Trochę to dziwne, ale używając telefonu można zobaczyć jak ten czas błyskawicznie nam leci. Poważnie, pamiętam jakby to było wczoraj, gdy byłem na londyńskiej premierze Huawei P9, a w ubiegłym miesiącu stuknęło pół roku (pół roku!) od czasu kiedy go używam. Co więcej, za jakiś czas minie siódmy miesiąc i co ciekawe, ten tekst zacząłem pisać w trakcie jazdy na kolejną konferencję Huawei, tym razem tą z Mate 9. I właśnie dlatego to chyba najbardziej odpowiedni moment, by opisać swoje wrażenia po tak długim czasie użytkowania.

Zacznę od wyglądu zewnętrznego, bo to po takim czasie najbardziej rzuca się w oczy. Przestałem używać wszelkiego rodzaju etui, ale to nie oznacza, że rzucam telefon wszędzie tam gdzie popadnie. Staram się raczej dbać o elektronikę, tym bardziej, że Huawei P9 przez niemal cały ten czas był moim „daily driverem”. Nawet teraz to mam przy sobie. I jak wygląda? Nie najgorzej, choć kilka głębszych rys można znaleźć, które w zasadzie powstały bardziej przez moją nieuwagę niż fakt, że obudowa łatwo się rysuje. Z tyłu złapałem dwie, ale gdybym miał wam teraz napisać kiedy, to nie jestem w stanie określić miejsca i czasu. Ale stawiam, że samochód, bo rzeczywiście kilka razy telefon zanurkował pod fotel. Co ciekawe, ten pasek szkła, który przykrywa aparaty póki co jest czysty, zero ryski.

Trochę gorzej wygląda sprawa ze szkłem na ekranie. Mówi się, że pierwsza rysa boli najbardziej, szczególnie jak jest na ekranie. I taka pojawiła się u mnie, w sumie jakoś ostatnio, na tyle głęboka, że można ją wyczuć pod paznokciem. Ale co by nie było, najbardziej narażona na zarysowania jest ramka i ta w moim egzemplarzu rzeczywiście trochę przeszła. Drobne rysy i obtarcia to norma. Muszę przyczepić się jeszcze do głośnika z przodu, a w zasadzie jego osłony, do której dostał się kurz i za cholerę nie wiem jak się to stamtąd pozbyć.

Ok, a jak działa? Marshmallow w połączeniu z EMUI 4.1 (a w zasadzie to z EMUI 4.1.1 po ostatniej aktualizacji) działa bardzo dobrze, szybko do tej nakładki można się przyzwyczaić i szybko ją polubić. Poważnie, a paradoksem jest to, że ma wiele wspólnego z systemem iOS z iPhone’ów. Nie ma drawera na aplikacje, co sporo osób odbiera jako minus, ale ja uważam, że to świetne rozwiązanie (mimo tego, że przez kilka lat używałem Samsungów). Aplikacje są szybko dostępne, a te ważniejsze możemy wyciągnąć na wcześniejsze pulpity, nie robiąc tym samym niepotrzebnych skrótów w drawerze. Jak pamiętam, to z żadną aplikacją nie miałem problemu, ale bzdurą byłoby, gdybym napisał, że system działa(ł) idealnie. Tak nie jest, a mnie najbardziej irytuje fakt, że czasami kilka sekund trzeba poczekać na uruchomienie aparatu. W zasadzie kluczowa funkcja ze względu na podwójny sensor i optykę od Leica, a tu taki zonk. To znaczy, pokazują się przyciski, ale wizję mamy dopiero po 3-5 sekundach. Dziwne, bo na początku było dobrze, więc albo zostają ustawienia fabryczne albo pogodzenie się z tym, że to Android. Brakuje mi też funkcji do wysyłania planowanych wiadomości, ale może kiedyś ją dodadzą, bo jeszcze do niedawna nie było opcji zmniejszania wielkości zdjęć podczas wysyłania ich mailem. Dodali przy którejś aktualizacji, więc jest nadzieja.

1. Recenzja Huawei P9 – smartfon, który potwierdza mocną pozycję Huawei na smartfonowym rynku
2. Huawei P9 z nową aktualizacją. Która to już z kolei?

Czy Huawei P9 na co dzień używa się przyjemnie? A owszem, nawet napiszę, że bardzo przyjemnie. W sumie to dzięki temu smartfonowi przekonałem się, że urządzenie z 5,2-calowym wyświetlaczem najbardziej mi pasuje, zapewniając komfort obsługi przy odpowiednich wymiarach telefonu (bo jak wiadomo, bardzo dużo jest smartfonów z 5,5-calowym ekranem). Mogę go pochwalić za aparat, który robi świetne zdjęcia, a prawdziwe możliwości pokazuje w trybie manualnym, czytnik linii papilarnych, który jest szybki i dokładny, a do tego znajduje się w bardzo wygodnym miejscu czy obudowę, która jest po prostu ładna. Ma jeszcze w sobie dużo dobrego, o czym mogliście dowiedzieć się w recenzji, ale muszę napisać, że wszystkie przytoczone tam minusy niestety zostają. Stąd też między innymi Huawei P9 raczej nie nadaje się do nagrywania filmów w nocy, jasność minimalna ekranu trochę przeszkadza, a ja mocno ubolewam nad tym, że nie mam go w wersji z dual SIM.