Dawno nie miałem nic od Microsoftu z mobilnymi okienkami. Jak dobrze pamiętam to mój ostatni, ale krótki kontakt był na MWC 2016, gdzie mogłem z bliska zobaczyć „biznesową” Lumie 650, która zaskakująco okazała się całkiem przyjemnym smartfonem z najnowszym Windowsem 10 Mobile. Może kiedyś trafi na testy, ale zanim to nastąpi, sprawdzę, co potrafi Microsoft Lumia 950 XL – flagowy smartfon Microsoftu, który ma działać jak komputer. 

No właśnie, to ostatnie zdanie jest kluczowe, bo ciężko mnie przekonać do tego, że jakieś urządzenie może zastąpić komputer, jeśli tym komputerem nie jest. Microsoft chce mnie jednak do tego przekonać, nie tylko najwydajniejszą Lumią 950 XL, ale też specjalnie przygotowanym zestawem z multimedialną stacją oraz bezprzewodową klawiaturą i myszką o bardzo oryginalnym wyglądzie. Lumia 950 XL ma stać się komputerem dzięki trybowi Continuum, który dostosuje interfejs tak, bym czuł się jakbym odpalił zwykłego peceta czy laptopa. Ten tryb najbardziej mnie ciekawi.

Jeśli spojrzeć na samą Lumie to odczucia mam mieszane. Do wielkości jestem raczej przyzwyczajony i 5,7-calowy ekran mocnego wrażenia nie robi (prywatnie używam 6-calowego Mate 8), podzespoły w postaci Snapdragona 810 i 3 GB RAM też raczej typowe dla flagowca, zresztą Windows i tak na dużo słabszym sprzęcie chodzi płynnie (mocne podzespoły są potrzebne do Continuum), ale nie mogę zrozumieć plastikowej i niestety trzeszczącej nieco obudowy. W końcu to sprzęt za prawie trzy tysiące i chyba jedyny flagowiec tak wykonany. Są jednak tego plusy, bo obudowę można zdjąć i baterię łatwo wyciągnąć, a skoro to Windows to może okazać się pomocne. Na plus aparat, co jak co, ale optyka Carl Zeiss zawsze była dobra i w tej Lumii to tylko się potwierdza. Mamy optyczną stabilizację i do tego potrójną diodę LED.

Przez najbliższe jeszcze dni będziemy mieć Lumię 950 XL w testach, więc jeśli tylko chcecie o coś zapytać, śmiało. Od razu zaznaczam, pytania mają dotyczyć smartfonu, a nie pogody czy aktualnego kursu dolara 😉