Dla niektórych użytkowników Android to też szansa na wprowadzanie różnych modyfikacji w smartfonie. Mam tutaj na myśli oczywiście zmiany systemowe, a nie fizyczne, jak to kiedyś robiło się chociażby z konsolą PSP. Rootowanie, custom kernel, zmiana recovery czy systemu to dla wielu osób pasja, ale także nieodłączna część Androida. Niestety, Google wraz z premierą systemu w wersji 7.0 Nougat nieco nam to utrudni.

Oficjalnie zmiana, którą chce nam przynieść gigant z Mountain View ma wiele pozytywnych stron. I zostanie wprowadzona tak naprawdę ze względu na dbałość o użytkownika, a nie utrudnienie życia pasjonatom. Na czym ma dokładnie ona polegać? Będzie to wymuszona weryfikacja rozruchu (ang. verified boot) tak, aby nie uruchomić telefonu w przypadku naruszonej partycji rozruchowej systemu. Sama „funkcja” jest wspierana już od dawna – w Androidzie 4.4 KitKat pojawiła się opcjonalna weryfikacja partycji systemowej służąca na przykład do odszukania niechcianych rootkitów. Muszę jednak zaniepokoić ludzi preferujących stocka i pocieszyć fanów „grzebania”, bo weryfikacja rozruchu zostanie wprowadzona dopiero wraz z Androidem 7.0 Nougat i być może będzie dostępna tylko dla urządzeń, które otrzymają ten system „od razu w pudełku”, a nie w przypadku aktualizacji – podobnie, jak miało to miejsce w pojedynczych modelach w przypadku zabezpieczenia KNOX od Samsunga.

Czy uważam, że zmiana ta jest dobra? Mimo wszystko – tak. Jest to krok milowy w stronę bezpieczeństwa w smartfonach i tabletach, bezpieczeństwa, którego temu systemowi nieco brakuje. Mimo to, nie sposób udawać, że nie ma drugiej strony medalu. Po pierwsze, zmiana ta może prowadzić do zablokowania uruchamiania systemu w przypadku urządzeń, które mają „nieszkodliwie” uszkodzony dysk lub sam system. Po drugie, rootowanie (jak i wgrywanie custom ROM-ów) będzie zdecydowanie trudniejsze. Wychodzi więc na to, że nie tylko producenci (poprzez blokowanie bootloaderów czy blokadę KNOX) chcą przeszkodzić nam w tak dogłębnej personalizacji telefonu, ale zabiera się za to również sam Google. Nie ukrywam, że jest to moim zdaniem spory „pstryczek w nos” dla tych użytkowników, którzy nie kupują iPhone’ów, ponieważ wolą wgrać własny, zmodyfikowany system na Androida. Sam często mówię, że urządzenia firmy Apple „włącza się i działa”, a urządzenia z Androidem „modyfikuje się i działa” – szczególnie, jeśli mówimy o długotrwałej współpracy z modelami, które już nie są lub nigdy nie były flagowe.

źródło: AndroidPhoneArena