Od kilku lat słychać plotki o nie najlepszej kondycji finansowej działu mobilnego, które dla mnie – jako użytkownika Sony Xperia Z3 brzmią co najmniej absurdalnie. No bo jak to możliwe, że firma która stworzyła pierwszy smartfon, który zdołał utrzymać mnie przy sobie przez tak długi czas (a wierzcie lub nie, wiele nowoczesnych komórek przewinęło się przez moje dłonie) ma problemy? Brzmi abstrakcyjnie, zwłaszcza jeśli jako punkt odniesienia przyjąć moją Xperie Z3. 

Zacznę od obudowy, bo był to jeden z czynników, który przez pewien czas pełnił funkcję swego rodzaju „straszaka”. Szklana obudowa jest do bani, szkło się rozleci przy pierwszym kontakcie z ziemią. Plastik może i nie wygląda tak wspaniale, ale koszt naprawy niewielkie, a i jakiś taki bardziej wytrzymały – tak mówili znajomi. Byli w błędzie. Szklana obudowa w połączeniu z kaburą sprawdziła się u mnie wręcz idealnie, a zdaniem wielu osób urządzenie ciągle wygląda jak nowe. Jedyne inwestycje jakie poczyniłem, to zakup dwóch folii ochronnych za łączną kwotę kilkunastu złotych – na wyświetlacz oraz na tylną ścianę obudowy.

Na przestrzeni ostatnich 365 dni Xperia kilka razy mi spadła, w tym raz bezpośrednio z dłoni, z wysokości około półtora metra na asfalt. Klejona, szklana obudowa dała radę, a jedyną pamiątką po tym traumatycznym przeżyciu jest wgłębienie w górnej krawędzi telefonu na wysokości oczka aparatu. Odprysk ma wielkość mniej więcej milimetra, dwóch i jest niemal niewidoczny,  na co też wskazują zdjęcia.

Muszę pochwalić też spasowanie przycisków funkcyjnych. Aparat po tym czasie zachował swój dwuetapowy skok, a na przyciskach głośności nie ma nawet najmniejszych luzów. Uszczelnione zaślepki również dają radę choć powiem szczerze, że raczej nie jestem zwolennikiem pływania z telefonami w basenie. Roczną obudowę mojej Xperii Z3 – w skali od 1 do 10 – oceniam na mocną dziewiątkę. Poza odpryskiem, który wynika z mojej nieostrożności, chromowane krawędzie urządzenia nie złapały ani jednej mikro ryski.

Jak już wiecie z poprzedniego akapitu, ekran chroniony jest zwykłą folią. Nie inwestowałem w szkło hartowane. Słynny „double tap”, czyli podwójne puknięcie w ekran, które wybudza telefon to niesamowite wręcz ułatwienie, dzięki któremu praca z Xperią od samego początku staje się bardzo przyjemna. Korzystam z trybu super-żywych kolorów, urządzenie pracuje na wysokiej jasności. Martwych pikseli nie stwierdzam, przekłamania kolorów nie występują. Wcześniej korzystałem z urządzenia posiadającego ekran wykonany w innej technologii niż sLCD od Sony i trochę bałem się przekłamanej czerni i bieli, jednak tutaj z pomocą przyszedł mi korektor ustawień. Kolory są odwzorowane bardzo dobrze, a słynny już wysoki poziom jasności (zwłaszcza względem Xperii Z2) cały czas trzyma równie dobrze jak w dniu zakupu. Kąty widzenia? Dobre. Może nieco gorsze niż w testowanej przeze mnie niedawno Xperii Z5, jednak starsza siostrzyczka z całą pewnością nie odstaje.

Dwa dni na jednym cyklu ładowania? Dodatkowo w rocznym urządzeniu? Zazwyczaj się udaje, choć oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że technologia wykonania ogniwa prędzej czy później doprowadzi do powolnej degradacji i spadku czasu pracy na jednym cyklu ładowania. To chyba główna bolączka wszystkich obecnych na rynku smartfonów. Z pomocą trybu STAMINA cały czas jestem w stanie wykręcać dobre wyniki na jednym cyklu ładowania i mam nadzieję, że ten stan rzeczy potrwa jak najdłużej. Telefon zaczyna podjadać baterię tylko podczas oglądania wideo oraz grania w co bardziej angażujące procesor tytuły, jednak i w tej materii Sony Xperia Z3 sprawdza się należycie.

Sony to taki trochę nudziarz, jeśli mowa o nakładce graficznej wykorzystywanej w swoich smartfonach. Przypomina ona takiego typowego pedanta, który ma osobne szufladki na skarpetki czarne, białe oraz „kolorowe”, dodatkowo stosującego ten sam patent na koszule, muszki i marynarki. Dla osób z zewnątrz taki „Pan Sony” może zdawać się być przewidywalnym nudziarzem według którego można regulować zegarek, jednak taka postawa niesie też ze sobą wiele atutów – trudno gdzieś coś zapodziać, a nasz fikcyjny bohater zawsze jest gotów do działania zgodnie z wypracowanymi przez lata wzorcami.

Taka jest Sony Xperia Z3 w swoim sofcie, może i nie powala setkami wodotrysków i legendarnych animacji, ale menu jest czytelne, przyjazne dla użytkownika, a kultura pracy – bez względu na wersję Androida na jakiej pracujemy – stoi na bardzo wysokim poziomie. Mam w swoim urządzeniu zainstalowanych około 30-40 aplikacji, posiłkuję się zewnętrzną kartą pamięci i szczerze mówiąc, nie zdarzyło mi się ubić oprogramowania w taki sposób, aby jego działanie było dla mnie niekomfortowe.

Czasem telefon dostawał zadyszki, ale szybkie ubicie aplikacji działających w tle od razu stawiało go na nogi. Po pewnym czasie zacząłem sobie tego nudnego Androida firmowanego przez Sony bardzo cenić. Animacje i bajeczne efekty przejścia szybko mi się nudzą. Potrzebowałem telefonu, który będzie działał i to Sony mi go dało. Trochę szkoda, że Japończycy tak długo każą nam czekać na Androida 6.0 Marshmallow, jednak tłumaczę to sobie w taki sposób, że to jest cena stabilnego działania oprogramowania.

Od zawsze znak charakterystyczny flagowców z rodziny Xperia – ponadprzeciętny aparat. Na początku od razu wzmiankuję, że faktycznie w trybie rejestrowania wideo w wysokiej rozdzielczości czasem potrafi zrobić się ciepło, a urządzenie wyrzuca komunikat o nagrzewaniu się i ryzyku zamknięcia procesu. Na szczęście dużo częściej robię zdjęcia, a tam ten komunikat widziałem może raz czy dwa, do tego skończyło się tylko i wyłącznie na ostrzeżeniu – aplikacja aparatu nie została zamknięta.

Po tym, czego doświadczyłem z softem aparatu na Xperii Z5 jeszcze bardziej wkurza mnie „inteligentna” automatyka od Sony, która czasem wręcz zniechęca, zwłaszcza gdy chcemy zrobić zdjęcie nacechowane artystycznie. Radzę sobie jednak w trybie manualnym, który – jeśli tylko poświęcimy mu nieco czasu – potrafi z modułu aparatu wycisnąć bardzo wiele. Paradoksalnie, wspomniana wyżej Inteligentna Automatyka w pełni zaspokoi potrzeby tego grona użytkowników, którego przedstawiciele raz na jakiś czas wyciągną Zet-Trójkę z kieszeni i strzelą zdjęcie swojego śpiącego słodko kota czy psa. Dla nich ten tryb będzie jak najbardziej OK.

Efekty AR, czyli biegające dinozaury czy postaci z bajek przejadły mi się szybko. Ot, typowa atrakcja do spróbowania na dwa, może trzy razy, być może jest to frajda dla młodszych użytkowników. Jako osoba, która przekroczyła trzydziestkę na karku, raczej nie mam frajdy z T-Rex’a biegającego po moim ogródku.

Oczywistym jest, że optyka odstaje względem nowszych rozwiązań. Żeby nie szukać daleko, znowu podam jako przykład Xperię Z5. Nie jest ona słaba, lecz po prostu wraz z upływem kolejnych lat, branża IT wprowadziła rozwiązania bardziej intuicyjne i nowoczesne. Wydaje mi się, że 7 na 10 to uczciwa ocena, która dobrze oddaje moją opinię o module aparatu w Sony Xperia Z3.

Sony Xperia Z3 / fot. galaktyczny.pl
Sony Xperia Z3 / fot. galaktyczny.pl

 

Są jeszcze głośniki stereofoniczne, grające ładnie. Nie przepadam za słuchaniem muzyki ze słuchawek, więc w tej kwestii nie mogę być obiektywny. Dużo dają ustawienia Clear Audio+. Cenię sobie tę jakość dźwięku, choć – jak spora ilość urządzeń z głośnikami stereofonicznymi – przy głębszym podbiciu bryła telefonu ma tendencje do rezonowania. Nie odbija się to mocno na jakości dźwięku, ale należy o tym wspomnieć. Xperia Z5 czerpie pełnymi garściami inspirację z głośników krawędziowych Xperii Z2, w których to zjawisko występowało na mniejszą skalę. Dedykowana aplikacja Muzyka to cały czas bardzo wysoka półka.

Podsumowanie

Patrząc na powyższe rozdziały, można stwierdzić, że 8,5 na 10 to właściwa ocena końcowa. Wysoko, jednak moim zdaniem taki właśnie wynik punktowy jest jak najbardziej sprawiedliwy. Gdyby mi coś w Sony Xperia Z3 nie pasowało, to raz że podzieliłbym się z Wami krytyczną opinią, a dwa, że dobitnie bym to ujął przy omawianiu konkretnego aspektu smartfonu. To cały czas świetny telefon, przynajmniej dla mnie.

Zacząłem ten tekst dywagując nad tym, dlaczego Sony Mobile – zdaniem mediów – cały czas jest pod kreską. Wydaje mi się, że przypadek mojej osoby, jako użytkownika Xperii Z3, do pewnego stopnia stanowi odpowiedź na to pytanie. Po co zmieniać coś, co jest bardzo dobre? Japończycy nie szokują, stawiając na powolną ewolucję swoich produktów. Gdybym posiadał Xperię Z2, to najpewniej ze względu na niski poziom jasności ekranu, już dawno bym kupił Xperię Z5 albo chociaż Xperię Z3, czyli firma by na mnie raz jeszcze zarobiła. Ja zaś zwlekam, bo w dłoni leży telefon, któremu ciągle mogę zaufać, na półkach sklepowych woła mnie Xperia Z5 która jest urządzeniem lepszym, ale cały czas nie wiem czy wystarczająco lepszym, aby wydać na nią niemałą sumkę. I tak czekam sobie na Xperię X Performance, która jest otwarciem nowej rodziny w świecie Sony. Czekam, ale bez pośpiechu i dramatycznego sprawdzania cen pre-orderów co kilka godzin. Bo wiem, że ta wiekowa Xperia Z3 cały czas ma w sobie na tyle pary, że się jeszcze sprawdzi. Tym bardziej w parze ze SmartWatchem 3, którego właśnie testuję.