Ekran

Wyświetlacz od strony czysto technicznej ma 5,5-calową przekątną, rozdzielczość Full HD i oparty jest na matrycy AMOLED. Bardzo dobrze, że Huawei trzyma się rozdzielczości 1920 x 1080 pikseli i nie idzie np. w kierunku QHD, bo w przeciwnym razie „zabiłby” ten smartfon. Według mnie QHD jest na pokaz, a Full HD przy tej wielkości ekranu jest dobrze przemyślane. Ekran charakteryzuje się dużą szczegółowością, bo w końcu wskaźnik upakowania pikseli wynosi przyzwoite 400 ppi. Warto tutaj pochwalić AMOLED’ową matrycę, bo kolory są genialnie odwzorowane, a czerń jest tak głęboka jak gardło Sashy Grey. Do tego stopnia, że ciężko jest odróżnić czarne ramki okalające ekran, od czarnego tła, które się aktualnie wyświetla. Jednocześnie kolory nie są tak przesycone jak w przypadku Super AMOLED’ów w urządzeniach od Samsunga. Zastąpienie IPS’a tą matrycą było strzałem w dziesiątkę, bo Mate S bez wątpienia ma najlepszy ekran ze wszystkich urządzeń Huawei i można go zaliczyć do czołówki najlepszych w ogóle wśród urządzeń mobilnych.

Warto też zaznaczyć, że w ustawieniach możemy skorygować temperaturę barwową i dostosować wyświetlane kolory do swoich potrzeb – tak by biel była cieplejsza bądź zimniejsza. Dobrze wypada też jasność ekranu. Ta minimalna pozwala wygodnie i bez mrużenia oczów korzystać ze smartfonu w nocy, a maksymalna razem z czujnikiem światła dobrze reaguje na warunki zewnętrzne, więc ekran jest dobrze widoczny na zewnątrz. Jak czujnik wykryje mocne oświetlenie, to automatycznie podbija się jasność i kontrast wyświetlanego obrazu.

Irytuje mnie jedna rzecz. Nie wiem który Chińczyk jako pierwszy wpadł na ten pomysł, ale nagminnie jest stosowany pewien trik, żeby przekłamać grubość ramki wokół ekranu. Na prasówkach ekran wygląda tak, jakby rozciągał się od jednej do drugiej krawędzi, a w rzeczywistości okazuj się, że jest otoczony czarną około 3-4 mm ramką, którą najbardziej widać na jasnej wersji, właśnie takiej jaką testowałem. Nie wygląda to dobrze, ale nie zmienia to jednak faktu, że i tak wyświetlacz zajmuje całkiem sporo miejsca, bo stosunek ekranu do wielkości przedniego panelu wynosi nieco ponad 74%.

Ekran dodatkowo ma zaokrąglone brzegi (2.5D) i chroni go szkło Gorilla Glass 4. Trzeba też zaznaczyć, że ekran możemy wybudzić podwójnym dotknięciem – wystarczy włączyć jedną opcję w ustawieniach.

Oprogramowanie

W zasadzie to mógłbym w tym miejscu przekopiować większość tekstu z recenzji Honora 7, bo Mate S też pracuje pod kontrolą Androida 5.1 Lollipop, który został przykryty autorską nakładką EMIU 3.1 od Huawei. Do tego interfejsu zdążyłem się już przyzwyczaić i po raz kolejny napiszę, że jak już ktoś to zrobi, to nie będzie chciał powrócić do innego. EMUI działa niezwykle płynnie, jest przemyślane, poukładane, ma przyjemne animacje i sporo przydanych funkcji i rozwiązań. Jednak mimo tej samej wersji EMUI, w Mate S znalazło się kilka opcji, których nie znajdziemy w innych smartfonach od Huawei, ale o tym nieco niżej. Precyzując jeszcze kwestię oprogramowania, aktualnie jest w wersji CRR-L09C432B106.

W nakładce Huawei nie mamy osobnego odnośnika do aplikacji i wszystko jest porozrzucane na pulpitach. Może porozrzucane to nie jest dobre słowo, bo mimo braku tzw. drawera nie ma mowy tutaj o bałaganie czy chaosie, gdzie nic nie można znaleźć. Wręcz przeciwnie. Jeśli chcemy na głównym pulpicie mieć skróty przykładowo do kalendarza, przeglądarki internetowej i Twittera to właśnie tam je mamy i nigdzie więcej. Nie ma żadnego powielania jak w innych nakładkach, jeśli wiecie o co mi chodzi. Oczywiście jeśli mamy kilkadziesiąt aplikacji bez problemu możemy je wrzucić do odpowiednich folderów, by jeszcze lepiej wszystko poukładać. Belka systemowa z kolei została podzielona na dwie części, gdzie z lewej strony wyświetlają się powiadomienia, a z prawej skróty do różnych funkcji i ustawień. Tam też jest „czysto” i wszystko mamy pod palcem, a skróty do funkcji możemy poukładać według własnych upodobań. Warto też wspomnieć o szybkiej wyszukiwarce, którą wywołujemy przesunięciem palcem w dół po ekranie (tak jak belkę tylko nieco niżej). Między innymi przy tych dwóch elementach systemu zobaczymy przyjemne rozmycie tła, co niektórym może kojarzyć się iOS’em w urządzeniach Apple.

W urządzeniach od Huawei mamy przyciski dotykowe na ekranie, które możemy modyfikować. Jeśli chcemy, aby przycisk wstecz był po lewej stronie to możemy to ustawić, ale też dodać czwarty przycisk, który będzie chował cały pasek nawigacyjny. Nie można też zapomnieć o obsłudze interfejsu jedną ręką, co w przypadku 5,5-calowego ekranu w Mate S bardzo jest pomocne. Działa to identycznie jak w P8 czy Honor 7 – wystarczy przesunąć palcem po przyciskach dotykowych, by obraz przesunął się w kierunku wybranej krawędzi. To samo możemy zrobić z klawiaturą, ale najważniejsze jest to, że w Mate S pojawił się tryb Wiele okien, który znamy z innych dużych smartfonów. Pozwala w jednym czasie uruchomić dwie aplikacje na podzielonym ekranie, co daje nam namiastkę wielozadaniowości. Tryb aktywujemy przez dłuższe przytrzymanie przycisku aplikacji bądź przez muśnięcie dwoma palcami od dołu ekranu. Niestety w obecnej chwili jest tylko 8 aplikacji, które wspierają dwa okna, ale trzeba mieć nadzieję, że w przyszłości pojawi się ich więcej.

W Mate S znajdziemy też funkcję, która pozwoli nam odnaleźć telefon, gdy znajduje się on w pobliżu, ale nie możemy go dostrzec. Polecenie głosowe działa dobrze, ale widać, że Huawei nie może się zdecydować jak nazwać tę funkcję. W Honor 7 było to Budzenie głosem, a w Mate S z kolei nazwano to jako Odbiór mowy. Jakby jednak nie było, wybudzenie uprzednio nagranym poleceniem (u mnie było to standardowe „Okay emy”) działa dobrze, o ile znajdujemy się w tym samym pomieszczeniu, w którym jest w miarę cicho. Następca Mate 7 może się pochwalić rozbudowanymi funkcjami, które wchodzą w skład sterowania ruchem. Mamy te podstawowe jak odwrócenie, by wyciszyć dźwięk połączenia czy alarm, podniesienie, by ściszyć dźwięk dzwonka czy podwójne stuknięcie żeby wybudzić ekran. Ale Huawei skupił się najbardziej na obsłudze telefonu w nietypowy sposób, bo za pomocą knykci. Używając zagięć palców możemy szybko zrobić zrzut ekranu, a nawet nagrać film, rejestrujący wszystko to, co dzieje się na ekranie. Film zapisywany jest w pliku mp4 i może być w rozdzielczości Mini (480 x 854 pikseli) lub HD (720 x 1280 pikseli). Knykcie służą też do szybkiego uruchamiania aplikacji, gdzie przykładowo kreśląc na ekranie literę „C”, uruchamiamy aparat, ale też zaznaczania konkretnego obszaru, który chcemy zapisać. To wszystko zostało zawarte w funkcji znanej jako Knuckle 2.0.

Rewelacyjne jest zarządzenie transmisją danych, bo zużycie megabajtów przedstawione jest na bardzo czytelnym wykresie, który pokazuje ile w danym dniu poszło nam danych z pakietu. Do tego mamy wgląd w ranking, który pokazuje jakie aplikacje pożerają najwięcej megabajtów w cyklu dziennym lub miesięcznym, a także możemy określić, który program ma korzystać z pakietu danych, z Wi-Fi, a który z obydwu sieci. Będąc już przy aplikacjach trzeba napisać, że nakładka EMUI pozwala nam ustawić tak zwane aplikacje chronione, czyli te, które po wyłączeniu ekranu nadal będą działać. Wyłączenie niektórych pozwala wydłużyć czas pracy na baterii, ale trzeba pamiętać, że wyłączenie np. Facebooka, pozbawi nas powiadomień, bo po prostu aplikacja nie będzie działała w tle. Jest też centrum powiadomień, gdzie określany w ilu miejscach wyświetlają się notyfikacje – czy mają być przykładowo tylko na pasku stanu, czy może też na ekranie blokady.

Mimo tego, że w oprogramowaniu nie natrafiły na określenie Smart, to muszę przyznać, że EMUI to bardzo funkcjonalna i przede wszystkim ładna nakładka, która ma wszystko to, co potrzeba użytkownikowi. No może prawie wszystko, bo mnie osobiście brakuje planowanej wiadomości i klawiatury bez osobnego rzędu z cyframi. Apropo klawiatury, ta oparta jest na Swype i akurat w Mate S na drugi plan zepchnięto polskie znaki, bo po przytrzymaniu palca przykładowo na literze „A” będziemy musieli dalej przesunąć palcem, by dotrzeć do „Ą”. Zauważyłem też problem z pisaniem za pomocą głosu, bo ikona jest położona zbyt blisko przycisku z kropką, przez co często pisząc wiadomość przypadkowo można aktywować opcję do głosu. Poza tymi drobnymi niedociągnięciami, do oprogramowania na prawdę nie mam zastrzeżeń.

Czytnik linii papilarnych

Ten element smartfonu pasuje zarówno do kwestii technicznych, ale też tych związanych z oprogramowaniem, więc postanowiłem stworzyć dla niego osobny akapit. Na skanerze palca skupił się też producent, bo to jedna z kluczowych funkcji w Mate S, która pojawiła się też na przedpremierowych zapowiedziach. Skaner został ulokowany tuż pod aparatem, więc trzymając telefon jedną ręką, w naturalny sposób palec wskazujący spoczywa na czytniku i to właśnie on jest zalecany, by go zarejestrować. W porównaniu do innych smartfonów Huawei wyposażonych w tę technologię, czytnik został bardzo solidnie udoskonalony i określony jako Fingerprint 2.0. Rzeczywiście to druga generacja skanera, bo znacznie sprawniej rozpoznaje nasz palec i odblokowuje ekran szybciej niż… szybkość. Skaner działa podobnie jak w Honorze 7, ale można zauważyć minimalną różnicę na korzyść Mate’a S.

Ważne jest to, że czytnik nie służy tylko do odblokowania ekranu, a można go też wykorzystać do obsługi innych funkcji i elementów systemu. Dotykając kwadratowej płytki z tyłu obudowy możemy szybko odebrać połączenie, zrobić zdjęcie lub film, gdy otwarta jest aplikacja od aparatu czy zatrzymać alarm, budzący nas do pracy. Czytnik przydaje się też w panelu powiadomień, bo przesuwając palec w dół możemy wysunąć pasek stanu i wyczyścić jego zawartość, ale też w galerii do przeglądania zdjęć. Co ciekawe, wszystkie te gesty możemy wykonywać bez konieczności zapisania odcisku palca.

 


SPIS TREŚCI:

  1. PREMIERA | OPAKOWANIE I ZAWARTOŚĆ ZESTAWU | WYGLĄD I WYKONANIE
  2. EKRAN | OPROGRAMOWANIE | CZYTNIK LINII PAPILARNYCH
  3. APARAT | WYDAJNOŚĆ I MULTIMEDIA | BATERIA
  4. PODSUMOWANIE