Wychodziłoby na to, że ostatnia aktualizacja Google Translate przyda się wszystkim, którzy z „lengłydżem” średnio, a mimo to, chcą użyć translatora w sposób, który pozwoli na uniknięcie kompromitacji na poziomie międzynarodowym. Google ogłosiło, że w ostatniej aktualizacji przyjdą pewne zmiany, które mają na zawsze odmienić wizerunek naszego ukochanego, acz mocno robotycznego tłumacza.

Zapowiedziany silnik The Neural Machine Translation, zaimplementowany do tej pory dla języków angielskiego, francuskiego, niemieckiego, hiszpańskiego, portugalskiego, chińskiego, japońskiego, koreańskiego i tureckiego, ma pomóc w bardziej wiarygodnym tłumaczeniu, co bardziej zawiłych arkanów językowych, choćby w naszym przypadku, słowiańskich, na coś, co powoduje mniejsze palpitacje u tłumaczących niż do tej pory. Zaimplementowane do tej pory języki może nie budzą u nas jakiegoś specjalnego zainteresowania, ale zważywszy na to, że wspomniane, to jakieś 35 % tego, co przez aplikację Google Translate przechodzi, to można spokojnie ocenić skalę przedsięwzięcia, na jakie Google się porwało.

google-translate-new-translation

Zgodnie z tym, co zostało zapowiedziane, docelowo, wspomniany silnik ma być wprowadzony, łącznie, dla 103 języków. Póki co, może warto dołączyć do Społeczności Tłumaczy? Mocno przydatne i powiem szczerze, że chętnie zobaczę czym skończy się rozwój tej konkretnej aplikacji. Nie jest tajemnicą, że języki słowiańskie mają bardzo mało wspólnego z resztą świata i w ich przypadku trzeba się mocno nagimnastykować, żeby tłumaczenie miało ręce i nogi. Miejmy nadzieję, że Google wpadnie na jakiś wyjątkowo spektakularny pomysł, by rozwiązać kłopoty z tłumaczeniem naszego ojczystego, na choćby, jakże popularny angielski, w taki sposób, by nie trzeba się było wstydzić. O idiomach z oczywistych względów nie wspomnę.

Do tej pory algorytmy Google, pozostawiające wiele do życzenia w każdych okolicznościach, tłumaczyły zdania nie kontekstowo, tylko kawałek po kawałku, stąd kwiatki takie jak „don’t make a village”, dla przaśnego „nie rób wsi” nie były niczym dziwnym. Teraz, od września, tak naprawdę, ma się to diametralnie zmienić. Całość ma mieć więcej sensu i nie sprawiać, że w czasie, powiedzmy że konwersacji, masz ochotę na ranę postrzałową własnego ciemienia. Póki co, to pożyjemy, zobaczymy.

źródło: Google