Premiera OnePlus 5 już za nami i zakładam, że nawet Ci mniej zainteresowani tym smartfonem zdążyli już zgłębić całą wiedzę na jego temat. I jak to przeważnie bywa przy okazji prezentacji, bądź co bądź ważnego smartfonu, opinie użytkowników są mocno podzielone. Niektórzy zaraz po konferencji mieli już klepnięte zamówienie, a inni przyjęli postawę „bez młotka nie podchoć”. Nie zamierzam tutaj wrzucać tabelek ze specyfikacjami czy opisywać dokładnie wszystkich podzespołów, bo tak naprawdę kto miał w takie dane zerknąć to już dawno to zrobił. Chcę tylko napisać, tak na spokojnie, dlaczego nowy smartfon od OnePlus nie jest pogromną flagowców. 

Zacznę od tego legendarnego wręcz określenia „pogromcy flagowców”, które jest powielane przez wszystkie serwisy na świecie. Owszem, ja też go dzisiaj użyłem, ale akurat tutaj w nieco innym celu. Tak naprawdę czasy „pogromcy flagowców” skończyły się na etapie pierwszego modelu, czyli OnePlus One. To on był tym prawdziwym „killerem”, bo przede wszystkim miał świetną jak na tamte czasy specyfikację, a do tego konkurencyjną cenę, a przez system zaproszeń (głupich, bo głupich, ale pewnych decyzji się już nie cofnie) dawał jedna poczucie posiadania czegoś wyjątkowego jak tylko udało się go kupić. No i jeszcze ta chropowata, jakże praktyczna obudowa, którą do dzisiaj dobrze wspominam. I to by było tyle, bo z każdym kolejnym modelem było nieco gorzej.

Pisząc o OnePlus 5 nie można pominąć mocno dyskusyjnego wyglądu. Wygląd na to, że chłopaki z OnePlus bardzo polubili ostatni smartfon od Apple’a i po prostu się nie postarali. Nikt mi nie wmówi, że smartfon z tyłu nie wygląda jak iPhone 7 Plus i wcale bym się nie zdzwił gdyby okazało się, że to ten sam Chińczyk maczał przy nich palce. Wystający, podwójny aparat w tym samym miejscu, identyczne umiejscowienie mikrofonu i diody doświetlającej czy podobnie poprowadzone paski z antenami. Myśle, że wystarczyłoby podmienić logo i sporo osób miałoby problem z prawidłowym rozpoznaniem modelu. W końcu nadszedł czas, że androidowcy mają swojego iPhone’a.

oneplus-5-front

oneplus-5-back

Tak naprawdę nie ma nic innowacyjnego w tym smartfonie. Nie twierdzę, że jest zły, bo tak nie jest, ale idealnie pasuje do niego określenie tylko poprawnego flagowca. Mam wrażenie, że nikogo w obecnych czasach nie obchodzi najwydajniejszy procesor czy jak najwięcej pamięci RAM, bo teraz nawet średniak za tysiąc złotych z jakimś Snapem z szóstej serii będzie działał bez zająknięcia. Nie liczy się to czy smartfon będzie królował w benchmarkach czy to ile etapów przeszła jego obudowa podczas produkcji. Ludzie, którzy choć trochę się znają, przestają patrzeć już tylko na cyferki, a jak tylko pojawiają się jakieś premierowe testy czy rankingi to nie do końca wierzą w to co tam jest napisane. Ja po przejrzeniu wszystkich dotychczasowych informacji o OnePlus 5 nie jestem w stanie wskazać jednej rzeczy, która by mnie zaskoczyła, ani w oprogramowaniu, ani w specyfikacji, a tym bardziej nie w wyglądzie. Czegoś zabrakło, a tym czymś był po prostu lepszy pomysł na smartfon.

OnePlus 5
OnePlus 5 / fot. OnePlus

 

A skoro o brakach mowa, to jak można nazwać jakiś smartfon „pogromną flagowców” jeśli nie ma tego co inne flagowce? Nie znajdziemy w nim slotu na kartę pamięci, nie będzie też odporności na wodę (choćby zwykłe zachlapanie) czy optycznej stabilizacji obrazu w aparacie, interfejs USB jest „tylko” w 2.0, a na domiar złego bateria ma mniejszą pojemność niż w poprzedniku. I niech mi nikt nie pisze głupot, że w tej cenie nie dało się wszystkiego upchać. Otóż dało się, może nie wszystkie te wymienione rzeczy, ale dało. Tym bardziej, że cena nie jest wcale taka niska jak się spodziewano, a w dodatku do tylko innego, czarnego koloru obudowy trzeba dopłacić jakieś 60 eurogąbek. Koloru?! Rozumiecie? To tak jakbym musiał za takiego zielonego Huawei’a P10 dopłacić kilka stówek tylko dlatego, że jest zielony. Podstawową wersję, czyli tą ze Snapdragonem 835, 6 GB pamięci RAM i 64 GB pamięci wewnętrznej kupimy za 499 euro, czyli jakieś 2200 złotych.

Ale żeby nie było, że tylko narzekam, jest też kilka kwestii, które trzeba pchwalić. OnePlus nie kryje się z typem zastosowanej pamięci i od razu podaje, że RAM to LPDDR4X, a pamięć wbudowana oparta jest na UFS 2.1. To cieszy, bo może oznaczać tylko jedno – działanie szybsze niż szybkość 🙂 A poważnie, wiele wskazuje na to, że OnePlus 5 będzie działał jeszcze lepiej niż OnePlus 3T, w mniejszym stopniu obciążąc baterię. Ale jak będzie, dowiemy się w testach. Na uwagę zasługuje też fakt, jak w różnych sytuacjach poradzi sobie aparat, bo to pierwszy smartfon od OnePlus z podwójnym aparatem z tyłu. Co prawda, brakuje wspomnianego już OIS, ale wszystko inne jest – tryb portretowy, teleobiektyw, filmy w rozdzielczości 4K, tryb manualny czy niższa wartośc przesłony (f/1.7) niż w poprzedniku.

OnePlus 5
OnePlus 5 / fot. OnePlus

 

Tak jak napisałem, jest to smartfon poprawny, a mógłby być najlepszy. Niestety się nie udało i chyba nie tylko ja tak uważam, bo sądząc po komentarzach wiele osób jest po prostu rozczarowanych. Dajcie znać co Wy myślicie o nowym OnePlus 5. Wyznajecie zasadę „tylko OnePlus!” i już macie zamówioną swoją sztukę czy jednak odezwał się rozsądek i wybierzecie coś innego?