Ostatnio coraz bardziej spoglądam w kierunku BlackBerry KEYone. Może stwierdzicie, że jestem jakimś szaleńcem i są tańsze przyciski do papieru, ale ja po prostu lubię niestandardowe urządzenia. Jeszcze nie zdecydowałem, ale może to i dobrze, bo pojawiła się odświeżona wersja oznaczona jako Black Edition. I jak się okazuje, to nie tylko nowy kolor obudowy.

BlackBerry KEYone to z pewnością nietypowy sprzęt, bo jako jedyny obecnie ma najnowszego Androida i fizyczną klawiaturę. To sprawia, że można go poniekąd nazwać wyjątkowym. Problem tylko w tym, że pod względem specyfikacji nie był najlepszą inwestycją, bo 3 tysiące w Polsce to jednak zbyt dużo jak na Snapdragona 625 i 3 GB RAM. Ciężko jest to też wytłumaczyć obecnością BlackBerry Hub i ogólnym bezpieczeństwem, które zapewnia DTEK. To po prostu BlackBerry, a BlackBerry się ceni.

Wracając do BlackBerry KEYone Black Edition, nie wszystko kręci się wokół czarnego koloru obudowy, która swoją drogą wygląda dużo lepiej, gustowniej i bardziej biznesowo. Takie przynajmniej mam wrażenie patrząc na czarną wersję. Ale nowy KEYone to także zmiany w środku, bo pojawiło się 4 GB RAM (w srebrnym jest 3 GB) i dwukrotnie więcej pamięci wewnętrznej – 64 GB zamiast 32 GB. Poza tym, to kompletnie taki sam smartfon jak wcześniej. Czy zatem zapłacimy za ten smartfon tyle co za wcześniejszą wersję? Niestety nie.

BlackBerry KEYone w kolorze Space Black / fot. TCL

BlackBerry KEYone w kolorze Space Black został wyceniony na 649 euro (ok. 2759 złotych), więc obecnie jest to o ponad 50 euro więcej niż kosztuje wersja srebrna. Smartfon pod koniec września ma trafić do Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, a dopiero później (jak to mówią, „later this year”) będzie dostępny w innych krajach w Europie, zapewne też w Polsce.

źródło: BlackBerry