Po solidnym przetestowaniu smartfonu Honor 7, bierzemy się za kolejny flagowy model chińskiej firmy. Tym razem to Huawei Mate S, czyli najnowszy smartfon od Huawei, który swoją premierę miał na IFA 2015 w Berlinie. W sumie to mogliście już o nim sporo przeczytać, bo dokładnie przyjrzałem się najbogatszej wersji z 64 GB i Force Touch, będąc jeszcze na targach. Co prawda wersja, którą testuję ma 32 GB i brakuje nowej technologii, która rozpoznaje poziom nacisku na ekran, ale i tak to „gorący towar”.

Recenzja już jest! 

Recenzja Huawei Mate S – Mercedes klasy S wśród smartfonów

Miałem w swoich rękach już Huawei P8, Ascend G7 czy Mate 7 i aktualnie używam Honor 7, więc do smartfonów od tego chińskiego producenta zdążyłem się już przyzwyczaić. Można zauważyć, że każda nowość od Huawei wzbudza spore zainteresowanie i na pewno nie przesadzę, że nie mniejsze jak premiera kolejnego Galaxy S czy iPhone’a. Z Huawei Mate S jest tak, że widać sporo cech wspólnych z innymi smartfonami tego producenta jak chociażby budowa zbliżona do poprzednika Mate 7 czy parametry podobne do P8 czy Honor 7. Smartfon już na pierwszy rzut oka ma sporo zalet, ale ma też jedną niepokojącą rzecz – baterię o pojemności 2700 mAh. Niepokojącą, ale dopiero po testach okaże się czy zaliczy się to do wad.

To nie prawda, że tylko wariant złoty jest ładny, bo srebrno-biały też jest niczego sobie. Obudowa w całości wykonana jest aluminium i z tyłu widać tylko dwa wąskie paski, które są miejscem, gdzie ulokowano anteny od GSM czy Wi-Fi. Mimo tego, że smartfon należy raczej do tych większych, to całkiem dobrze leży w dłoni – jest o 1 gram lżejszy od Honora 7, ma łukowaty tył i nieco ponad 7 mm grubości. To jednak wpłynęło negatywnie na pojemność baterii, która jest wytykana przez wszystkich palcami, jako pretendent do największej wady. Ja jednak z opinią wstrzymam się do końca testów i zobaczę jak rzeczywiście będzie wyglądać czas pracy na baterii.

Ogromne wrażenie zrobił na mnie wyświetlacz. Nie rozdzielczością, nie przekątną, a technologią AMOLED, która po prostu „robi swoje”. Kolory są wyraźne i nasycone, ale mam wrażenie, że nie aż tak bardzo jak u Samsunga, czerń jest głęboka do tego stopnia, że granica między czarną ramką ekranu, a czarną tapetą jest praktycznie niewidoczna. Już teraz mogę napisać, że to najlepszy ekran jaki pojawił się w smartfonie od Huawei.

Huawei rzeczywiście usprawnił też działanie czytnika linii papilarnych, bo działa on zdecydowanie szybciej niż w Mate 7, a nawet Honor 7. Wystarczy lekko przyłożyć palec do czytnika i w tym samym czasie podświetla się ekran. Działa to błyskawicznie. Zauważyłem też, że Mate S ma bardzo donośny głośnik, mimo tego, że tylko jeden. Do płynności systemu nie mam żadnych zastrzeżeń, ale nie ma się co dziwić, bo to w końcu EMUI 3.1 i ok. 1,7 GB wolnej pamięci RAM (z 3 GB).

Nie znamy jeszcze oficjalnej daty premiery na polskim rynku, a tym samym ceny. Postaram się jednak skończyć recenzję do czasu, aż Mate S trafi do sprzedaży w Polsce. Do tego potrzebuję Was. Na co szczególnie zwrócić uwagę w tym smartfonie? Jeśli macie jakiekolwiek pytania, czekam na nie w komentarzach.