Bez dwóch zdań Samsung Galaxy S6 Edge jest teraz w centrum uwagi i nie tylko dlatego, że trwa jego przedsprzedaż i niebawem trafi do sprzedaży. Głównie dlatego, że w sieci pojawiają się filmy, w których ów smartfon jest mocno maltretowany. Wczoraj mogliśmy zobaczyć jak telefon o wartości 15-letniej Corsy ze sporym impetem jest rzucany na podłogę i o dziwo wychodzi z tego cało, a dzisiaj możemy zobaczyć, jak najnowszy flagowiec z Korei poddaje się niemal półgodzinnej kąpieli w wodzie. 

Wynik tego eksperymentu jest wam pewnie zgoła znany, na co zresztą wskazuje też tytuł tego wpisu. Ale ja nie o tym. Cały Internet zachwyca się filmem, gdzie smartfon, który oficjalnie nie jest wodoodporny, bo nie posiada odpowiednich certyfikatów nurkuje w misce z wodą i… po kilkunastu minutach zaczyna szwankować. Dziwne, prawda? No a co, ma pływać i po wszystkim czuć się dobrze? Jeśli tak by było, to po co w ogóle informować o tym, że dane urządzenie ma IP67 i można je śmiało zamoczyć. Było tak w Galaxy S5, który w niektórych sytuacjach i tak miał problem z gniazdem słuchawek, ale Galaxy S6, a tym bardziej Galaxy S6 Edge nie są odporne na wodę czy jakąkolwiek inną ciecz, więc rezultat zanurzenia nie powinien nikogo dziwnić. Fakt, smartfon przetrwał ponad dwadzieścia minut, co można zauważyć po działającym stoperze i ekranie, ale woda i tak wdarła się głębiej i mocno namieszała. Widać ją w oczku przedniej kamerki, nie działa aparat z tyłu, telefon ogólnie wariuje i ma problemy z ładowaniem. Tak, ale czy tylko ja mam wrażenie, że jakiś wariat podłącza nie do końca wysuszony telefon do ładowarki?

Dlatego jeśli chcecie wrzucić swój smartfon do wody i sprawdzić czy producent nie robi was w konia, mówiąc, że nie jest wodoodporny, pomyślcie dziesięc razy zanim to zrobicie. Może się okazać, że jest odporny na wodę, ale tylko raz. A jeśli jesteście zainteresowani całym eksperymentem z Galaxy S6 Edge, zobaczcie film powyżej.

źrodło zdjęcia: TechSmartt
źródło: TechSmartt (YouTube)