Tak, oczywiście chodzi mi o smartfona. Nie dość, że flagowego z serii Mate, przez wielu bardzo wyczekiwanego, to jeszcze jednego z największych w tym roku. Ale spokojnie, to, że ma 5,9 cala jest jego sporą zaletą, w końcu to Mate. Po tym jak w sieci pojawiło się mnóstwo przedpremierowych informacji nie sądziłem, że coś mnie jeszcze zaskoczy. Nie mogę napisać, że kopara mi opadła, ale w Huawei Mate 9 jest kilka fajnych rzeczy, o których warto napisać.

Nie będę tutaj skupiał się na specyfikacji technicznej, bo po pierwsze zapewne już ją dokładnie znacie, a po drugie – jeśli jednak nie znacie – macie ją na samym dole tego wpisu. Skupię się na czym innym, czymś czego jeszcze możecie nie wiedzieć, przemieszanego z oficjalnymi informacjami. W zasadzie Mate 9 to taki mocno udoskonalony Mate 8. W wyglądzie raczej zaskoczenia nie ma – nowszy jest minimalnie mniejszy, co rzeczywiście można odczuć przy pierwszym kontakcie (Mate 8 testowałem jakich czas temu, a Mate 9 mam przy sobie), a obudowa stała się bardziej opływowa, co sprawia, że smartfon wygodniej leży w dłoni. Owszem, Mate 9 jest duży, ale „feeling” jest dużo lepszy i naprawdę nie czujemy, że trzymamy smartfon z 5,9-calowym ekranem.

Mate 9 został wypakowany najnowszą technologią i rzeczywiście jest kilka ciekawych rozwiązań. Mnie spodobało się przede wszystkim to, że wreszcie flagowiec nagrywa filmy w 4K (no skoro Nova Plus to miała…) i zapisuje je w kodeku H.265. Do tego są cztery mikrofony i można je ustawić kierunkowo podczas nagrywania wideo. Fajne jest też to, że wreszcie ktoś zauważył, że Android po czasie potrafi zwolnić i trzeba to jakoś naprawić. Huawei stworzył specjalne algorytmy i funkcję „uczenia”, która temu przeciwdziała, ale trochę przesadził z tą 18-miesięczną symulacją, która porównywała szybkość nowego Mate’a do Galaxy S7 edge. Co jeszcze? Obsługa dwóch kart SIM, niestety w hybrydowym slocie, ale przynajmniej działająca w trybie aktywnym (dwa numery jednocześnie), port podczerwieni do sterowania urządzeniami RTV i spora bateria z dopracowanym systemem zasilania. Ta ostatnia ma 4000 mAh, ale najważniejsze jest to, że ma pięciokrotne zabezpieczenie i nowe szybkie ładowanie SuperCharge, które potrafi w pół godziny podciągnąć baterię do prawie 60 procent.

Jeszcze kilka słów o oprogramowaniu. Mamy Androida 7.0 Nougat z zupełnie nową nakładką EMUI 5.0 na start. Mimo tego, że smartfon ma jeszcze „przedsprzedażową” wersję systemu – ma pojawić się jakaś aktualizacja – to muszę przyznać, że system działa błyskawicznie i zauważalnie szybciej niż w takim P9. Można powiedzieć, że naprawiono błędy, które były we wcześniejszych wersjach EMUI, znacznie przebudowano belkę powiadomień i wygląd interfejsu, który teraz po prostu jest szybszy, ładniejszy i przyjemniejszy w obsłudze.

– Ośmiordzeniowy procesor HiSilicon Kirin 960 o taktowaniu do 2,6 GHz
– ARM Mali-G71 MP8
– 4 GB pamięci RAM (LPDDR4)
– 64 GB pamięci wewnętrznej
– Slot na kartę pamięci microSD (do 256 GB)
– 5,9-calowy wyświetlacz IPS o rozdzielczości Full HD (1920 x 1080 pikseli)
– Android 7.0 Nougat z nakładką EMUI 5.0
– Aparat: 20 MP (monochromatyczny) + 12 MP (RGB), f/2.2, OIS, optyka Leica, PDAF
– 8 megapikseli z przodu, f/1.9
– Wi-Fi w standardzie ac (2,4 i 5 GHz), Bluetooth 4.2
– dual SIM (aktywny), LTE Cat. 12, GPS (A-GPS)
– Czytnik linii papilarnych z tyłu
– Bateria Li-Po o pojemności 4000 mAh z SuperCharge
– USB Type C
– 156,9 x 78,9 x 7,9 mm
– 190 g

Huawei Mate 9 na pewno pojawi się w Polsce i choć nie jest znana jego data premiery, to mówi się jeszcze o tym roku. Przyznam, że czasu bardzo mało, ale kto wie, może przed Świętami będziemy mogli go już kupić. Za ile? Jeszcze nie wiadomo, ale patrząc na oficjalną cenę 699 euro, można spodziewać się kwoty w okolicy trzech tysięcy złotych. Ewidentnie Huawei zaczął się cenić, ale w sumie ma do tego powody, a w zasadzie powód, który nazywa się Mate 9.