Aparat

LeEco Le 2 Pro mocno zaskakuje aparatem na papierze jak na smartfon za około 200 dolarów. Wszystko dlatego, że zastosowano tutaj sensor Sony Exmor RS IMX230, który był montowany też w takich smartfonach jak Honor 7 (recenzję przeczytacie tutaj) czy Lenovo Moto X Play, które były chwalone między innymi za świetną jakość zdjęć. Co ciekawe, Le 2 Pro to nie jedyny smartfon od LeEco, bo taki aparat pojawił się też w większym Le Max 2 czy poprzednim modelu Letv L1 Max. Tutaj matryca ma 21-megapikselową matrycę, przysłona ma wartość f/2.0, są dwie diody LED doświetlające scenę w dwóch ciepłych kolorach i Auto Focus oparty na detekcji fazy. Jak to przekłada się na zdjęcia?

Muszę przyznać, że ze zdjęć zrobionych LeEco Le 2 Pro można być zadowolonym, choć z początku podchodzilem do tego bardzo sceptycznie. W najwyższej rozdzielczości są w formacie 4:3 i średnio ważną trochę ponad 5 MB. Kolory są odpowiednio odwzorowane, a jeśli odpowiednio złapiemy ostrość i poprawnie zrobimy zdjęcie to będziemy je nawet mogli wywołać u fotografa w jakimś większym formacie. Wspomniałem o tej ostrości, bo powiedzmy, że 10-15 zdjęć na 100 może być rozmazane, a to dlatego, że aparat nie ma optycznej stabilizacji obrazu, której w sumie najbardziej brakuje podczas nagrywania filmów. Kilka przykładowych zdjęć możecie zobaczyć poniżej.

Wspomniałem o filmach i tutaj LeEco wygrywa praktycznie ze wszystkimi średniakami, a także niektórymi smartfonami z wyższej półki. Wszystko dlatego, że potrafi nagrywać w rozdzielczości 4K przy 30 klatkach na sekundę i całkiem dobrze mu to wychodzi. Obraz jest płynny, kolory odpowiednie i gdyby nie brak OIS, co skutkuje brakiem szczegółowości w niektórych momentach, to uznałbym go za jeden z lepszych, który potrafi ogarnąć tak wysoką rozdzielczość. Jeśli jednak chcemy niższą rozdzielczość to powinno nas zadowolić Full HD w 60 klatkach. Le 2 Pro potrafi też nagrywać wideo HD w zwolnionym tempie, ale szkoda, że zapisuje je do formatu 3gp. Niestety, mimo filmu w mp4, YouTube miał jakiś kaprys z przyjęciem go na swoje serwery, dlatego musicie mi uwierzyć na słowo, biorąc pod uwagę jakość nagrania.

Jeszcze kilka słów o samym interfejsie aparatu. Ma bardzo podobny układ do tego jaki znamy z iPhone’ów czy smartfonów Huawei’a. Między trybami do zdjęć, filmów, filmów w zwolnionym tempie i panoramą przełączamy się przesuwając się na boki, a dodatkowe opcje, ustawienia diody doświetlającej i skrót do przedniego aparatu mamy przy górnej krawędzi. Nie zauważyłem trybu manualnego, ale w ustawieniach można ręcznie wybrać wartość ekspozycji, ISO, balans bieli, ale też kontrast, ostrość i saturację.

Wydajność i multimedia

LeEco postawiło na bardzo wydajny układ od MediaTeka o nazwie Helio X20. MediaTek znany jest z tego, że idzie na ilość rdzeni, ale robi to z głową. Dlaczego? Helio X20 oferuje łącznie aż 10 rdzeni, które podzielone zostały na trzy klastry, tak by cały układ był jak najbardziej „elastyczny”. Dwa rdzenie Cortex-A72 są uruchamiane tylko przy najbardziej wymagających zadaniach, cztery Cortex-A53 do 2 GHz pracują by zapewnić wystarczającą wydajność, ale przy zrównoważonym zapotrzebowaniu na energię, a jeśli zależy nam na jak największej oszczędności energii, to pracuje pozostałe rdzenie, ale zmniejszone do 1,4 GHz. Według wielu testów, układ radzi sobie całkiem nieźle, wyprzedzając między innymi takie procesory jak Snapdragon 810, który jest chociażby w Xperii X5 czy OnePlus 2, ale też Exynos 7420 znany z Galaxy Note 5.

Wydajność na papierze przekłada się na wydajność w praktyce. Na LeEco Le 2 Pro bez problemu uruchomimy każdą grę i będziemy mogli wykonywać kilka zadań jednocześnie. Ja najczęściej sprawdzam to w taki sposób, że uruchamiam w tle aktualizację aplikacji w Google Play, puszczam muzykę i zaczynam buszować w Internecie. Smarfon poradził sobie z tym bez zająknięcia. Na pewno pomogła mu w tym pamięć RAM, której w Le 2 Pro jest 4 GB (wersja bez Pro ma jej 3 GB). Warto też wspomnieć o 32 GB pamięci wewnętrznej na dane, z czego dla użytkownika zostaje nieco ponad 20 GB. W sumie mogłoby być więcej, tym bardziej, że w smartfonie nie znajdziemy slotu na kartę pamięci.

LeEco Le 2 Pro ma czytnik linii papilarnych z tyłu, który działa przy wygaszonym ekranie, ale nie jest aż tak szybki jak chociażby w smartfonach Huawei. Działa dokładnie, ale trzeba przyłożyć palec i ułamek sekundy odczekać, by mieć dostęp do telefonu. Można dodać maksymalnie 5 palców, a czytnik wykorzystać też do robienia zdjęć za pomocą przedniego aparatu.

Smartfon został wyposażony w szereg najnowszych standardów łączności, ale niestety zabrakło w nim modułu NFC. Szkoda, bo wtedy można byłoby powiedzieć, że jest kompletny. Jest natomiast dwuzakresowe Wi-Fi w standardzie ac, które działa bez zarzutu, jest Bluetooth 4.2 (testowałem z Huawei Watch i słuchawką Bluetooth od Plantronicsa, bez problemu) i jest też GPS, który również funkcjonował poprawnie (nawiagcja od Google i Yanosik). LeEco Le 2 Pro to smartfon z dwoma miejscami na kartę, które są umieszczone na jednej szufladce. Wchodzą dwie karty nanoSIM, a dual SIM działa w trybie standby.

Jak to jest z tym dual SIM w smartfonach?

Bateria

W LeEco Le 2 Pro wsadzono baterię Li-Ion o pojemności 3000 mAh, co w 2016 roku jest raczej standardem we flagowcach. Czas pracy niczym nie zachwyca i jest raczej typowy dla takiej pojemności. Smartfon potrafi wyktrzymać dzień bez ładowania, co z kolei przekłada się na trochę ponad 4 godziny czasu pracy na ekranie (SoT). Taki czas został uzyskany na smartfonie, którego używałem tak, jak zazwyczaj używam smartfonu. Cały czas włączone LTE, podświetlenie ekranu na auto, kilkadziesiąt minut rozmów i synchronizacja skrzynki mailowej. Nie jest ani wybitnie dobrze, ani mocno poniżej przeciętnego czasu, więc taki wynik można uznać za zadowalający.

Jeśli bateria szybko się rozładuje to z pomocą przychodzi szybkie ładowanie. Mamy tutaj Quick Charge 3.0, więc jesteśmy w stanie naładować baterię do pełna w jakieś półtorej godziny. W zestawie jest odpowiedni adapter sieciowy, który wspiera tę technologię, ale zamawiając smartfon z Chin trzeba pamiętać, by dokupić przelotkę na polskie gniazdo. Smartfon ma złącze USB Type C i to przez nie go ładujemy. Baterii oczywiście nie da się wyciągnąć z baterii, bo mamy tutaj doczynienia z konstrukcją unibody.

 


SPIS TREŚCI:

  1. OPAKOWANIE I ZAWARTOŚĆ ZESTAWU | SPECYFIKACJA | WYGLĄD I WYKONANIE
  2. EKRAN | OPROGRAMOWANIE I FUNKCJE
  3. APARAT | WYDAJNOŚĆ I MULTIMEDIA | BATERIA
  4. PODSUMOWANIE | PLUSY I MINUSY