Kilka miesięcy temu byłem w Londynie, wtedy kiedy premierę miał Huawei P9. Jakoś to było w kwietniu. Ale tutaj wcale nie chodzi o ten smartfon czy o to, po co tam w ogóle poleciałem. Bo pewnie pomyślicie co to ma do cholewki wspólnego z Android Pay. Ale jest pewna historia, od której chciałbym zacząć. Tam po raz pierwszy spotkałem się z Rafałem z kanału Bez Pretekstu i razem też z Kasią z Tabletowo poszliśmy na piwo do okolicznej knajpy. Wychodzę z założenia, ze najlepsze piwo to zimne piwo, a skoro Rafał płacił to się mocno nie upierałem. Ale sęk w tym jak zapłacił. Wystarczyło zbliżenie Apple Watcha do terminala i już. Bez dziwnych spojrzeń ze strony barmanki, bez pytań, bez portfela, tak naturalnie, jakby to było codziennością, po prostu myk i zapłacone. Strasznie to było fajne i wierzę, że już niedługo będzie to tak powszechne w Polsce. A wszystko za sprawą usługi Android Pay, która co prawda z Apple Watchem ma tyle wspólnego co obecna władza z przestrzeganiem Konstytucji, ale najważniejsze jest to, że debiutuje oficjalnie w Polsce.

Nie było mnie na wczorajszej konferencji Google’a, ale szybko temat nadrobiłem. Bo jest co nadrabiać, tym bardziej, że wydarzenie ważne nie tylko dla Google, ale też naszego kraju. Podoba mi się ta inicjatywa i to bardzo. Warto zaznaczyć, że Polska jest drugim europejskim państwem (właśnie po Wielkiej Brytanii, stąd też nawiązanie wyżej), gdzie będzie można korzystać z usługi Android Pay od Google. Czym jest ta usługa? Pewnie większość z Was wie, ale napiszę, że to prosty i szybki sposób na uregulowanie płatności, wszędzie tam gdzie to tylko możliwe, wykorzystując do tego tylko smartfona z NFC i odpowiednio skonfigurowaną aplikacją (usługą). Wiadomo, że to sposób nowoczesny i minie pewnie jeszcze kilka lat zanim przestaniemy zabierać ze sobą portfel, ale ważne, że coś się dzieje i to w dodatku naszym kraju. Poniżej jest wszystko co musicie wiedzieć o Android Pay, a przynajmniej większość.

android-pay-polska

Najważniejsze pytanie – Gdzie będzie można płacić za pomocą Android Pay? Cała „machina” rusza już od dzisiaj i wiadomo, że na początku trzeba liczyć się z pewnymi ograniczeniami. A te póki co są związne tylko z trzema bankami – BZ WBK, Alior Bank i T-Mobile Usługi Bankowe, gdzie uruchomiono możliwość płacenia za pomocą Android Pay. Jest jednak światełko w  tunelu, bo w najbliższym czasie usługa trafi też do mBanku, a nieco później do pozostałych z którymi uda się dogadać. Świetną wiadomością jest to, że mając telefon z Android Pay można zapłacić w ponad 400 tysiącach punktów sprzedaży, które mają przystosowany do tego terminal. Oznacza to, że telefonem zapłacimy w większości marketów, salonach prasowych, a docelowo będzie można też uregulować należności na Allegro, Ceneo czy nawet Uber i iTaxi.

Jak zacząć?

Wystarczy smartfon z systemem Android w wersji 4.4 KitKat lub nowszej, wyposażony w technologię NFC. Wymagana jest oczywiście aplikacja Android Pay, którą można bezpłatnie pobrać ze Sklepu Play i zainstalować na swoim smartfonie. Warto wiedzieć, że smartfon nie może być zrootowany (nie może mieć zmodyfikowanego oprogramowania z dostępem do konta root), co zapewne jest związane z obniżeniem bezpieczeństwa transakcji. Po uruchomieniu trzeba jeszcze dodać kartę bankową wprowadzając między innymi jej numer, datę ważności i kod CVC. Co ciekawe, jeśli z danej karty korzystaliście np. podczas płatności w sklepie Play za aplikacje, wystarczy ją tylko potwierdzić (o ile pochodzi z banku, który jest obsługiwany w Android Pay). W aplikacji Android Pay można przechowywać wiele kart, nie tylko tych kredytowych i debetowych, ale różnego rodzaju vouchery i karty lojalnościowe.

Płatności za pomocą Android Pay będą wyglądały podobnie jak w przypadku kart zbliżeniowych. Wystarczy zbliżyć odblokowany telefon do terminala, a aplikacja sama się uruchomi i zatwierdzi płatność przez NFC. Warto zaznaczyć, że obowiązuje standardowy limit do 50 złotych jak w przypadku płatności zbliżeniowych, więc jeśli przekroczymy tę kwotę, będziemy musieli dodatkowo wprowadzić PIN, by zatwierdzić płatność. Mnie zastanawia fakt, czy będzie opcjazatwierdzania płatności przez czytnik linii papilarnych. Sporo smartfonów takowy ma, czy to w przycisku Home czy z tyłu obydowy i z pewnością przyłożenie palucha do czytnika byłoby szybsze niż wklepanie nawet 4-cyfrowego PIN’u. Czy to jest bezpieczne? Google twierdzi, że tak, bo podczas transakcji nigdzie nie są wysyłane dane karty i posiadacza karty, a wszystko odbywa się na zasadach tokenizacji i wirtualnego konta do każdej płatności (prawdziwy numer konta jest zastąpiony ciągiem cyfr, czyli tak zwanym tokenem). Ale jak to już bywa, złodzieje, pewnie swój sposób znajdą, więc trzeba mieć się na baczności, żeby w zakupowej gorączce przypadkiem nie wrócić do domu bez telefonu 😉

Może płacenie telefonem nie wygląda tak efektownie jak płacenie biblią z wsadzoną kartą zbliżeniową w okładkę, mówiąc przy tym zdecydowanym głosem „Bóg zapłać, synu”, ale w pewnym sensie jest to udogodnienie i… przyszłość, bo kto by pomyślał 10 lat temu, że będziemy płacić za zakupy przykładając telefon do terminala. Mnie się pomysł podoba i dobrze, że Polska jest jednym z pierwszych krajów, gdzie usługa Android Pay została wprowadzona. Czekam tylko na ruch ze strony PKO i sprawdzę jak to wszystko działa.