Huawei P9 miał swoją premierę w ubiegłym tygodniu w Londynie i od tego czasu sporo redakcji mocno go testuje. U nas też się pojawił, o czym mogliście się dowiedzieć w obszerniejszych pierwszych wrażeniach, gdzie pojawiły się też przykładowe zdjęcia. Smartfon trafił już do przedsprzedaży, więc postanowiłem zebrać w jednym miejscu sześć najwiażniejszych rzeczy, które sprawiają, że wydanie każdej złotówki na Huawei P9 to dobra inwestycja.  

1. Wykonanie

Tak, od tego trzeba zacząć, bo w sumie od tego też zaczął Huawei na londyńskiej konferencji, gdy prezentował swój najnowszy smartfon. A miał się czym pochwalić, bo rzeczywiście Huawei P9 pod względem wykonania to topowa półka i flagowiec w każdym milimetrze obudowy. Obudowa została wycięta z jednego kawałka aluminium, a z przodu pokryta szkłem Gorilla Glass 4, dodatkowo zaokrąglonym na krawędziach. To jednak nie wszystko, bo szkło jest też wstawione nad czytnikiem linii papilarnych, jeszcze bardziej podkreślając miejsce podwójnego aparatu. Huawei P9 na pierwszy rzut oka przypomina swojego poprzednika, a szczegóły widać dopiero po dłuższym kontakcie. Akurat tak się złożyło, że mogłem niemal od razu porównać nowy model z P-ósemką i muszę przyznać, że P9 został jeszcze bardziej dopracowany i tak wykonany, by lepiej, pewniej leżał w dłoni. Cieszy też fakt, że udało się zachować smukły profil, bo smartfon ma zaledwie 6,95 mm grubości, a złącza takie jak microUSB Type C i gniazdo słuchawkowe znalazły się na jednej krawędzi. Huawei P9 jest po prostu piękny.

2. Podwójny aparat Leica

Huawei poświęcił mnóstwo czasu aparatowi (a w zasadzie to dwóm aparatom) na konferencji, ale nic w tym dziwnego, bo jest to pierwszy smartfon zaprojektowany z firmą Leica. Zostało to też stosownie zaznaczone na obudowie, więc od razu widzimy, z czym mamy do czynienia. Zrobiłem już kilkadziesiąt zdjęć i aparat trzeba pochwalić za świetną głębię ostrości, która uwydatnia się głównie podczas fotografowania małych przedmiotów i którą po zrobieniu zdjęcia możemy swobodnie zmieniać. Huawei P9 dobrze radzi sobie w trybie makro (podobnie jak poprzednik), ale dobrze, że Chińczycy pozostawili kilka kluczowych trybów fotografowania jak Malowanie Światłem czy Tryb Nocny, dodając do tego jeszcze Tryb Monochromatyczny. Powoli oswajam się z tym nowym aparatem i już wiem, że Huawei P9 z optyką od Leica pokazuje swoje największe możliwości dopiero w trybie profesjonalnym, gdzie możemy ręcznie ustawiać parametry i zapisywać zdjęcia w bezstratnym formacie RAW. Nadal jednak niepokoi mnie przysłona f/2.2 i to, jak aparat radzi sobie w nocy.

3. EMUI

Wraz z Huawei P9 zadebiutowała nowa wersja interfejsu EMUI 4.1, gdzie zmiany są głównie związane z aplikacją aparatu. Bez wątpienia trzeba się do niej przyzwyczaić, ale jak już to zrobimy, obsługa będzie całkiem przyjemna. Od dołu aktywujemy tryb profesjonalny, z lewej wyciągamy wszystkie dostępne tryby fotografowania, a z prawej ustawienia. Szybko i wszystko jest na swoim miejscu, choć z początku miałem mieszanie odczucia. Ale wracając do samej nakładki EMUI, interfejs w smartfonach Huawei można szybko polubić albo tak samo szybko znienawidzić. Ja akurat jestem w tej pierwszej grupie, a przekonaa mnie do tego bardzo płynne i stabilne działanie, przyjemne animacje, a przede wszystkim fakt, że wszystkie aplikacje są od razu dostępne na głównych pulpitach. W EMUI można znaleźć rozbudowany menedżer baterii, możliwość zarządzania powiadomienia i aplikacjami w tle, a także konta użytkowników, czego nie było ani w Huawei P8, ani w Mate 8.

4. Czytnik linii papilarnych

W zasadzie to jedna z tych rzeczy w smartfonach Huawei, która mnie do nich przekonała. W różnych smartfonach można znaleźć czytnik linii papilarnych, czy to w przycisku Home, czy na krawędzi czy w końcu z tyłu obudowy, ale niezależnie od tego, gdzie by się znajdował, musi też dobrze działać. A w Huawei P9 (jak też np. w Mate S czy Mate 8) nie dość, że jest w wygodnym miejscu – kiedy trzymamy telefon w dłoni, możemy odblokować ekran w naturalny sposób palcem wskazującym – to jeszcze działa błyskawicznie. Ale czytnik może służyć nie tylko do bezpiecznej blokady telefonu (w zasadzie dostęp ma tylko ten, kto ma nasz palec, więc wtedy albo nam go odetnie albo nas upije), ale też do robienia zdjęć przednim aparatem, odbierania połączeń, zatrzymywania budzika czy nawet przeglądania zdjęć w galerii.

5. Ekran

Niby ta sama przekątna i rozdzielczość, co w Huawei P8, ale mam wrażenie jak na niego patrzę, że jest lepiej. To nadal matryca IPS, ale w tym modelu charakteryzuje się naprawdę dobrym nasyceniem kolorów, wysokim kontrastem i szczegółowym obrazem (w końcu to 424 ppi). Jasność maksymalna jest wystarczająca, by wszystko było czytelne „w słońcu” (akurat w Londynie było miejscami w miarę słonecznie), ale ta minimalna mogłaby być ciut niższa. Wyświetlacz jest dobrze wkomponowany w przedni panel, a zakrzywione szkło na krawędziach sprawia, że obsługuje się go równie przyjemnie jak na niego patrzy.

6. Przedsprzedaż

Jakby to wyglądało, gdyby przedsprzedaż nie zachęcała do zakupu smartfonu. Zawsze w takiej ofercie możemy dostać coś więcej i nie inaczej jest w przypadku Huawei P9, o czym pisałem już kilka dni temu. Smartfon pod koniec kwietnia będzie już fizycznie dostępny (przynajmniej tak wynika z informacji w ofertach), ale jeśli ktoś zdecyduje się na wcześniejszy zakup, ma dwie opcje. Płacąc 2399 złotych (co swoją drogą uważam, żą cenę adekwatną do możliwości smartfonu, w końcu jest to obecnie najtańszy flagowiec na rynku) można otrzymać dodatkowo kartę pamięci Kingston o pojemności 128 GB. Jeśli jednak wybierzemy drugi droższy zestaw, możemy kupić Huawei P9 razem z Huawei Watch za 3199 złotych. Zainteresowani mogą odwiedzić ofertę przedsprzedażową i zamówić Huawei P9.