huawei-mate-10-pro-brown

Jak to jest z tym Huawei Mate 10 Pro i jego ceną?

Nie dane mi było w tym roku uczestniczyć w premierze Huawei Mate 10, ale można powiedzieć, że bacznie śledziłem wszystko zza galaktycznego biurka, bo w końcu mieliśmy do czynienia z jedną z najważniejszych smartfonowych nowości w 2017 roku. Skłamałbym gdybym napisał inaczej. Tak, Huawei Mate 10, a w zasadzie to Huawei Mate 10 Pro to smartfon, który śmiało może konkurować z takim Galaxy Note 8 czy LG V30 o miano tego najlepszego i jestem pewien, że pod kilkoma względami ma szansę wygrać. Jedną z kart przetargowych może być cena, ale też nie do końca. Czym zatem Huawei Mate 10 Pro może zaskoczyć?

Od razu napiszę, że nie będę Was kolejny raz zanudzał specyfikacją techniczną i suchymi danymi z konferencji, bo kto miał to sprawdzić to już dawno to zrobił. Chciałbym się skupić przede wszystkim na kilku rzeczach, które dla mnie, niegdyś użytkownika Mate 8 i Mate 9, zrobiły największe wrażenie, zastanowić się po co jest Huawei Mate 10 czy trochę pogdybać o kwocie, jaką trzeba zapłacić za Mate’a 10 Pro w Polsce. Zaczynamy.

To na co w pierwszej kolejności zwróciłem uwagę to design, nieco inny, ale ciągle w pewnym stopniu niepowtarzalny. Można to było zobaczyć już na wczesnych przeciekowych grafikach, a po premierze wszystko się potwierdziło. Od zawsze Mate’y miały metalowe obudowy, ale tutaj jest nieco inaczej – cały tył jest pokryty szkłem, podobnie jak w takim HTC 11, więc smartfon wygląda pięknie do czasu aż weźmiemy go do ręki. Taka przypadłość, ale rzeczywiście nie można mu odmówić elegancji, tym bardziej, że pewnej oryginalności nadaje mu pasek ciągnący się w miejscu aparatów. Przeglądając pierwsze wrażenia innych serwisów można trafić na informacje, że ten Mate lepiej leży w dłoni niż poprzednicy i trudno się z tym nie zgodzić skoro wrzucono do niego nieco wyższy ekran z proporcjami 18:9. To pozwoliło na delikatne zwężenie obudowy, a to z kolei dało pewniejszy chwyt, mimo tego, że ekran ma 6 cali. W przypadku obudowy i wykonania nie wolno zapomnieć o tym, że Huawei Mate 10 Pro jest pierwszym smartfonem tego producenta, który ma certyfikat IP67, więc w końcu nie straszne mu są zachlapania czy przypadkowe zanurzenie w wodzie.

Huawei Mate 10 Pro w kolorze niebieskim / fot. Huawei

No dobra, aparat. Nie ukrywam, że to właśnie on interesował mnie w tym modelu, gdy pierwszy raz zobaczyłem informację o przysłonie f/1.6 i trzeciej generacji Leica. Parametry robiły wrażenie, później doszła jeszcze wiadomość o optycznej stabilizacji obrazu i patrząc po zdjęciach, którymi już pochwalili się inni dziennikarzem mający nowego Mate’a w rękach, aparat naprawdę daje radę w nocy. Wyciąga sporo z otoczenia i zdjęcia wyglądają dobrze, ale czy lepiej niż z takiego Samsunga Galaxy Note 8? Nie wiem, bo tego dowiemy się dopiero, gdy ktoś zrobi jakieś obszerniejsze porównanie. Nie do końca rozumiem działanie dodatkowego, podobno inteligentnego procesora NPU, który między innymi ma za zadanie rozpoznawać fotografowane obiekty i automatycznie dostosowywać do nich ustawienia aparatu. Czy rzeczywiście będzie to tak istotne kiedy będę fotografował psa, a chwilę później podchmielonego jegomościa w tramwaju? Może tak, bo w końcu… w Kielcach nie ma tramwajów.

Aparat w Huawei Mate 10 Pro / fot. Huawei

Zwróciłem też uwagę, na to jak Huawei rozwiąże tryb komputerowy (PC Mode). I zdaje się, że ogarnął to lepiej niż samsungowy DeX, bo żeby wyświetlić interfejs podobny do tego w komputerach wystarczy jeden przewód USB Type C – HDMI, a nie stacja dokująca. Oczywiście obydwa rozwiązania mają swoje plusy i minusy, ale w przypadku Huawei’a zawsze mamy to jedno urządzenie mniej. Po podłączeniu Mate’a do monitora czy telewizora, interfejs automatycznie dostosowuje się do nowego układu, a ekran zamienia się w gładzić. Wystarczy jeszcze podłączyć klawiaturę na Bluetooth i wszystko. Wątpię bym kiedyś z tego skorzystał, bo takie rozwiązanie nigdy nie zastąpi nam komputera, ale miło, że taka funkcja jest.

Co z tym Huawei Mate 10? Jak wiadomo w Polsce go nie będzie co jest trochę przewrotnym podejściem, bo zazwyczaj w naszym kraju nie było tych lepszych wersji. Ale czy Pro to rzeczywiście lepsza wersja? Tutaj bym się spierał, może nie lepsza, a bardziej standardowa, co głównie widać, po wyświetlaczu w proporcjach 16:9 czy czytniku linii papilarnych umiejscowionym w przycisku pod ekranem (a nie z tyłu jak w Pro). Z jednej strony szkoda, że mamy tylko wersję Pro, bo z pewnością jest sporo zwolenników tych dwóch rozwiązań, o których wspomniałem, ale z drugiej, gdybym rzeczywiście miał wybierać, poszedłbym w kierunku Huawei Mate 10 Pro, bo lepiej wtapia się w obecnie panujące trendy.

Huawei Mate 10 pro – kolory / fot. Huawei

Na koniec zostawiłem sobie cenę, bo mam pewne przemyślenia, dlaczego jest taka, a nie inna. Prawda jest taka, że teraz Huawei Mate 10 Pro jest standardową wersją smartfona, a nie jak to było rok temu, tą droższą i lepszą, bo ma w nazwie „Pro”. Pamiętacie różnice między Huawei Mate 9, a Huawei Mate 9 Pro? No właśnie, było ich znacznie więcej, co odbiło się na dostępności i cenie. To, że teraz dodali do nazwy Pro i zrobili pewien myk marketingowy i to, że „zwykłej” wersji w ogóle nie będzie, wcale nie oznacza, że cena smartfonu jest dobra, by nie powiedzieć atrakcyjna. Ale cel zostanie osiągnięty – ludzie to „Pro” na pewno będą dostawiać słowo „lepszy”. Owszem, w porównaniu z niektórymi innymi flagowcami jest taniej, ale trzy i pół tysiąca, niezależnie od tego co smartfon w sobie ma (a w zasadzie czego nie ma, bo i tak brakuje mu między innymi ładowania bezprzewodowego, slotu na kartę SIM czy mini jacka, który ciągle dla wielu osób jest istotny) jest nadal wysoką kwotą jak za tak dobry kawałek elektroniki. Każdy spodziewał się kwoty w okolicach 4 tysięcy czy więcej, bo do tego przyzwyczaili nas inni producenci w tym roku, krzycząc sobie za swój sprzęt coraz to wyższe kwoty. Tak naprawdę wszystko jest „po staremu”. Wszyscy podnieśli cenę, a Huawei to Huawei, też podniósł, ale proporcje się nie zmieniły, nadal iPhone i Samsung są tymi najdroższymi, a Huawei jest tańszy, tylko granica u wszystkich przesunęła się wyżej.

Halo LG, zobacz jaki smartfon można kupić za 1499 złotych

Huawei Mate 10 Pro został wyceniony na 3499 złotych. Będzie w przedsprzedaży od 27 października i każdy kto zdecyduje się na smartfon w pierwszej kolejności dostanie w ramach gratisu kamerkę 360. Kamerka to małe, sprytne urządzenie, które podłączymy do USB Type C w smartfonie.

Słowa kluczowe

Komentarzy: 4

Zostaw komentarz
  1. Andzej
    paź 27, 2017 - 10:37 AM
    • Krzysztof
      paź 27, 2017 - 11:47 AM

      Dokładnie, w sumie spoko dodatek w przedsprzedaży. Szkoda, że nie jest znana polska cena tej kamerki.

      Odpowiedz
  2. PiotrekM
    lis 15, 2017 - 12:17 PM

    Telefon fajny, ale robi bardzo słabej jakości filmy.

    Odpowiedz
    • Krzysztof
      lis 15, 2017 - 11:30 PM

      Trochę tak. Z aparatem się genialnie podciągnęli, ale nadal Mate 10 Pro w przypadku nagrywania w 4K jest o krok dalej za np. takim Galaxy S8.

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Biznes-Host

Wszelkie prawa zastrzeżone - galaktyczny.pl