Wygląd i wykonanie

Xiaomi Redmi 4 jest jednym z mniejszych smartfonów obecnie na rynku, a to głównie za sprawą 5-calowego wyświetlacza. Specjalnie nie napisałem, że najsmuklejszy, choć i tak uważam, że nie należy do typowych „grubasów”, bo ma 8,9 mm grubości. Z taką chociażby Xperią X Compact nadal wygrywa. Ta grubość jednak nie bierze się z niczego, bo w środku wsadzono tak pojemną baterię, że nawet flagowce mogą pozazdrościć. Litowo-jonowa bateria o pojemności 4100 mAh robi ogromne wrażenie na papierze, a jeszcze lepiej jest w rzeczywistości, ale o tym, w dalszej części recenzji.

Ciężko jest ten smartfon określić budżetowym, szczególnie patrząc na jakość wykonania. Cała obudowa została stworzona z jednego kawałka aluminium, co jest często spotykane w smartfonach, ale raczej nie w tej półce cenowej. W moim przypadku była to wersja srebrna z białym przodem, ale smartfon można też spotkać w kolorze szarym (ciemnym), wtedy szary jest tył, a przód czarny, wokół ekranu. Obudowa na obydwu krawędziach ma błyszczące szlify, a z tyłu widać dwie wstawki (zapewne) z tworzywa sztucznego – u góry jest mniej widoczna, bo jest w kolorze obudowy, a u dołu widać jaśniejszą „fugę”.

Smartfon pewnie się trzyma w dłoni, a to przez lekkie zaokrąglenia na dłuższych bokach. Naprawdę świetny zabieg, gdzie udało się przez to stworzyć niewielki i poręczny smartfon z ogromną baterią. Układ przycisków i elementów na obudowie jest w większości klasyczny, choć jest jedna rzecz, która go wyróżnia. Na górze ulokowano diodę podczerwieni, która razem ze specjalną aplikacją zamienia Redmi 4 w uniwersalny pilot do sprzętu RTV. Przyciski są dobrze rozmieszczone i odpowiednio wyczuwalne, ale nie wiem czy podobnie jak obudowa, są aluminiowe. Warto jeszcze zauważyć, że na spodzie jest złącze microUSB, niestety bez wsparcia dla szybkiego ładowania i dwie szczeliny, nieco błędnie wskazujące, że mamy dwa głośniki. W rzeczywistości głośnik jest jeden, a w drugim miejscu jest po prostu mikrofon.

Obudowa Xiaomi Redmi 4 sprawia wrażenie odpornej, dobrze wykonanej i solidnej i w rzeczywistości też tak jest, o czym przekonałem się sam na sztuce, która do mnie trafiła, robiąc zupełnie nie planowany „drop test”. Wyobraźcie sobie, że jak nigdy mi się to nie zdarza, tak w tym przypadku, na przestrzeni dosłownie kilku dni, smartfon wyleciał mi dwa razy z kieszeni kurtki i to na beton. Na obudowie pojawiły się zadrapania i głębsze uszkodzenia, ale ekran przetrwał, co jest w sumie najważniejsze.

Wyświetlacz

Jak już wspomniałem, Xiaomi Redmi 4 nie należy do największych smartfonów, a zasługą tego jest 5-calowy wyświetlacz IPS. Jest to ekran dobrej jakości, bardzo szczegółowy (w końcu 441 ppi robi swoje), wyświetlający poprawnie, naturalnie kolory, choć jak to bywa przy tego typu matrycach, nie uświadczymy tutaj głębokiej czerni czy świetnej widoczności w „pełnym słońcu”. Nie mniej, patrząc na cenę, jest naprawdę dobrze i z ekranu można być zadowolonym. Dobrze reaguje na dotyk i wygląda tak jakby miał jakąś powłokę oleofobową, bo nie zbiera tak mocno paluchów, ale niestety zauważyłem już na nim kilka widocznych pod światło zarysowań. Choć te raczej wynikają z mojej nieuwagi i wspomnianych nieco wcześniej dwóch upadków.

Trochę dzieje się też w ustawieniach, bo Redmi 4 można odblokować dwukrotnym puknięciem w ekran czy ustawić automatyczną kontrolę jasności. Jasność maksymalna jest zadowalająca, ale, jak to już bywa przy IPS’ach, ta minimalna mogłaby być niższa, bo w nocy podczas patrzenia trochę męczą się oczy. Na całe szczęście, w smartfonie możemy włączyć tryb czytania, który niweluje światło niebieskie, dostosowując kolory i lenie tak, by czytanie na ekranie smartfonu było przyjemniejsze. W skrócie, ekran nabiera żółtawego koloru. Co ciekawe, siłę tego efektu możemy kontrolować suwakiem, a także określić czy ma działać wszędzie czy tylko w wybranych aplikacjach.

Jedynie co tak naprawdę mnie denerwuje to szeroka, czarna ramka wokół ekranu, która w przypadku białej wersji kolorystycznej bardzo rzuca się w oczy i psuje ogólny efekt. Trochę lepiej wygląda to w wariancie czarnym, ale i tak ewidentnie widać, że Chińczycy mają jakiś kompleks na tym punkcie, bo na niemal wszystkich zdjęciach prasowych smartfon wygląda jak „bezramkowiec”, a w rzeczywistości mamy czarne paski wokół wyświetlacza.

Pod ekranem widać trzy, charakterystyczne dla Xiaomi przyciski systemowe. Patrząc od prawej strony jest to skrót do ostatnio otwartych aplikacji i ustawień pulpitu jeśli dłużej przytrzymamy, przycisk powrotu do ekranu domowego (przytrzymanie uruchamia Google Now) i przycisk wstecz. Xiaomi w ciekawy sposób zaimplementowało tryb obsługi jedną ręką, bo wystarczy przesunąć palcem po trzech przyciskach żeby ekran „przykleił” się do jednej z bocznych krawędzi. Przyciski jak na złość nie są podświetlane, a to ogromna szkoda, bo wydawać by się mogło, że w dzisiejszych czasach jest to standardem.

 


SPIS TREŚCI:

  1. OPAKOWANIE I ZAWARTOŚĆ ZESTAWU | SPECYFIKACJA
  2. WYGLĄD I WYKONANIE | WYŚWIETLACZ
  3. APARAT | PRZYKŁADOWE ZDJĘCIA I FILMY
  4. OPROGRAMOWANIE I FUNKCJE | WYDAJNOŚĆ I MULTIMEDIA | BATERIA
  5. PODSUMOWANIE | PLUSY I MINUSY