Ludzie dzielą się na dwie grupy – ci, którzy od razu po zakupie smartfona „ubieraja” go w etui, a na ekran kleją szkło czy folię i ci, którzy wszelakie formy zabezpieczenia omijają szerokim łukiem. Ja jak zwykle jestem po środku. Mogę założyć etui, trochę potestować, ale chyba nigdy nie wytrzymałem tak dłużej niż dwa czy trzy tygodnie. Kwestia przyzwyczajenia. Przed wyjazdem na MWC wyposażyłem swojego Huawei Mate 8 w Smart Cover, co wcale takie łatwe nie było, ale się opłaciło, bo miał bliskie spotkanie z barcelońskim chodnikiem. Na szczęście przetrwał… i chodnik i smartfon.

Napisałem, że zdobycie oryginalnego etui do Huawei Mate 8 nie było łatwe i potwierdza się to nawet dziś. Ciężko jest gdziekolwiek znaleźć oficjalne akcesoria Huawei właśnie do najnowszego Mate’a, ale mnie to się udało dzięki sklepowi TMS za co przesyłam serdeczne dzięki. Smart Cover czy Flip Cover (w zasadzie nie mogę spotkać jednej nazwy) do tanich nie należy, ale trzeba mieć na uwadze, że inni producenci za podobne akcesoria potrafią policzyć sobie nawet dwa razy więcej. To do Mate 8 kosztuje niecałe 90 złotych i jest dostępne w trzech kolorach – złotym, grafitowym i brązowym. Do mnie dojechało w tym ostatnim.

Ok, tyle tytułem wstępu, więc można gładko przejść do wykonania. Jest to oficjalne i oryginalne etui od producenta, więc naprawdę do jakości wykonania nie można mieć zastrzeżeń. Składa się z dwóch części, które są połączone kawałkiem materiału. Spód to tak zwane „plecki”, gdzie wkładamy smartfona, a przód to zakładka na ekran z dosyć sporym oknem wykonanym z tworzywa sztucznego (na pewno nie jest to szkło). Etui z kolei to połączenie materiału TPU i skóry syntetycznej. Smartfon można łatwo umieścić na swoim miejscu, bez konieczności używania dużej siły. Etui jest elastyczne co tyczy się też czterech zaczepów, które przytrzymują telefon – nie powinny z czasem popękać jak to bywa w niektórych tego typu produktach. Są wycięcia na wszystkie elementy telefonu, łącznie oczywiście z aparatem, skanerem linii papilarnych i diodą LED z tyłu. Sporym plusem jest to, że po założeniu etui można swobodnie odłożyć telefon na „plecki”, bez żadnych obawień o zarysowanie szkiełka od obiektywu.

Smart Cover od zewnątrz świetnie imituje skórę, choć jak już wspomniałem ze skóry nie jest, no chyba, że tej syntetycznej. Z przodu jest dookoła przeszyty nicią, a w środku wyłożony miłym w dotyku materiałem, który ma chronić przed zarysowaniami. W przypadku tyłu telefonu sprawdza się dobrze – o ile podczas zakładania etui nie wpadnie tam piach czy inne drobne zanieczyszenia – to z ekranem i zakładką z okienkiem trzeba uważać. Ja akurat miałem pecha i nie zauważyłem drobinek podczas zamykania. Pyk, do kieszeni, barcelońskie klimaty, trochę piachu i wietrznej pogody przy plaży, dopiero po przyjeździe do Polski zauważyłem, że folia na ekranie jest lekko porysowania.

Teraz o funkcjach, których etui – choć z nazwy jest Smart – w zasadzie niestety nie ma. Mam wrażenie, że spora przestrzeń okienka o prawie 11-centymetrowej przekątnej jest jest po prostu zmarnowana i słabo zagospodarowana. No bo jak inaczej nazwać to, gdy w oknie wyświetla się tylko górna belka, akualna godzina z datą i kawałek tapety? Ok, wygląda to schludnie, ale przydałaby się obsługa chociażby aparatu czy kalendarza bez konieczności otwierania etui. Dobrze chociaż, że można odebrać bądź odrzucić połączenie, gdy ktoś do nas dzwoni i wyłączyć budzik, gdy ten swoim mało przyjemnym dźwiękiem stara się nas wyciągnąć z samego rana z ciepłego łóżka. Dobre jest też to, że można prowadzić rozmowę z zamkniętą zakładką, bo w jej górnej części jest wycięcie na głośnik. Zakładka z kolei ma niewielkie magnesy przez co nie otwiera się nawet, gdy obrócimy telefon ekranem w dół. To też jak najbardziej na plus.

Co mnie irytuje bardziej niż brak wyżej wspomnianych funkcji? Przezroczysta szybka, która bardzo szybko się brudzi i zbiera odciski palców z większą skutecznością niż ksiądź datki w niedzielę. Dosłownie po kilku chwilach okno wygląda jak kartoteka policyjna. Co prawda, zabrudzenia można usunąć ściereczką z mikrofibry, ale tutaj pojawia się kolejny problem, bo plastikowe okienko podczas pocierania błyskawicznie się elektryzuje, stając się podatnym na wszystkie zabrudzenia, które tylko może przyciągnąć.

Podsumowując, etui do Huawei Mate 8 (podobne można też zdobyć dla np. Mate S) jest dobrze wykonane i sprawia, że tak duży smartfon pewniej leży w dłoni, ale mam wrażenie, że Chińczycy nie wykorzystali w pełni swoich możliwości, przede wszystkich biorąc pod uwagę funkcje jakie oferuje okienko. Wszystko leży po stronie oprogramowania, więc mam nadzieję, że w przyszłych aktualizacjach niektóre opcje zostaną dodane. Czy warto wydać prawie 90 złotych? Tak, jeśli zawsze używałeś tego typu akcesoriów, podobają ci się i po prostu jesteś do nich przyzwyczajony. W przeciwnym razie, kupisz, ale po kilku czy kilkunastu dniach zdejmiesz z telefonu, bo coś na pewno nie będzie ci odpowiadać.