojej premiery wzbudził spore zamieszanie. Został ochrzczony pierwszym polskim smartwatchem z czym niektórzy nie do końca się zgadzali, kosztował tyle, co średniej klasy zestaw głośnomówiący do samochodu (czyli mało), na początku miał ograniczoną dostępność, ale oferował całkiem przyzwoitą funkcjonalność. Jak jest naprawdę? Jak pierwszy smart-zegarek Goclevera, który trafił do sprzedaży sprawdza się w trakcie codziennych czynności? Czym zachwyca, a czym ustępuje droższej konkurencji? O tym dowiecie się w recenzji.

Na rynku pojawia się coraz więcej smartwatchy i bardzo to cieszy, bo użytkownik może wybierać w szerszej gamie modeli od różnych producentów. Tak naprawdę najwięcej inteligentnych zegarków poznaliśmy w ubiegłym roku i mówi się, że ten rok będzie jeszcze lepszy, gdzie pojawi się jeszcze więcej wearables, nie tylko tych do noszenia na nadgarstku. Poszerza się też przedział cenowy i więcej użytkowników może pozwolić sobie na odrobinę technologii „ubieralnej”. Zanim przejdziemy do omówienia zawartości zestawu, wyglądu samego zegarka Chronos Eco czy jego funkcji, trzeba wyjaśnić sobie właśnie kwestię ceny i grupy, do jakiej gadżet Goclevera jest kierowany. Trzeba, ponieważ sporo użytkowników porównuje smartwatch za dwieście złotych do tych, które kosztują kilka razy więcej. Zestawianie go z Gearami czy smartwatchami opartmi na Android Wear po prostu mija się z celem, bo to tak jakbyśmy reprezentację San Marino porównywali z Hiszpanią. Goclever Chronos Eco ma być prostym, tanim zegarkiem, który po podłączeniu do smartfonu umożliwi nam odczytanie na szybko treści SMS’a czy sprawdzenie kto do nas dzwoni. Polski smartwatch nie ma kolorowego ekranu, nie ma aluminiowej koperty, nie można przez niego rozmawiać, nie ma… No ale właśnie, co ma?

Goclever Chronos Eco / fot. Goclever
Goclever Chronos Eco / fot. Goclever

 

Złośliwi napiszą, że smartwatch Goclevera wygląda niemal identycznie co Weloop Tommy, ale ten z kolei jest dostępny tylko w Chinach, a jak wiadomo chiński rynek rządzi się swoimi prawami. Czemu zatem poznańska firma postanowiła go wydać? Bo mogła, a skoro trafił do sprzedaży to jest wszystko jak najbardziej zgodne z prawem. Poza tym, jak się dowiedzieliśmy Goclever czuwał nad produkcją obydwu modeli, więc ma do niego świete prawo.

Opakowanie i zwartość zestawu

Zaczniemy od tego, w co ów zegarek został zapakowany, bo to była pierwsza rzecz, która mnie zaskoczyła. Poważnie, bo Chronos Eco znajduje się w niewielkim, czarnym pudełku, którego wielkość można porównać do pięćdziesiątki niektórych perfum. Pudełko jest solidnie wykonane i dodatkowo pokryte matowym i miłym w dotyku materiałem. Z tyłu rozmieszczono wszystkie najważniejsze oznaczenia, specyfikację, która została przedstawiona w formie prostych obrazków, a także kod QR, dzięki któremu możemy wyświetlić listę kompatybilnych urządzeń. Świetne rozwiązanie, bo osoba zainteresowana zakupem jeszcze przed podjęciem ostatecznej decyzji może sprawdzić, czy Chronos Eco w ogóle będzie działać ze smartfonem.

Opakowanie otwieramy unosząc górną część i od razu widzimy smartwatcha na pewnego rodzaju „stelażu”. Nieco głębiej umieszczono dwa dodatki w postaci sprytnego przewodu USB do ładowania i instrukcji obsługi. Kabel jest krótki (około 60 cm), ale w zupełności wystarcza, by naładować zegarek z portu USB w komputerze i tylko z takiego. Zegarka nie naładujemy bezpośrednio „ze ściany”, chyba, że dokupimy do niego adapter sieciowy, bo w pudełku takiego elementu nie znajdziemy. Co więcej, bateria jest na tyle mała, że trzecia generacja złącza USB poradzi sobie z nią w kilka chwil. Dołączony „Quick start” przeprowadzi nas przez proces konfiguracji i pokaże po krótce jak zegarek się obsługuje. W instrukcji znajdziemy język polski, a na początkowych kartkach obrazkowe wytłumaczenie co, gdzie, jak podłączyć i zainstalować, by wszystko działało.

 


SPIS TREŚCI:

  1. Wstęp | Opakowanie i zawartość zestawu
  2. Wygląd i wykonanie | Ekran
  3. Oprogramowanie i funkcje
  4. Aplikacja | Bateria i ładowanie
  5. Podsumowanie