Huawei ma już na tyle dobrą pozycję, że w ciągu roku może pokazać kilka topowych smartfonów. Mogliśmy właśnie tego doświadczyć, bo obok flagowca Huawei P8, pojawił się też Huawei Mate S na targach IFA w Berlinie, a kilka dni temu na mobilny świat przyszedł Huawei Mate 8. Wszystko to w 2015 roku. Smartfon raczej nie był zaskoczeniem, bo jego oficjalny wygląd poznaliśmy na chwilę przed premierą. Nie ukrywam, że smartfon jest świetny, ale mam wrażenie, że Chińczycy zmarnowali okazję, by stworzyć smartfon idealny.

Huawei Mate 7 był uznawany za jedno z lepszych urządzeń ubiegłego roku, a to wszystko za sprawą świetnego wykonania, genialnej baterii i niezłej jak na topowy phablet ceny. Przypomnę, że zaraz po premierze w Polsce można było go zdobyć za około 2 tysiące złotych. We wrześniu poznaliśmy Huawei Mate S, który jak się już okazało, nie był bezpośrednim następcą Mate’a 7. Mam wrażenie, że Mate S był pokazany we wrześniu bo po prostu wtedy pokazany być musiał i był niejako modelem przejściowym, między Mate 7, a najnowszym Mate 8. Wiele osób błędnie uważa, że Huawei Mate 8 to tylko przeprojektowana „Siódemka”, bo z takimi komentarzami spotkałem się w sieci, ale nowemu phabletowi z oczywistych względów bliżej jest do Mate’a S. Trzeba jednak zauważyć, że Mate 8 to poniekąd połączenie dwóch ostatnich phabletów Huawei, bo ma mocne strony Mate’a 7, ale odziedziczył też niemal cały design Mate S.

Huawei Mate 8 / fot. Huawei
Huawei Mate 8 / fot. Huawei

Huawei Mate 8 wygląda tak jak na prawdziwego flagowca przystało.

Obudowa jest niezwykle smukła, dobrze wyprofilowana i w całości aluminiowa, więc jeśli ktoś miał w ręce „berlińskiego” Mate’a, to Mate 8 też mu przypadnie do gustu. Mnie podobają się te subtelne różnice w postaci okrągłego czytnika linii papilarnych i obudowy aparatu. Jeśli czytnik działa (a działa!) tak jak w Mate S to lekki lifting jest tylko na plus. Pisząc już o aparacie trzeba zaznaczyć, że optyka znacznie się poprawiła, bo Huawei zdecydował się na jeden z nowszych sensorów IMX298 od Sony, gdzie mamy 16-megapikselową matrycę, przysłonę f/2.0 i przede wszystkim 3-osiową optyczną stabilizację obrazu. Nadal jednak nie uświadczymy nagrywania filmów w 4K, ale Full HD w 60 klatkach jak najbardziej obsłuży. Z przodu z kolei jest 8-megapikselowy aparat Sony IMX179, któy zagościł też swego czasu do takich smartfonów jak Nexus 5 czy ZTE Nubia Z9.

Huawei Mate 8 / fot. Huawei
Huawei Mate 8 / fot. Huawei

 

Zaskoczeniem dla mnie jest ekran i od razu napiszę, że nie chodzi tu o przekątną. Na 6-calowy wyświetlacz byłem przygotowany, ale zaskoczeniem było dla mnie pozybcie się AMOLED’a na rzecz matrycy IPS. Trochę szkoda, bo w Mate S wyświetlacz był genialny, a tak mimo różnicy roku między Huawei Mate 7, a Huawei Mate 8, mamy taki sam ekran jak w tym pierwszym. Mimo sporej przekątnej Chińczycy zdecydowali się na rozdzielczość Full HD., i dobrze, bo wyższa rozdzielczość, nawet przy tak dużym ekranie jest bez sensu. Przy Full HD zagęszczenie pikseli wynosi 368 ppi, co jest zadowalającą wartością, a ja doceniam bardziej to, że taki wyświetlacz będzie dobrze współgrał z baterią. Trzeba też podkreślić świetnie wkomponowany ekran, bo zajmuje on ponad 78% przedniego panelu.

Huawei Mate 8 / fot. Huawei
Huawei Mate 8 / fot. Huawei

 

Niestety firma Huawei zrezygnowała z technologii Force Touch, która premierowo zagościła w Mate S. Jest to dla mnie niezrozumiałe, bo zdaje się, że zamiast rozwijać taką technologię i związane z nią funkcje (bo umówmy się, że obsługa wykrywania nacisku w Mate S była daleka od tego, co pokazał iPhone 6s) , Chińczycy poszli na łatwiznę i wyrzucili ją z nowego Mate’a. Możliwe, że jest to w jakimś stopniu spowodowane ograniczeniami technologicznymi, ale skoro w Mate S się dało…

Huawei Mate 8 / fot. Huawei
Huawei Mate 8 / fot. Huawei

 

Zgodnie ze wszystkimi zapowiedziami, Huawei Mate 8 został wyposażony w najwydajniejszy procesor od Huawei jaki kiedykolwiek się pojawił. Mowa o HiSilicon Kirin 950, który ma łącznie 8 rdzeni, gdzie te szybsze Cortex-A72s potrafią się rozkręcić do 2,3 GHz. Do tego dochodzi jeszcze świetna grafika ARM Mali-T880, której taktowanie się niemal 1 GHz i 3 lub 4 GB pamięci RAM w zależności od wersji. No właśnie, znowu topowy smartfon jest w kilku wersjach różniących się „środkiem”, czego nigdy nie zrozumiem i od zawsze jestem zagorzałym przeciwnikiem. Skoro flagowiec to powinien być jeden, a tak nie dość, że jest różna ilość RAM’u to jeszcze są dwie wersje pojemnościowe z 32- lub 64-gigabajtową pamięcią wewnętrzną. Dobrze chociaż, że nie zrezygnowano ze slotu na kartę pamięci.

Huawei Mate 8 - czytnik linii papilarnych / fot. Huawei
Huawei Mate 8 – czytnik linii papilarnych / fot. Huawei

 

Huawei Mate 8 pozbawiono największej wady jaką miał Mate S. Nie trudno się domyślić, że chodzi o baterię, która w Mate S była dobra, ale nie tak dobra jak w Mate 7. W Mate 8 udało się zmieścić baterię Li-Po o pojemności aż 4000 mAh, zachowując grubość na poziomie 7,9 mm, czyli niewiele większą niż w Mate S. Jestem pewien, że trzy dni przy solidnym używaniu są jak najbardziej do osiągnięcia, ale nawet jeśli nie, to jest szybkie ładowanie w standardzie. Nie zapomniano też o LTE Cat. 6, trybie dual SIM (dwie karty nano) i najnowszych standardach łączności jak Bluetooth 4.2 LE, NFC i dwuzakresowe Wi-Fi w standardzie ac.

Huawei Mate 8 / fot. Huawei
Huawei Mate 8 / fot. Huawei

 

Podsumowując, gdyby Huawei Mate 8 miał wyświetlacz Super AMOLED, lepiej rozwiniętą technologię rozpoznawania siły nacisku czy możliwość nagrywania filmów w 4K, byłbym smartfonem wręcz idealnym. Ale jak wiadomo, producentom idealne smartfony się nie opłacają. Mówi się, że Mate 8 zagości w sklepach dopiero w pierwszym kwartale 2016 roku, po tym jak zostanie pokazany na targach CES w Las Vegas. Ceny nie zostały potwierdzone, ale będą zaczynać się od około 470 dolarów za wariant z 3 GB i 32 GB pamięci wewnętrznej. Najdroższy ma być wersja z dodatkowym 1 GB RAM’u i 128-gigabjtową przestrzenią na dane.

źródło: Huawei, PhoneArena