Mówi się, że USB można włożyć prawidłowo dopiero za trzecim razem. Przypomnijcie sobie ile razy byliście w takiej sytuacji. Może nie jest to tak często spotykane w przypadku złącza microUSB znanego ze smartfonów czy tabletów, ale czasami i tak się zdarza. Rozwiązaniem tego irytującego problemu jest nowe USB Type-C z odwracalną wtyczką, ale tu z kolei pojawia się inny problem, bo nowy typ nie jest kompatybilny w dół – po prostu nie wsadzimy go w starsze złącze. Ale jest światełko w tunelu, by microUSB było wygodniejsze, dzięki Micflip od firmy Winnergear.

Ok, USB Type-C jest krokiem w dobrą stronę, ale zanim się upowszechni i stanie się tak popularny jak microUSB 2.0 to miną jeszcze przynajmniej 2-3 lata. Nowy typ złącza został zatwierdzony w 2014 roku i jest już kilka urządzeń z USB Type-C. Z jednego z nich nawet aktualnie korzystam, bo jest nim Huawei P9, na którego ekranie piszę ten tekst. Nowy rodzaj złącza nie tylko ma odwracalny wtyk, ale też w połączeniu z nowym standardem USB 3.1 zapewnia szybsze przesyłanie danych i wsparcie dla szybkiego ładowania, nawet do 3A przy 5V. Korzysta z tego wspomniany już przeze mnie Huawei P9, ale identyczne złącze znajdziemy chociażby w LG G5, OnePlus 2, Xiaomi Mi 4c czy dwóch Lumiach 950 i 950 XL. To dopiero początek i w najbliższej przyszłości coraz więcej urządzeń będzie miało odwracane USB, zacznie się od topowych modeli (tak jak to się dzieje w tym roku), aż nowy typ złącza trafi do smartfonów z niższych segmentów. Potrzeba tylko czasu.

Przypuszczam, że aktualnie i tak około 80% użytkowników (lub więcej) ma w swoich urządzeniach „stare” złącze, do którego zdążyli się już przyzwyczaić. Można jednak zrobić tak, by było wygodniej i żeby obecne microUSB też dało się włożyć w dwojaki sposób. Taką możliwość daje przewód Micflip, którego producentem jest firma Winnergear, startując ze swoim pomysłem na portalu Indiegogo i określając swój produkt jako pierwszy odwracalny microUSB na świecie. Kampania została ufundowana dosyć szybko, bo już w sierpniu 2015 roku, przekraczając wymagany budżet ponad… 10-krotnie.

Przewód Micflip nie jest takim zwykłym przewodem, który wyróżnia się tylko odwracalną końcówką. Owszem, to kluczowy element, ale warto zwrócić uwagę na wykonanie – obudowa jest aluminiowa, obydwa złącza pozłacane, a kabel dodatkowo znajduje się w oplocie z materiału. Pozytywnie zaskakuje też długość przewodu, bo Micflip może mieć aż 2 metry, czyli dwukrotnie więcej niż niemal każdy kabel do ładowarki dołączany w zestawie do smartfonu. Nie wiem jak u Was, ale mnie zawsze brakowało tych kilkunastu centymetrów w przypadku fabrycznych ładowarek. Tutaj tego problemu nie będzie.

Do Micflipa trzeba się przyzwyczaić, szczególnie dlatego, że trzeba użyć nieco więcej siły niż w przypadku standardowego microUSB, by włożyć je do złącza w telefonie. Wtyczka stawia trochę większy opór, ale nie zauważyłem, by miało to jakiś negatywny wpływ na złącze telefonu. Być może po pewnym czasie „się wyrobi” i będzie działać lżej. Jeśli odwracalne złącze jest już na miejscu, to trzyma się jak Niesiołowski przy sejmowym korycie i trzeba też z wyczuciem je wyjąć. Nie szarpać, a nieco mocniej wyciągnąć, pewnym ruchem. Tak, choć ktoś może pomyśleć inaczej, nadal piszemy o kablu, tym wykorzystywanym w elektronice. Zauważyłem też, że między obudową, a złączem jest przerwa o grubości około jednego milimetra, choć to w żaden sposób nie wpływa na funkcjonowanie. To pewnie dlatego, by przewód był jak najbardziej uniwersalny i pasował do jak największej liczby urządzeń.

Micflip z racji odwracalnego „patentu” jest droższy od zwykłego przewodu microUSB, ale nadal tańszy od nawet głupiego kabelka do urządzenia z jabłkiem na obudowie. Przewód można zamówić na stronie producenta za 19,99 dolarów, wybierając jeden z trzech kolorów (Silver, Gold i Red Black) i jedną z trzech długości – 20, 100 lub 200 centymetrów. Dobra wiadomość jest taka, że niezależnie od wybranej opcji cena pozostaje taka sama i mamy darmową, międzynarodową wysyłkę.