Znalezienie dobrze brzmiących a jednocześnie tanich słuchawek jest zadaniem trudnym. Jeśli do tego miałyby być nauszne, dobrze wygłuszone i bezprzewodowe… hmmm to równie prawdopodobne, jak znalezienie dziewicy na planie filmu porno. Ale kto powiedział, że się nie da? Ostatnio miałem okazję przetestować słuchawki firmy Trust o wyimaginowanej nazwie Urban Revolt Fenix Wireless. Jeśli właśnie szukacie słuchawek do 140 złotych i bierzecie pod uwagę ten model, zapraszam do jego recenzji.

Trust Urban Revolt Fenix Wireless to słuchawki nauszne, parowane z telefonem za pośrednictwem technologii Bluetooth 4.0 lub łączone przewodem mini jack 3.5 mm. Posiadają wbudowany mikrofon oraz pilot umiejscowiony na prawym nauszniku. Dzięki temu ostatniemu możemy podgłosić, przyciszyć, wybrać kolejny lub poprzedni utwór, uruchomić odtwarzacz, włączyć pauzę, ale przede wszystkim odebrać połączenie, kiedy dzwoni Twoja „Stokroteczka” oraz je zakończyć, kiedy nie możesz jej już słuchać. Wyprzedzając Wasze pytanie, nie, słuchawki nie gotują i nie zmywają, ale możemy przy ich pomocy zadzwonić po pizzę i wesprzeć rodzinny biznes Janusza i Grażyny.

Specyfikacja

Specyfikacja techniczna to element, na który większość normalnych ludzi jest uczulona, niczym sprzedawca na „niedzielnych” klientów. Tylko i wyłącznie dlatego, że ani w jednym, ani w drugim przypadku nie sposób tego na trzeźwo zrozumieć. Dlatego z pełną wyrozumiałością i bez zbędnego, wiecie czego, postaram się wymienić tylko najważniejsze cechy zgodnie z informacją pozostawioną przez producenta.

  • pasmo przenoszenia: 20 – 20000 Hz
  • impedancja: 32 Ω
  • Bluetooth 4.0 – zasięg do 10 m
  • Jack: 3.5 mm, stereo
  • złącze ładowania: microusb
  • wbudowany mikrofon
  • waga: 420 g

Opakowanie i zawartość zestawu

Opakowanie należy raczej do tych bardziej klasycznych i nie wyróżnia się na tle innych słuchawek stojących na półce sklepowej. Trust zapakował słuchawki w klasyczny plastik, zasłaniając ich połowę etykietą marketingową (przedstawia ona w formie grafiki kwintesencję najlepszych cech produktu), natomiast drugą połowę pozostawił odsłoniętą. Pozwala to od razu zapoznać się z wyglądem. Słuchawki zostały ułożone w plastikowej wytłoczce, co zabezpiecza je w pełni przed uszkodzeniem podczas transportu.

W zestawie znalazły się również niezbędne przewody, takie jak mini jack 3,5 mm o długości około 1 metra oraz microUSB do ładowania. Jest też prosta instrukcja obsługi z obrazkami napisana w języku angielskim.

Wygląd i wykonanie

Jeśli chodzi o wygląd, sprawa już nie jest taka prosta. Bo choćbym chciał się przyczepić, to nie mogę, bo nie mam do czego. Słuchawki są wykonane z dobrych jakościowo materiałów. Nic nie skrzypi, nie piszczy, nie strzela. I mimo, że wierzch pałąka jest gumowany, to nie rysuje się jak onyksowe cudo najnowszego smartfona z Cupertino. Ale do sedna. Po wyjęciu słuchawek z pudełka można od razu się w nich zakochać. Połączenie czarnego koloru z czerwonymi i srebrnymi akcentami dodaje nieco pikanterii, niczym czerwone wino podczas wieczornego relaksu we dwoje. Gdy do tego dołożymy możliwość złożenia, słuchawki stają się na tyle ergonomiczne, że możemy je zabrać ze sobą dosłownie wszędzie.

Na spodzie lewej muszli znajduje się port mini jack, natomiast na spodzie prawej port microUSB do ładowania oraz wbudowany mikrofon wykorzystywany podczas rozmów telefonicznych. Dopełnieniem efektu jest zintegrowany pilot, o którym wspominałem już wcześniej. Jedynym kontrowersyjnym elementem tego projektu jest czerwona materiałowa metka z nazwą marki „Urban Revolt”. Kontrowersyjnym, ponieważ może równie mocno się podobać, co po prostu irytować. Kwestia gustu. Na pewno nie pozostaje to jednak nikomu obojętne.

Fenix „na polu bitwy”

Pierwsze uruchomienie słuchawek odbywa się prosto i przyjemnie, a wszystko dzięki obrazkowej instrukcji. Nie musimy się zastanawiać jak wprowadzić słuchawki w tryb parowania, ponieważ wszystko mamy łopatologicznie, krok po kroku wyjaśnione. Aby tego dokonać należy wcisnąć i przytrzymać centralnie umiejscowiony przycisk na pilocie. Dodatkowo asystent podpowiada nam w języku angielskim w jakim trybie słuchawki właśnie się znajdują. Nie wiem jak w innych Fenixach, ale w tych, które ja miałem okazję testować, podpowiedzi udzielał mi miły kobiecy głos. Przypadek? Nie sądzę. Po przytrzymaniu włącznika możemy zauważyć jego podświetlenie w kolorze niebieskim. Oznacza to, że nasz Fenix „ożył”. Po 3 sekundach podświetlenie zmienia kolor na niebiesko-czerwony i wygląda trochę jak kogut policyjny w amerykańskich filmach. W tym momencie sympatyczna Pani podpowiada, że jesteśmy w trybie parowania. Wybieramy w telefonie urządzenie z listy i łączymy się z nim. W moim teście komunikacja odbywała się ze smartfonem iPhone 6s. Tym bardziej wielki ukłon w stronę Trusta, że obyło się bez niespodzianek. Jak wiadomo łączenie niektórych urządzeń poprzez Bluetooth z „jabłkiem” do najprostszych nie należy. No ale jest i nawet nie bolało.

Słuchawki Trust Urban Revolt Fenix Wireless brzmią całkiem przyjemnie. Dobrze przylegają, co powoduje, że już samo założenie sprawia, iż bardzo trudno usłyszeć co ktoś do nas mówi. Jakość dźwięku jest wysoka jak na sprzęt za niespełna 140 złotych. Jedyne co już od samego początku bardzo rzuca nam się w yyy uszy, to ogromny nacisk na basy. Wysokie i średnie tony są nieco spłaszczone i odsunięte na dalszy plan. Pierwsze co przychodzi na myśl, to uśmiech na twarzy fanatyka rosyjskiej muzyki hard bass, dla którego najlepszym kawałkiem jest „cheeki breeki”, a jedynym słusznym samochodem Gulf w wersji „blyatmobile”. Tak, koniecznie ze znaczkiem adidasa na masce. Jeśli ktoś uwielbia mocny bass, to są to idealne słuchawki dla niego. Przy najniższych tonach słuchawki tłuką tak mocno, jak mocno babcia Jadzia tłucze schabowe na niedzielny obiad. Ale jest to naprawdę bardzo przyjemny dźwięk, którego nie w każdych słuchawkach możemy doświadczyć (a w tej kwocie to już w ogóle). Do tego warto wspomnieć, że maksymalna głośność również jest na zadowalającym poziomie. Dlatego tylko raz udało mi się usłyszeć sympatyczny głos naszej asystentki podczas podgłaszania przy użyciu pilota na prawym nauszniku (jakby ktoś zapomniał). Stwierdziła ona, że głośniej już nie będzie.

Kiedy jednak z jakichś bliżej nieznanych przyczyn postanowicie używać tych słuchawek przewodowo (bo można) mam dla Was dobrą i złą wiadomość. Dobra jest taka, że dźwięk jest takiej samej jakości zarówno w jednej jak i drugiej opcji podłączenia, a Bluetooth przy okazji nie zjada baterii. Zła jest jednak taka, że podczas połączenia przewodem jack 3,5 mm zintegrowany pilot jest nieaktywny. Można wówczas sterować jedynie za pośrednictwem urządzenia do którego słuchawki podpinamy. To samo tyczy się odbierania i kończenia połączenia. Jest możliwe tylko przy połączeniu bezprzewodowym.

A jeśli o połączeniach już mowa, to warto nieco napisać na temat jakości rozmowy. Po stronie użytkownika słuchawek Trust Urban Revolt Fenix Wireless dźwięk jest wyraźny i jego jakość jest wysoka. Po stronie współrozmówcy jest bardzo podobnie jak podczas rozmowy bez udziału słuchawek. Warto jednak mówić normalnym tonem głosu. W przypadku szeptania bądź mówienia półszeptem mikrofon nie jest w stanie dokładnie zarejestrować naszych słów.

Ostatnią rzeczą, na którą zwróciłem uwagę jest bateria. I tutaj też niestety nie ma się do czego przyczepić. Naładowana w pełni pozwala nam na około 13 godzin ciągłego słuchania. I pomimo, że czas ten może być delikatnie krótszy lub dłuższy w zależności od chociażby głośności z jaką słuchamy. Jest to jednak dobry wynik. Ładowanie również nie sprawia dużego problemu, ponieważ w przypadku mojego egzemplarza trwało 3 godziny. Mowa tutaj o klasycznej ładowarce o natężeniu prądu 1A. Analogicznie w przypadku ładowania z portu USB komputera (natężenie prądu I=500mA) czas ten wzrósł do około 4 godzin.

Podsumowanie

Trust Urban Revolt Fenix Wireless to nietuzinkowy produkt. Wykonany bardzo dobrze, wizualnie może konkurować z słuchawkami z nieco wyższej półki. Dzięki zintegrowanemu pilotowi i komunikatom głosowym mamy do czynienia z funkcjonalnością i prostotą w jednym. Jakość dźwięku jest zadowalająca, a nawet bardzo dobra jak na taką cenę. Nie zapominajmy, że słuchawki te kosztują około 140 złotych. Jedynie średnie i wysokie tony mogłyby być ciut bardziej odseparowane. Zdecydowanym minusem jest to, że przy połączeniu przewodem nie działa pilot. Ale cóż, nie można mieć wszystkiego. Ogólnie produkt warto kupić, bo ciężko znaleźć w takiej cenie drugi produkt będący kompromisem pomiędzy jakością wykonania, jakością dźwięku i funkcjonalnością.