Można uznać, że wszystkie smartfony z serii Mate są do siebie wizualnie podobne, ale Huawei sukcesywnie robi wszystko, by odczucie posiadania smartfonu z dużym ekranem nie było takie straszne. I poniekąd mu się to udaje, choć w tym przypadku uznał, że jednak 6-calowa przekątna ekranu jest zła i trzeba zjechać o jedną dziesiątą cala w dół. Co tym samym wpłynęło na ciut mniejszą obudowę w porównaniu do poprzedników (Mate 7 i Mate 8 miały praktycznie takie same wymiary). Dodatkowo pojawiło się szkło 2.5D na ekranie, delikatnie zaoblono obudowę z tyłu i nieco lepiej wyprofilowano ramkę na krawędziach. Używałem przez kilka tygodni Mate’a 8, ale muszę przyznać, że to Dziewiątka daje najlepszy „feeling” z całej serii i przez te, wydawać by się mogło mało znaczące zmiany, trzyma się ją w ręce bardzo przyjemnie, mając wrażenie, że w ogóle nie używamy smartfonu z tak dużym ekranem.

Huawei Mate 9
Huawei Mate 9

Obudowa w całości została wykonana z aluminium, a przód przykrywa szkło Gorilla Glass 4. Nie ma więc mowy o żadnych niedociągnięciach czy złym spasowaniu elementów. Poważnie, Mate 9 śmiało może walczyć z Huawei P9 czy Huawei Mate S o miano najlepiej wykonanego smartfona od Huawei. Mnie akurat trafiła się wersja srebrno-biała, która prezentuje się dobrze, choć nadal uważam, że smartfony z czarnym frontem wyglądają lepiej, bo przykładowo nie widać czarnej otoczki wokół ekranu. Ale jak zawsze mi to przeszkadzało, teraz jakoś nie zwracałem na to uwagi. Po 3-4 tygodniach używania nie stwierdziłem żadnych zarysowań na tylnej powierzchni, choć pewnie gdybym nie uważał, to kilka by się pojawiło. Pewne jest to, że tył nie zbiera odcisków palców, więc jest znacznie lepiej niż w przypadku wersji Porsche Design, która miała być w ogóle „no fingerprint!”. A jak było, pewnie widzieliście na zdjęciach z jego premiery. Co ciekawe, mimo tego, że Huawei Mate 9 ma mniejszy ekran to waży 190 gramów, więc jest o jakieś 5 gramów cięższy od poprzednich Mate’ów. Ale nie wiem jak oni to zrobili, wyważenie jest tak dobre, że trudno uwierzyć w to, co piszą w specyfikacji.

Huawei Mate 9 jest pierwszym z tej serii, gdzie zastosowano USB Type C, które klasycznie umieszczono centralnie na dolnej krawędzi, między otworami na głośnik i mikrofon. Otwory są symetryczne, ale tak naprawdę tylko ten po lewej skrywa głośnik. Mikrofon jest po drugiej stronie. Podążając w kierunku prawej krawędzi zobaczymy raczej klasycznie rozmieszczone przyciski, czyli te od głośności i Power. Ten drugi, mimo tego, że to spory telefon, układa się tuż pod kciukiem, gdy trzymamy Mate 9 w prawej dłoni. Nie jest ani za nisko, ani za wysoko, więc Huawei dobrze wyczuł to idealne dla niego miejsce. Górna krawędź to z kolei już złącze mini jack na słuchawki, które jest bliżej lewego boku, ale też port podczerwieni, który możemy wykorzystać do sterowania urządzeniami RTV. Fajnie, że IrDA się pojawiła, bo trochę brakuje mi jej w Huawei P9. Na lewej krawędzi znajdziemy tylko wysuwany slot na karty.

Trochę pozmieniało się z tyłu, co głównie tyczy się aparatu. Mamy dwa obiektywy, ale tym razem – w przeciwieństwie do tego co mieliśmy w P9 – zostały umieszczone centralnie i pionowo. Całość delikatnie wystaje ponad obudowę, więc odkładając gdzieś telefon zawsze będzie on z jednej strony opierał się na obiektywie. Nie jestem pewien jakie szkło chroni aparat, ale gdybym miał strzelać to wybrałbym Gorilla Glass 3, a wszystko dlatego, że jest po prostu grubsze od tego nowego i często jest montowane właśnie w tym miejscu.

A jak się sprawa ma z ekranem?

Wspomniałem już, że ekran w Huawei Mate 9 jest ciut mniejszy niż w poprzednich smartfonach z tej serii. Nie wiem, kto wpadł na taki pomysł, ale teraz muszę przyznać, że był trafny. Ekran nadal jest spory i zajmuje ponad 77% powierzchni z przodu, więc biorąc pod uwagę współczynnik wielkości ekranu do przedniego panelu, Mate 9 plasuje się w czołówce wśród wszystkich smartfonów. Ekran ma też niewielkie ramki wokół części roboczej, ale nie na tyle, by przypadkowo dotknąć ekranu, np. częścią dłoni. Czarna ramka jest, w zasadzie musi być i w białej wersji rzuca się trochę bardziej w oczy niż w czarnej. Szkło na krawędziach zostało delikatnie zaokrąglone, co sprawia, że całość jeszcze lepiej się prezentuje. Fajne jest też to, że producent zakleił fabryczną folię na ekranie, co z pewnością uchroni go przed zarysowaniem.

Huawei Mate 9
Huawei Mate 9

Z jakością wyświetlanego obrazu jest tak jak w sprzęcie z najwyższej półki, bo ciężko jest się do czegoś tak naprawdę przyczepić. Jest to matryca IPS z dobrym odwzorowaniem kolorów, świetnymi kątami widzenia i zaskakująco wysoką jasnością. Przy aktualnej pogodzie, w grudniu, gdzie wszędzie jest szarówa, a słońca nie widać, ciężko jest sprawdzić widoczność ekranu w tak zwanym „pełnym słońcu”, ale nie było problemów z czytelnością na zewnątrz, w trakcie dnia czy w mocno oświetlonym pomieszczeniu. Jasność ekranu można ustawić manualnie, ale ja polecam skorzystać z automatycznej regulacji, bo czujnik bardzo dobrze reaguje na zmianę warunków zewnętrznych. Jasność minimalna jest akceptowalna, ale nie aż tak niska jak w przypadków AMOLEDów. Standardową funkcją jest możliwość ustawienia temperatury barw, więc każdy może dostosować kolory by były cieplejsze bądź zimniejsze.

Huawei Mate 9
Huawei Mate 9

Na pewno zastanawia Was fakt, jak ma się do siebie połączenie prawie 6-calowej przekątnej z rozdzielczością Full HD. Czy rzeczywiście mamy więcej przestrzeni roboczej? Gęstość pikseli na poziomie 373 ppi w tym przypadku nie jest jakaś zawrotna, ale według mnie w zupełności wystarczająca i do szczegółowości obrazu nie można mieć zastrzeżeń. Owszem, wyższa rozdzielczość mogłaby sprawić, że więcej zmieścimy na ekranie, ale z drugiej strony, bardziej obciążałaby baterię. Huawei, by wilk był syty i owca cała, podszedł do tego trochę inaczej (podobnie było w Mate 8), dlatego mamy coś takiego jak Tryb ekranu, który decyduje o wielkości obrazów i tekstu wyświetlanych na ekranie. Możemy wybrać tryb mały, średni lub duży. Ja używałem smartfonu z trybem średnim i było ok, choć nie zawsze, bo mam wrażenie, że tego typu „skalowania” nie obsługują zewnętrzne aplikacje. Taki WordPress chociażby, mimo sporego ekranu, jest mało komfortowy w obsłudze w poziomie, bo ponad połowę przestrzeni zajmuje klawiatura.

Od niedawna nowością w smartfonach Huawei (było to między innym i w Nova Plus) jest opcja Ochrona wzroku, czyli nic innego jak filtr światła niebieskiego. Funkcja ogranicza intensywność tego światła, ekran wpada w żółtawy kolor i nie męczy tak wzroku podczas długotrwałego wpatrywania się ekran (np. podczas czytania w nocy).

 


SPIS TREŚCI:

  1. OPAKOWANIE I ZAWARTOŚĆ ZESTAWU | SPECYFIKACJA
  2. WYGLĄD I WYKONANIE | EKRAN
  3. APARAT | OPROGRAMOWANIE I FUNKCJE
  4. WYDAJNOŚĆ I MULTIMEDIA | BATERIA
  5. PODSUMOWANIE | PLUSY I MINUSY