Kiedy pojawiły się w Polsce modele Galaxy A3 i Galaxy A5 wszyscy dopytywali kiedy i czy w ogóle pojawi się Galaxy A7 na naszym rynku. Wieści nie były najlepsze, bo wszyscy łącznie z Samsungiem informowali, że może do tego nie dojść. Rzadko zdarzają się tak miłe niespodzianki. Niepozornie, a wręcz po kryjomu urządzenie trafiło do wybranych sklepów w całym kraju. Nam z pomocą przyszedł oczywiście niezastąpiony Komputronik i użyczył jedną sztukę do testów. Póki co mamy dla was pierwsze wrażenia.

Na pierwszy rzut oka Galaxy A7 różni się od swoich mniejszych braci wielkością. Nic bardziej mylnego. Mnie osobiście 5,5 cala idealnie odpowiada w związku z tym, że moim głównym urządzeniem jest Galaxy Note 4. To jest pierwsza rzecz, którą trzeba podkreślić na samym wstępie. Urządzenie z takim ekranem jest sporych rozmiarów, ale zupełnie inne uczucie mamy w momencie, kiedy zestawimy go właśnie z Note 4. Galaxy A7 jest o ponad 30 gramów lżejszy (141 g) i znacznie cieńszy (6,3 do 8,4 mm). Smartfon spokojnie można zaliczyć do phabletów, ale nie jest on tak przytłaczający jak inne modele, dzięki właśnie swojej lekkości i smukłości. Dwie najważniejsze zmiany, które można bez problemu poczuć po włączeniu Galaxy A7 względem mniejszych braci to responsywność oraz ekran. Exynos 5 Octa jest wyjątkowo wydajny i świetnie radzi sobie z Androidem 4.4.4 KitKat na A7. Wszystko działa bardzo płynnie i widać tu niewątpliwą przewagę względem średniaka jakim jest Snapdragon 410. Pod obudową mamy też 2 GB pamięci RAM i grafikę Mail T628.

Warto przypomnieć, że seria Galaxy A jest wykonana cała z aluminium, co sprawia bardzo dobre wrażenie, ale telefon chętnie wyślizguje się z dłoni. Mimo wszystko jest większy niż A3 i A5, więc ciężej się nim operuje, a jednolita ramka z metalu może czasami przyprawić nas o zawał serca. Nie zapomniano również o slocie na microSD w postaci tacki. Tak, to będzie chyba powód, dla którego Galaxy A7 będzie patrzył z góry na flagowego S6 czy S6 Edge. Do idealnego wrażenia przydałby się 16 Mpix aparat z tyłu. Mamy co prawda matrycę 13 Mpix, która radzi sobie całkiem nieźle, ale widać braki względem Galaxy S5, a tym bardziej S6, dla których Galaxy A7 jest niewątpliwie tańszym konkurentem. Niestety efekt psują zdjęcia w formacie 4:3 w pełnej rozdzielczości przez co przy ekranie o proporcjach 16:9 mamy czarne pasy na bokach. Aparat posiada oczywiście HDR, ale włączamy go za pomocą osobnego trybu, a nie uruchamia się z automatu. Maksymalna rozdzielczość nagrywanych filmów to Full HD. Warto natomiast wspomnieć o przednim aparacie, bo jest to ta sama matryca co w pozostałych modelach Galaxy A. Cała seria stworzona jest do selfie, a 5-megapikselowy aparat posiada tryb wystawienia ręki do zrobienia zdjęcia w trybie autoportretu oraz autoportret panoramiczny. Zdjęcia jak na gali Oscarów wskazane.

Na sam koniec pozostawiłem baterię. 2600 mAh brzmi całkiem nieźle na papierze, ale jak jest w rzeczywistości? Bateria w Samsung Galaxy A7 spisuje się najlepiej z całej rodziny Galaxy A i faktycznie muszę przyznać, że jestem zachwycony jej działaniem. Mając na uwadze większość dnia na WiFi około 5 godzin na ekranie to bardzo dobry wynik. Nie można powiedzieć, że urządzenie nie ma podłączonych kont do synchronizacji czy ma zainstalowane tylko kilka aplikacji. Galaxy A7 faktycznie daje radę i tym miłym akcentem przejdę do podsumowania.

Samsung Galaxy A7 okazuje się urządzeniem, które miało nie trafić początkowo do Polski, a byłby to największy błąd koreańskiego producenta. Smartfon spisuje się świetnie i eliminuje właściwie wszystkie niedociągnięcia modeli Galaxy A3 i Galaxy A5. Rozdzielczość w A7 daje ponad 400 ppi, co jest więcej niż tylko dobrym wynikiem. Znacznie lepsza wydajność dzięki Exynosowi 5 i o 300 mAh lepsza bateria niż w modelu Galaxy A5, czyni „Siódemkę” bardzo ciekawą propozycją. Jak z ceną? 1900 złotych to nie jest mało, ale otrzymujemy urządzenie z dobrą specyfikacją, solidną baterią, nienagannym aparatem i świetnym wyglądem. Warto rozważyć tę propozycję.