Ozone TriFX to nietypowe słuchawki dokanałowe. Po pierwsze, kierowane są także dla graczy. Po drugie, mają system wymiennych filtrów zmieniających dźwięk. Po trzecie, kosztują tylko 129 złotych. Gdzie jest haczyk?

Wyposażenie

Efektowne, czarno-czerwone opakowanie skrywa dwie trójkątne przegródki na słuchawki i akcesoria. W zestawie znaleźć można:

  • trzy pary nakładek (w rozmiarach S, M, L)
  • trzy filtry dźwiękowe (ultra bass, pure mids, high pitch)
  • adapter PC 3,5 mm 4-pin > 2 x 3,5 mm 3-pin (czyli adapter z tzw. gniazda kombo na dwie wtyczki: słuchawkową i mikrofonową)
  • usztywniany, okrągły futerał
  • instrukcję obsługi

Futerał jest okrągły, zamykany na zamek. Na pokrywie ma wytłoczone logo producenta, a w środku dodatkową kieszonkę. Filtry są metalowe, w formie nakrętek z uszczelkami, odróżnione kolorami. Gumowe nakładki to zwykłe, pojedyncze tipsy w kolorze czarnym. Adapter PC ma 10 cm długości – to przedłużacz o płaskiej izolacji, zakończony pozłoconymi wtykami, odróżnionymi kolorami pierścieni – zielonym dla wtyczki słuchawkowej oraz czerwonym dla mikrofonowej.

Konstrukcja

Opisywane słuchawki cechuje typowy kształt co oznacza, że są lekko wydłużone i zwężone na końcu. Obudowy zostały wykonane z grubego aluminium o lekko połyskującej, metalicznej obróbce. Co do kolorystyki, dominują czerń i czerwień – same słuchawki są właściwie malinowe, ale przewód to już typowa czerwień. Metalowe słuchawki mają proste tulejki z siateczkami, na których widać wyraźne wcięcia, za którymi stabilnie trzymają się nakładki. Tulejki od komór przetwornika oddziela szary pierścień, zaś w tylnej części znajduje się gumowe mocowanie przewodu, które otacza słuchawki.

Płaski przewód wpięty został w dolnej części słuchawek – miejsce wtyku jest płaskie i elastyczne. Izolacja w odcinkach dousznych jest z jednej strony czarna, z drugiej czerwona, a w pozostałej części przewodu w pełni czarna. Pilot z mikrofonem jest spłaszczony, ma jeden przycisk, a rozdzielacz przewodu jest krótki, wykonany z matowego tworzywa sztucznego. Kabel mierzący 120 cm zakończono kątową wtyczką 3,5 mm (mini jack).

Wykonanie słuchawek jest bardzo dobre, a obróbka wysokiej jakości. W tej cenie poziom jest lepszy niż w przypadku słuchawek Brainwavz, np. modeli M1 lub ProAlpha, które są również metalowe, ale gorzej obrobione i wykonane z cieńszego metalu. Strona wizualna to już kwestia gustu – produkty gamingowe często cechuje niezbyt uniwersalny wygląd, ale w przypadku Ozone TriFX jest całkiem nieźle. Oprócz czerwonego logo tuż przy słuchawkach, opisywane Ozone’y nie odróżniają się specjalnie od zwykłych słuchawek, z wyjątkiem nakręcanych filtrów.

Ergonomia

Słuchawki są lekkie, odpowiednio wąskie. Nie drażnią małżowin usznych, ale początkowo są chłodne i mogą powodować chwilowy dyskomfort. Wykonano je jednak z aluminium, zatem trudno traktować chłód tego materiału jako wadę. Ozone TriFX są jednak dosyć długie, więc wyraźne wystają z uszu. Trzymają się jednak pewnie i nie wypadają, ale mogą przeszkadzać pod czapką. Przy zakładaniu lub poprawianiu słuchawek słychać trzeszczenie i klikanie membran, tzw. driver flex, a efekt niestety bywa uciążliwy.

Słuchawki dobrze tłumią. Nie odcinają w pełni od otoczenia, ale pozwolą bez problemu skupić się na muzyce lub grze. Część dźwięków nadal dociera do uszu, ale podczas słuchania muzyki hałas z zewnątrz nie powinien przeszkadzać.

Przewód ma swoje silne i słabsze strony. Jest elastyczny, lekki, dobrze się układa. Nie jest zbyt szeroki i wygodnie się go podłącza. Niestety powoduje efekt mikrofonowy, czyli słychać wyraźnie jego szuranie lub obijanie się. W trakcie grania nie będzie to przeszkadzało, ale już podczas spaceru może lekko drażnić. Szkoda, że w zestawie nie ma klipsa do ubrań, ale słuchawki można założyć metodą OTE (Over the Ear), czyli z przewodem poprowadzonym z tyłu za uszami. Mimo że na kablu brakuje suwaka, to kabel trzyma się uszu tak jak powinien.

Pilot ma wyraźnie wypukły przycisk, a na nim są dodatkowe wypustki. Łatwo go znaleźć bez patrzenia, ma też wyraźny, precyzyjny klik. Wymiana filtrów jest bardzo łatwa, a trzymają się one bez problemu. Trzeba jednak uważać, by ich nie zgubić.

Specyfikacja

  • dynamiczny, 9 mm przetwornik
  • pasmo przenoszenia w zakresie 10 Hz – 20 kHz
  • skuteczność na poziomie 95 dB
  • impedancja na poziomie 16 Ohm
  • średni pobór mocy – 1 mW, maksymalnie 10 mW
  • mikrofon o skuteczności -35 dB
  • przewód o długości 120 cm

Brzmienie

Na szczęście dźwiękowo słuchawki Ozone TriFX również nie zawodzą. To nie wyżyny jakościowe, może brakować szczegółowości, większej przestrzeni, naturalności, ale w tej cenie poziom jest satysfakcjonujący, zwłaszcza że dźwięk można dodatkowo modyfikować za pomocą filtrów. Te ostatnie mają wyraźny wpływ i stanowią ostateczny szlif brzmienia. Dźwięk jest muzykalny, dynamiczny, odpowiednio czysty. Nie wycięto średniego, więc ludzki głos i żywe instrumenty brzmią dobrze.

Okazuje się, że filtry nie odpowiadają opisowi z pudełka. W sztuce testowej to te czarne, opisane jako high pitch, są najbardziej basowe (ultra bass). Na nich dźwięk jest najciemniejszy, bas ma średnicowy charakter, jest masywny i lekko dominuje. To najlepszy wybór do nowoczesnych gatunków, elektroniki, ale dobrze brzmią też pop czy rap. Szkoda, że nie ma więcej subbasu, najniższych rejestrów – dźwięk nie brzmi specjalnie tłusto, wibrująco, ale powinien zadowolić nawet fanów mocniejszego basu.

Filtry szare (Pure Mids), to najbardziej zrównoważone brzmienie. Najbliżej jest średnica, bas jest spokojniejszy, ale nadal słyszalny. Dźwięk staje się trochę jaśniejszy, czysty i bardziej bezpośredni. To najbardziej uniwersalne filtry, które sprawdzą się w bardziej nowoczesnych i lżejszych gatunkach. Słychać na nich więcej szczegółów, co docenią gracze. Pure Mids to mój faworyt.

Filtry czerwone to najjaśniejsze i najlżejsze brzmienie. Niskich tonów jest mało, są one punktowe. Brzmienie jest bardziej analityczne, szczegółowe, mniej rozrywkowe. Tym samym mocniejszy jest sopran, który bywa ostry i sykliwy. Ten rodzaj filtrów może być dobrym kompanem urządzeń brzmiących basowo i ciemno, ale według mnie dźwięk jest najsłabszy, sztuczny – to najsłabszy wybór z całej trójki.

Ze wszystkimi filtrami przestrzeń nie powala na kolana. Słychać szerokość sceny dźwiękowej, czyli stereofonię – dźwięk oddala się na lewo i prawo od uszu, ale scena dźwiękowa nie jest wysoka, a głębia przeciętna. Instrumenty są odseparowane, ale dźwięk jest raczej zwarty, bez dużego dystansu pomiędzy dźwiękami. Wiele instrumentów dobiega jakby z wnętrza głowy, a dźwięk jest bardzo blisko słuchacza.

Ozone TriFX w grach

Słuchawki dokanałowe do gier to nadal rzadkość. Pomijają małżowiny uszne, które pełnią bardzo ważną funkcję w holografii, czyli przestrzenności brzmienia, a tym samym pozycjonowaniu dźwięków. To ważne w muzyce, jak i grach – szczególnie sieciowych FPS-ach, stąd też nagłowne, wokółuszne słuchawki są zdecydowanie bardziej popularne. Dokanałówki mogą być jednak przydatne w grach – dobrze tłumią, zajmują mało miejsca i są łatwe w transporcie. To zatem ciekawy wybór do grania na laptopie podczas podróży.

W grach, gdzie ważne są szczegółowość i pozycjonowanie, najlepsze są filtry szare, średnicowe. Zapewniają najlepszą słyszalność głosu przeciwników lub graczy z naszego teamu, przekażą też najlepiej odgłos kroków, co również wpływa na lepsze pozycjonowanie dźwięków w naszym otoczeniu. Nie ma co liczyć na wyjątkowe efekty przestrzenne czy bardzo precyzyjne lokalizowanie wroga w Counter Strike: Global Offensive. Jest nieźle, słychać czy wróg jest z prawej lub lewej strony, gorzej z tyłu lub w pionie – w dużej mierze trzeba polegać na wzroku i do końca ufać uszom, ale to i tak dobry poziom dla początkujących czy średniozaawansowanych graczy.

Do innych gier warto skorzystać z filtrów basowych. W GTA V najprzyjemniej słucha się stacji radiowych – wybuchy w wielu grach brzmią bardziej efektownie. Do gier RPG także wybrałbym filtry szare, w końcu to dużo dialogów, ale te czarne również spiszą się dobrze – efekty rzucania znaków, wybuch petard lub tarczy Quen w Wiedźminie 3 były ciekawsze na basowych filtrach.

Mikrofon zasługuje na pochwałę – dźwięk ma swoje wady, jest lekko przytłumiony, oddalony, ale jakościowo jest i tak bardzo dobrze. Nie słychać zakłóceń, szumów czy trzeszczenia – głos jest czytelny, to poziom wystarczający do sieciowych gier.

Podsumowanie

Ozone TriFX to bardzo pozytywne zaskoczenie. Słuchawki są dobrze wyposażone, solidnie wykonane oraz wygodne. Filtry rzeczywiście działają i pozwalają dobrać dźwięk do odpowiedniej muzyki, sygnatury sprzętu audio lub gier. Samo brzmienie stoi na dobrym poziomie, a w cenie 129 złotych trudno narzekać. Według mnie najlepiej spisują się filtry basowe i średnicowe, ale i te sopranowe mogą się przydać w niektórych przypadkach. W grach jest nieźle – słuchawki docenią mobilni gracze, a adapter PC pozwoli podłączyć je do karty dźwiękowej komputera stacjonarnego.

Niestety kabel wyraźnie „mikrofonuje” podczas poruszania się – warto założyć słuchawki metodą OTE, aby zminimalizować dźwięk szurania i stukania. Szkoda, że membrany tak trzeszczą i klikają przy zakładaniu lub poprawianiu słuchawek. Budzi to pewne wątpliwości, ale może dotyczy tylko sztuki testowej. Tak czy inaczej, Ozone TriFX to i tak bardzo ciekawy produkt, zdecydowanie wart zakupu.