Zapominam szybko o absurdach konferencji, której ostatecznie nie widziałem i skupiam się tylko na smartfonach. Huawei P10 przywiozłem ze sobą z Barcelony, więc jeszcze będzie czas, by go dokładnie przetestować, czego nie mogę napisać o P10 Plus, który zawsze jest trudniej dostać. Dlatego też będąc na stoisku Huawei’a to właśnie tym większym smartfonem się zjadłem. Czym tak naprawdę różni się Huawei P10 Plus od normalnej wersji?

Tak jak rok temu, Huawei P10 Plus jest większą i nie ma co ukrywać, że też pod kilkoma aspektami lepszą wersją tegorocznego flagowca od Huawei. Design obudowy jest identyczny (opływowy kształt, charakterystyczne poprowadzenie anten czy czytnik linii papilarnych w pojemnościowym przycisku pod ekranem), ale wersja z Plusem za sprawą 5,5-calowego ekranu jest większa. Mamy znany panel IPS NEO LCD,  ale tutaj nie tylko chodzi o większą przekątną, a też rozdzielczość, która zwiększyła się do WQHD, czyli inaczej mówiąc 2K. Huawei nie ma dużo smartfonów z takim ekranem, więc można było się spodziewać takiego kroku, tym bardziej, że Huawei P9 Plus miał Full HD. Szkoda tylko, że nie zdecydowano się matrycę AMOLED.

Największą zmianą i jednocześnie sporym udoskonaleniem jest aparat. Też są dwa obiektywy opracowane przez firmę Leica, gdzie jeden jest 20-megapikselowy i monochromatyczny, a drugi 12-megapikselowy RGB (podobnie jak w Huawei Mate 9), ale postawiono tutaj na standard SUMMILUX-H 1:1.8/27 ASPH (a nie SUMMARIT jak w Huawei P10 czy P9), więc mamy mniejszą przysłonę f/1.8, a co za tym idzie, wpada więcej światła i mamy lepsze zdjęcia w niekorzystnych warunkach oświetleniowych. Jest też optyczna stabilizacja obrazu i nowy tryb portretowy, ale to można też znaleźć w zwykłym Huawei P10, podobnie jak 8-megapikselowy aparat z przodu, do którego też swoje trzy grosze dorzuciła firma Leica.

Warto też wspomnieć, że Huawei P10 Plus (podobnie jak jego poprzednik) ma diodę podczerwieni na górze, więc może kontrolować inne urządzenia RTV. W jego środku znajdziemy też większą baterię o pojemności 3750 mAh, ale też trochę lepsze parametry, razem z technologią szybkiego ładowania Huawei SuperCharge. Co prawda, procesor jest ten sam, bo to Kirin 960, ale prezentowana wersja na filmie powyżej miała 6 GB RAM i aż 128 GB pamięci wewnętrznej.

Smartfon, a w zasadzie smartfony biorąc pod uwagę też Huawei P10 zostały mocno odświeżone i zyskały nowe funkcje, ale moim zdaniem coś w nich zabrakło i nie zrobiły na mnie aż takiego wrażenia jak LG G6 czy BlackBerry KEYone. Mam wrażenie, że jednak zmian jest zbyt mało albo nie są one aż tak kluczowe. Szkoda, że zabrakło chociażby ochrony przed cieczą czy ładowania bezprzewodowego, bo po pierwsze, inni produceni już to mają i to nawet od kilku generacji, a po drugie, nie sądzę, by Huawei nie miał takich możliwości, by te technologie wprowadzić do flagowca.

Huawei P10 wrócił ze mną z Barcelony, więc od wczoraj działa jako mój „daily driver”. Recenzja wkrótce.

t-mobile-wsparcie-internet