Ostatnimi czasy wszyscy i ich babcie też, biją się o prymat na rynku wirtualnej rzeczywistości. Od kiedy Oculus Rift rozpoczął tak naprawdę batalię o to, by odwzorowanie świata przez przyczepiony sznurkiem do dzioba okular, wreszcie dotarło do mas i nie było, albo smutnym przypomnieniem jak bardzo wcześniejsze iteracje tej technologii ssały, albo czymś wyjętym wprost ze słabego science-fiction, wojna trwa w najlepsze.

Słowo daję. Każda licząca się na rynku firma próbuje zmontować coś swojego. Microsoft bawi się w montowanie HoloLens, technologicznie skrajnie odmienne od pozostałych, ale jednak, Sony tworzy zestaw do Playstation, mający zagłębić nas w gry jeszcze bardziej. No i tu trochę nie wiadomo, czy to będzie tylko do grania, czy może starego, poczciwego pieca też będzie się dało do tego przypiąć? Wieść gminna niesie, że Samsung coraz mocniej macza palce w tym przedziale, bo już mamy chociażby Gear VR, co z kolei wcale nie jest takie dziwne, bo Samsung macza palce chyba we wszystkim. Jednym słowem – mnóstwo ludzi pcha się na ten rynek, żeby przypadkiem nie zaspać.

Oculus Rift / fot. Oculus
Oculus Rift / fot. Oculus

 

Facebook jakiś czas temu kupił Oculusa. Wywalili wiadro pieniędzy, kupili. Ot, wolny rynek. Ich prawo. Nic w tym dziwnego, bo set sam w sobie był niemal wszędzie. Wersje developerskie były gdzie popadnie, czy to na konwentach, czy w kioskach 3D, czy w domach użytkowników. Każdy, choć trochę zainteresowany tematem, wie co, z czym i jak. Recenzje sypały się z lewa i z prawa. No i potem zaczęły się preordery.

Cena… no właśnie. Jaką cenę dowalą za taką technologię? Ciężko było przed samym wydarzeniem wyrokować, ale spekulacji nie brakowało. Jeśli ustrojstwo okaże się BARDZO drogie, to sami sobie rynek zawężą, bo nie każdego będzie stać na takie caco. Chcemy czy nie, ale takiego czegoś wcześniej zwyczajnie nie było. No i stało się. Ogłosili cenę. 600 zielonych amerykańskich.

Delikatne podrygi mojego zainteresowania dostały ataku serca i przy akompaniamencie radosnego pierdnięcia – zdechły. 600 US-prezydentów to cena na USA. Sąsiadująca z nimi Kanada ma już cenę o „dwiesta” wyższą, a co będzie w naszym radosnym kawałku świata, to boję się myśleć. Co to będzie? Hipoteka chałupy? Pierworodna córka, pod warunkiem, że ładna? Ręka? Noga? Nerka?

Oculus Rift / fot. Oculus
Oculus Rift / fot. Oculus

 

Kolejny słoń, którego ominąć się nie da, bo zrobił na środku pomieszczenia kupę wielkości małego Fiata, to koszta poboczne. Żeby mieć pełnię szczęścia i radości, żeby Oculus działał tak, jak przewidzieli jego twórcy, potrzebny jest niestety smok nie komputer. Minimum Core i5 i to czwartej generacji w połączeniu z 8 GB pamięci RAM i grafiką GTX 970 od Nvidii, wystarczy żeby chodziło, więc widać, że na byle czym toto działało nie będzie, więc pora wybebeszyć płaczący do tej pory nieco ciszej portfel. A ile będzie to kosztowało? Sporo, więc przewidywana nisza na rynku po raz kolejny się zmniejsza.

Z jednej strony firmy wspomniane wyżej mają przechlapane, bo Oculus mimo wszystko ma wyjść pierwszy i raczej nie da się nic zrobić, żeby to zmienić. Ale czy są dobre strony? Oczywiście! Po pierwsze, każdy pretendent do tego rynku, będzie wiedział jak do sprawy podejść, pod względem zarówno marketingu, jak i ustalania cen. No i po drugie, Oculus jako pierwszy, z automatu staje się królikiem doświadczalnym. Jeśli coś, najkolokwialniej w świecie „spsują”, to tylko ku uciesze konkurencji, która z zapartym tchem, będzie tworzyć notatki. Czy dadzą radę sprzedać toto w ogóle przysłowiowemu Kowalskiemu? Przecież Kowalski z Nowakiem do dziś dnia spłacają laptopy kupione trzy lata temu, a Iksiński, sąsiad z dołu, za tablet dla dziecka na komunię dał tyle co za wymianę rozrządu w nadal spłacanym Matizie. A co będzie, jak młody „hakier” spod dwójki, co uparł się na Linuksa też będzie chciał? Albo hipster, ten spod siódemki, co poza iOS nie uznaje niczego? Czy to się uda? No na pewno po części. Są ludzie na tyle bogaci, że cena nie będzie grać roli, nieważne, czy cena będzie z kosmosu czy nie, ale czy to w ogóle będzie chciało działać tak, by możliwie jak największa ilość ludzi będzie mogła tego użyć?

Oculus Rift / fot. Oculus
Oculus Rift / fot. Oculus

 

Czy ja chcę to kupić? Pewnie że chcę. Czy wydam (po dzisiejszym kursie) 2400 złotych polskich? A w życiu! Czy połowę z tego? Mowy nie ma! Czy ćwierć? No tu już bym musiał z żoną mocno negocjować, ale coś by się dało w tym kierunku zrobić. Jakie z tego wnioski (poza tym, że jestem biedny)? Zwykłem mawiać, że do portfela nikomu nie zaglądam i staram się zawistnie nie patrzeć na bogatszych ode mnie, ale ta cena to delikatne nieporozumienie, kiedy patrzy się na to z perspektywy szarego Kowalskiego. Zamiast podlizać się mieszkańcom naszej wyimaginowanej kamienicy i cenę zrobić taką, że każdy by chociaż rozważył ten zakup, to sprawili, że odsetek kupujących zmniejsza się bardziej niż zawartość mojego konta po wizycie w Tesco tydzień przed świętami.

Oculus Rift / fot. Oculus
Oculus Rift / fot. Oculus

 

Wiadomo, że technologia kosztuje. Wiadomo, żółć wylewa się ze mnie, ze względu na koszt urządzenia w porównaniu ze średnimi zarobkami, ale zważywszy na wszystkie okoliczności – rozumiem. Zdaję sobie sprawę, że na wymyślenie, opracowanie, przetestowanie i całą resztę rzeczy o których, ani ja, ani ty, ani nawet „hakier” spod dwójki nie mamy pojęcia. Zadajmy sobie pytanie: czy człowiek, interesujący się tą technologią ma na czym grać? To raczej pewne. Normalne wśród graczy są wieloekranowe stacje bojowe, rzutniki, gigantyczne monitory, powyginane monitory, a to wszystko w kombinacjach wszelkich. Streamowanie, smartfony, tablety. Większość graczy już to wszystko ma. No i tu powstaje problem. Czy mając wybór między wywaleniem większej części miesięcznych dochodów rodziny ze wsi pod Grójcem na zabawkę, która tak naprawdę, mimo zalet wielu, nie jest czymś, co zastępuje dotychczasową technologię, a pójściem do swojego pokoju i kolejną rundą w Lola, będzie się jakoś zastanawiać? Ludzie są naprawdę zainteresowani. Strona w momencie ogłoszenia preorderów padła. Kilkakrotnie. Nie jest wcale łatwo położyć serwer, więc sporo tego było. Ale cóż z tego. Czy zainteresowanie z pierwszego dnia będzie miało przełożenie na sprzedaż dalej? A w życiu. Szkoda trochę, bo odsetek ludzi na tej planecie, którzy, choćby mimochodem, nie słyszał o Oculusie, wcale taki duży nie jest.

Tak naprawdę to czas pokaże. Prorokować nie będę, ale z tego co widzę, to czarne chmury wiszą nad Oculusem. Miejmy nadzieję, że albo cena spadnie, albo każdy zainteresowany wygra w totka dość, żeby kupić sobie trzy. A jak nie Oculusa, to może coś, co zaproponują inni producenci. A jak wspomniałem, na pewno będą bardzo, bardzo pilnie robić notatki.

Czas pokaże.