Każdy kto używa smartfonu z jakimikolwiek systemem operacyjnym ma garść swoich ulubionych aplikacji, które od razu instaluje na smartfonie. Nie ważne czy jest to zupełnie nowy sprzęt, obecny, ale po przywróceniu ustawień fabrycznych czy smartfon, który przyjechał na testy. Zapewne macie swoją listę aplikacji i taką też mam ja. Zobaczcie jakie programy lądują w pamięci używanego przeze mnie smartfonu od razu po konfiguracji i dorwaniu się do Wi-Fi.

W większości przypadków u mnie były to smartfony działające w oparciu o Androida. Nawet teraz, gdy tworzę ten wpis jest to Meizu M2 note z Lollipopem i aplikacją, która w sumie też do tego zestawienia należy. Ale po kolei. Niektórzy mają takie zapotrzebowanie, że na aplikacje nie starcza pulpitów (a już na pewno miejsca w pamięci telefonu), a inni mają tyle programów, że można je śmiało policzyć na palcach. Ja niewątpliwie należę do tej drugiej grupy. Ok, ale bez zbędnego solenia, zobaczcie jak u mnie wygląda lista najważniejszych aplikacji.

Yanosik

Ok, na pierwszy rzut idzie Yanosik, bo bardzo często jeżdżę samochodem po trasie, gdzie lubią „suszyć”. Prawie codziennie pokonuje około 80 km i mimo tego, że w większości to droga ekspresowa to na wlocie do miasta trzeba się pilnować. Znam już na pamięć gdzie panowie chcą zarobić kolejne miliony dla miasta, ale Yanosik zawsze podaje na bieżąco, czy dane miejsce jest aktualnie obstawianie. Ale Yanosik to nie tylko informacje o kontroli prędkości czy fotoradarach, bo traktuje to jako centrum powiadomień drogowych o remontach, utrudnieniach, wypadkach czy innych sytuacjach na drodze. Yanosik to też całkiem udana nawigacja oparta na systemie NavRoad i wideo-rejestrator trasy. Typowy niezbędnik, który powinien znaleźć się w smartfonie i na szybie każdego kierowcy.

Z aplikacji korzystam bardzo często i staram się na bieżąco zgłaszać wszystkie sytuacje na drodze, by nie być tylko takim biernym użytkownikiem. W końcu 5 gwiazdek (nie, nie tych z GTA) i status Porucznika zobowiązuje. Yanosik jest dostępny w Google Play za darmo, ale aby używać funkcji nagrywania trasy, trzeba się zarejestrować.

Maxthon

Na urządzenia mobilne są dostępne różne przeglądarki internetowe, ale założę się że większość z Was używa mobilnego Chroma, Firefoxa czy domyślnej przeglądarki instalowanej w systemie. A słyszeliście o Maxthonie? Ja zacząłem od tej wersji desktopowej, ale już od dłuższego czasu Maxthon jest też ze mną na smartfonie. Ok, ale co w nim takiego fajnego?

Przede wszystkich usługa Cloud, czyli synchronizacja wszystkich najpotrzebniejszych danych w chmurze Maxthona, przez co cały profil, ustawienia i ulubione strony są dostępne od razu po zalogowaniu, niezależnie na jakim urządzeniu to robimy. Maxthon błyskawicznie wczytuje strony, obsługuje Flasha i sterowanie gestami, ma wbudowanego AdBlocka, ale też masę innych, ciekawych rozwiązań. Najwięcej ich jest oczywiście w wersji komputerowej, ale ta mobilna ma chociażby tryb Night, gdzie wygląd strony dostosowuje się tak, by była czytelniejsza i bardziej komfortowa do przeglądania w nocy czy tryb Bez obrazów, co pomoże zaoszczędzić megabajty z pakietu. Maxthon Cloud można pobrać za darmo z Google Play.

WordPress

Życie blogera mnie do tego zmusiło, że od razu na smartfonie instaluję mobilną wersję WordPressa (tak, na tym CMS jest oparty galaktycznym jakby ktoś jeszcze nie wiedział). Oczywiście nie używam wyłącznie mobilnego odpowiednika, bo ma spore ograniczenia i nie obsługuje dodatkowych pluginów, ale jest idealnym narzędziem, by podejrzeć co się dzieje na zapleczu redakcyjnym, wrzucić na szybko jakiś news czy zapisać pomysł na wpis. Do tego w zupełności wystarczy aplikacja.

WordPress ma bardzo przejrzysty interfejs, całkiem sprawnie działa i ma bardzo przydatną funkcje, która pozwala tworzyć offline, a gdy tylko będziemy mieć trochę internetu, to automatycznie się wrzuci. Niestety trochę programiści mnie zdenerwowali, bo w najnowszej wersji nie ma opcji udostępniania bezpośrednio z aplikacji – wcześniej można było opublikowany wpis wrzucić na Facebooka czy Twittera nie wychodząc z WordPressa, a teraz tego nie ma.

WordPress w formie mobilnej apki jest w Google Play.

Analytics

Analytics to aplikacja prosto od Google, która daje nam dostęp do niemal wszystkich statystyk związanych z naszą stroną internetową, którą mamy podpiętą w Google Analytics. Aplikacja obowiązkowa dla każdej osoby, która prowadzi własną stronę. Ja nie znam lepszego sposobu, by podejrzeć ruch na stronie i tego, co się czyta, jak się czyta i kiedy się czyta, praktycznie z każdego miejsca, gdzie tylko mamy zasięg i dostęp do neta. Program jest przystosowany pod urządzenia mobilne, więc w bardzo czysty sposób mamy dostęp przykładowo do danych o aktywnych użytkownikach w danej chwili, źródłach z jakich pozyskujemy użytkowników, czy wszelkich informacjach o zachowaniu na stronie. Kluczową opcją, która ostatnio została dodana do aplikacji są raporty, gdzie sami możemy wyciągnąć potrzebne informacje o naszej stronie.

Facebook i Twitter

I znowu dwie aplikacje, które nawiązują do galaktycznego. Jasne jest, że w obecnych czasach bez szerokopojętego social media praktycznie się nie istnieje, a właśnie przez takie kanały najszybciej i najlepiej jest utrzymać kontakt nie tylko z czytelnikami, ale też znajomymi. I do tego też wykorzystuje Facebooka i Twittera, gdzie między innymi leci każdy wpis, który pojawi się na stronie. Pewnie zaraz będziecie wytykać mnie palcami, a na ulicy nawet nie podejdziecie, bo używam tych oficjalnych aplikacji, ale mnie ich możliwości, wygląd i działanie w zupełności wystarczają.

W większości urządzeń Facebook i Twitter są instalowane fabrycznie, ale jeśli ich nie widzicie wśród aplikacji w menu, to można je pobrać ze Sklepu Play. Trzeba jednak pamiętać, że Facebook wycwanił się ze swoim Messengerem i żeby rozmawiać ze znajomymi to sam klient Facebooka nam nie wystarczy. Trzeba dociągnąć osobno aplikację Messenger.

Dropbox

Jest wiele usług w chmurze, ale u mnie przyjął się Dropbox. W sumie to nie wiem czemu, ale może dlatego, że nie potrzebuję dużo miejsca, a każdy za free oferuje podobną ilość gigabajtów. Nawet jak kiedyś przy w promocji Samsunga dostałem 50GB to raptem kilka procent było wykorzystane. Na popularnym „Dropie” trzymam swoje pliki, ale oczywiście bez przesady, żeby zachować trochę prywatności. W zasadzie to wrzucam tam zdjęcia i screeny ze smartfonów, które aktualnie testuje, by mieć wszystko dostępne zarówno na stacjonarce w domu, laptopie gdy go gdzieś zabiorę, no i oczywiście smartfonie.

Mimo tego, że w komputerach używam Windowsa, gdzie domyślnie jest OneDrive od Microsoftu, to od razu gdy mam świeży system, dodaję do niego Dropboxa. Nigdy mnie jeszcze nie zawiódł, ma przyjaznego klienta zarówno w wersji desktopowej jak i mobilnej i często można trafić na jakieś promocje. Wspomniałem o tej samsungowej, ale przykładowo z każdym laptopem Dell’a dostajemy 20 GB więcej na start.

Menedżer stron

W zasadzie to nazwa tego programu jest trochę dłuższa – Menedżer stron na Facebooku. Jak sama nazwa wskazuje, za pomocą aplikacji możemy kontrolować wszystko to, co dzieje się na naszej stronie w serwisie Facebook. U mnie jest to oczywiście profil galaktycznego. Menedżer stron to naprawdę solidnie rozbudowane narzędzie, które pozwoli zarządzać treścią, ale też spojrzeć „pod maskę” strony. Mamy pełny wgląd w to co się dzieje, kto co komentuje i lubi czy kto udostępnia. Mamy też dostęp do podstawowych statystyk z obecnego tygodnia, sekcji zarządzania i promowania strony, jak też wszystkich ustawień.

Tak jak Yanosik jest obowiązkową pozycją dla kierowcy, tak Menedżer stron jest obowiązkowy dla osoby, która ma swoją stronę na Facebooku.

TeamViewer

W sumie tej aplikacji używam od niedawna, od czasu gdy ktoś z mojej rodziny potrzebował pomocy z komputerem, a ja nie mogłem przyjść i naprawić problemu na miejscu. I wtedy przyszedł TeamViewer, który za pomocą unikatowego ID komputera i czterocyfrowego hasła umożliwił zdalne połączenie z komputerem. Aby wszystko działało, aplikacja musi być zainstalowana na obydwu urządzeniach i jak już wspomniałem wymagane jest ID komputera, z którym chcemy się połączyć i specjalne hasło, które generuje się przy każdej sesji. Po połączeniu np. ze smartfonu, na ekranie widać to, co dzieje się na urządzeniu „po drugiej stronie”, nasz ekran działa wtedy jak kursor, ale można też włączyć klawiaturę ekranową i używać wszystkich najistotniejszych funkcji.

TeamViewer jest darmowy, ale tylko wtedy, gdy używamy go do celów prywatnych. W przypadku firmy czy działań na większą skalę trzeba wykupić opcję Premium.

Solid Explorer

Pewnie słyszeliście o tym programie, a jeśli nie… to jakim cudem używacie Androida? Nie no, a tak poważnie, Solid Explorer to najbardziej rozbudowany i najbardziej funkcjonalny menedżer plików jaki kiedykolwiek widziałem na platformę Android. Te wszystkie domyślne menedżery danych, które możemy spotkać w nakładkach producentów po prostu się chowają. Solid Explorer to taki Total Commander znany z komputerów, ale przystosowany do obsługi dotykowej i wyświetlania na smartfonie czy tablecie, a dodatkowo od niedawna „przerobiony” na Material Design.

Android Wear

Niezbędna aplikacja do zarządzania smartwatchem opartym o Android Wear, gdzie w moim przypadku jest to prawie roczny LG G Watch R. W sumie bez tego menedżera zegarek jest bezużyteczny, bo przede wszystkim aplikacja jest wymagana w celu sparowania smartwatcha ze smartfonem. Bez tego ani rusz, ale Android Wear to także dostęp do sporej ilości ustawień, aktualizacji zegarka, wskazówek dotyczących obsługi, dedykowanych aplikacji (w tym tarcz zegara) czy danych o aktywności fizycznej.


Ok, zdaje się, że mam już wszystko. Można byłoby tu jeszcze dodać np. oficjalną aplikację Allegro, OLX czy Ceneo, bo czasami zdarza się, że coś wystawię bądź chcę sprawdzić cenę, ale też AnTuTu i LAB.501 co jest niezbędne podczas testowania urządzenia. Nie używam ich jednak aż tak często i jak już to instaluje je w drugim rzucie, więc nie ma potrzeby wyróżniania ich wyżej.

To teraz kolej na Was. Jakich aplikacji używacie i które w pierwszej kolejności lądują w Waszych urządzeniach?