Nintendo nie dla Polski, Polska tak bardzo dla Nintendo

Jako wielki fan gier i konsol firmy z Kioto, zależy mi na tym by jak najwięcej osób mogło mieć styczność z ich produkcjami. Bardzo często piszę teksty chwalące Big N i nie robię tego patrząc przez różowe okulary. Oni na te ciepłe słowa zasługują. Trzeba jednak też w końcu napisać o tym, co idealne w ich wykonaniu nie jest, bo sporo można kręcić nosem na podejście Nintendo do polskiego rynku. Jak to w końcu jest z tym Nintendo w Polsce?

Zacznę od kwestii której w żaden sposób nie popieram – piractwo. Lata 90-te i początek obecnego stulecia były nim przesiąknięte. Nie ma co się oszukiwać, niemal każdy „piracił”, bo nikogo nie było stać na kupno gry. Wtedy nawet sporym wydatkiem było kupno płyty CD. Na granie w oryginały mogli pozwolić sobie tylko ci co bardziej zamożni. Handel nielegalnym oprogramowaniem był tak naturalnym procesem, że nawet doczekaliśmy się „oficjalnej” podróbki Nintendo Entertainment System (NES). Mowa tutaj o słynnym Pegasusie, którego historia powstania była tak ciekawa, że spokojnie można o tym napisać osobny artykuł. Dzisiaj jednak nie o tym. Pegasus, dziecko postkomunizmu, choć wiele Nintendo zabrał, jeszcze więcej dał. Na konsoli tej wychowało się całe pokolenie Polaków. Dzisiejsi 25-, 35-latkowie całymi dniami zagrywali się w Super Mario Bros, a wielu z nich nawet nie wie, że jest to marka Big N.

Kto więc zawinił? Zawiniło samo Nintendo, bo nie potrafiło wykorzystać szansy jaką dla nich stworzył Pegasus.
Co ciągle się za nimi do dziś.

Gdy na rynku pojawiło się pierwsze PlayStation, a po nim Sega Saturn, w naszym nadwiślanym kraju pierwsza firma była znana jako producent elektroniki, a drugiej niemal nikt nie kojarzył. Zaś Nintendo choć może nie tak dobrze rozpoznawalne z nazwy, mogło w łatwy sposób podbić nasz rynek. Wystarczyło tylko wyjść przed ludzi i powiedzieć – my jesteśmy Nintendo i to nasze jest Mario, nasze są „kaczki” i wiele innych gier które kochacie. Kupcie Nintendo 64, a nadal będziecie mogli w te tytuły grać. Niestety Nintendo aż do dzisiaj nigdy nie postawiło swojej nogi na polskiej ziemi. Od samego początku zawierają umowy z zewnętrznymi dystrybutorami, którzy ich reprezentują. Nie mnie też tutaj oceniać te firmy. Każda z nich chce zarobić na Nintendo, ale żadna nie będzie nadstawiała za nich karku. Promują konsole i gry Nintendo na tyle, na ile jest to dla nich opłacalne. Brakuje ze strony Nintendo odważnego wejścia na nasz rynek i stworzenia oficjalnego oddziału w Polsce.

Super Mario / fot. Pixabay

Odpowiedzialni rodzice chcą dla dzieci gier pomysłowych, z bajkową oprawą, bez przemocy i przekleństw, oraz w polskiej wersji językowej, z możliwością grania w co najmniej dwie osoby. Dzieci życzą sobie GTA, Call of Duty, Battlefieldy, a jeśli któreś interesuje się sportem, to poprosi o Fifę. Na PlayStation 4 i Xbox One gier dla młodszych jest kilkanaście na krzyż, a nie daj Bóg jak maluchowi nie podejdzie uniwersum Lego. Wtedy niemal 80% pozycji przeznaczonych dla nich odpada. Zaś reszta, która pozostaje, to w większości tytuły co najwyżej dobre. Dzieciaki nie chcą być gorsze, chcą grać w prawdziwe hity, o których się mówi w Internecie, lecz te w przeważającej większości posiadają znaczek 18+. Stąd to GTA, Call of Duty.

Przy okazji rosnącej popularności Nintendo 3DS i Nintendo Switch na świecie, wielu graczy pokolenia Pegasusa teraz powraca do Big N. Są oni tymi grami oczarowani i chętnie je promują. Stąd rośnie w naszym kraju świadomość na temat Nintendo. Nie za sprawą działań japońskiej korporacji, ta nadal wierzy, że dobry produkt w kraju takim jak nasz wypromuje się sam. Szkoda, że pomimo posiadania wręcz znakomitej oferty, nie starają się z nią do nas trafić. W poprzednim akapicie jasno napisałem jakich tytułów chcą dla swoich pociech rodzice. Są to wypisz wymaluj gry Nintendo, ale firma nie wychodzi im na przeciw. Nie tłumaczy na język polski swoich gier, nie promuje ich tak jak należy. Całe pokolenie Polaków zna gry Nintendo. Pewnie połowa z nich rozstała się już z padem, ale chętnie by pewnie za niego ponownie chwyciła i pokazała swoim dzieciom, w co kiedyś się godzinami grało, gdyby tylko wiedzieli, że nowe części Mario nadal powstają i są jeszcze lepsze niż dawniej. Druga połowa nadal obcuje z grami Nintendo, ale ma mocno utrudniony do nich dostęp. Trzeba kombinować skąd wziąć takie gry i gdzie będzie najtaniej. Często najlepszym wyjściem jest ściągnąć zza granicy. Tak być nie powinno.

Mario Kart 8 na Nintendo Switch / fot. Pixabay

Wystarczyłoby aby Nintendo zaczęło lepiej współpracować z przedstawicielami polskiego Internetu, a dzieci zaczęłyby z miejsca zamęczać rodziców o ich produkty. Samym rodzicom pomóc w ten sposób, że zaoferować dużo lepszy dostęp do gier i konsol oraz zachęcić ich atrakcyjną ceną. Reklama w TV nie zaszkodziłaby, ale traktowałbym ją raczej jako najmniej ważny aspekt kampanii. Mocniej i bardziej efektywnym aspektem mogący trafić do rodziców jest promowanie swoich sprzętów w galeriach handlowych. Organizacja imprez, na których każdy by mógł złapać za kontroler i samemu zagrać.

Problem też tkwi w samym Nintendo. Jest to firma niezwykle specyficzna, totalnie nie potrafiąca współpracować z innymi. Zawsze swoją racją stawiająca ponad wszystkimi. Przez takie podejście nagrabili sobie w erze Nintendo 64 i do czasów Switcha miała pod górkę z grami multiplatformowymi. Powolutku obraz ten zaczyna się zmieniać, bo wraz z premierą Nintendo Switch coraz bardziej widać, że Nintendo naprawdę się stara. Niskie ceny zestawów deweloperskich pozwalają tworzyć studiom niezależnym, z czego ci chętnie korzystają. Próbują też przekonać do siebie wielkich wydawców i chyba to im się udaje. Jak jednak będzie, przekonamy się w najbliższym czasie. Ktoś też może słusznie zwrócić uwagę, że już Wii, Nintendo DS, 3DS sprzedały się znakomicie. To prawda, ale Nintendo zachłyśnięte własnym sukcesem jeszcze bardziej wypięło się na innych, umacniając się w przekonaniu, że nikt im nie jest potrzebny. Zasada była prosta – albo zgadzacie się na wszystko co od Was wymagamy i my wtedy pozwalamy Wam tworzyć na naszych systemach, albo spadajcie. Jakże zgubne było to myślenie pokazało Wii U. Jednak Nintendo poza swoją oryginalnością i genialnymi grami, potrzebuje również niepodległych sobie deweloperów. I chyba w końcu to do nich dotarło. Oby nie zapomnieli tej lekcji.

Luigi, Yoschi i Mario / fot. Pixabay

Nie wszystko jednak od Nintendo zależy i nawet najszczersze chęci im nie pomogą, jeśli gry wydawców takich jak EA, Activision, Ubisoft nie będą sprzedawać się na ich konsoli, wtedy zakończy się jej wspieranie, a bez niego wielu graczy straci zainteresowanie. Na szczęście stał się cud, wyszło Nintendo Switch, przy okazji którego firma matka zaprezentowała światu swoje nowe oblicze. Nawet w Polsce konsola ta sprzedaje się nadspodziewanie dobrze. Ma ona w sobie cechy, jakich nie posiadają inne systemy, co przekłada się na chęć posiadania przez każdego. Może jak i my Polacy hurtowo kupimy Switcha, to w końcu Nintendo dostrzeże nas na mapie Europy. A jeśli tego nie zrobią, to znowu stracą swoją wielką szansę, bo przede wszystkim to im powinno bardziej zależeć na nas, niż nam na nich.

Przy okazji, jeśli macie Switcha albo planujecie go zakupić, chcecie dołączyć do małej, ale ciągle rosnącej społeczności fanów Nintendo w Polsce to zapraszamy na facebookową grupę SWITCHED, gdzie znajdziecie informacje o grach i konsoli, akcesoriach i promocjach, nowości i porady użytkowników.

Słowa kluczowe

Wszelkie prawa zastrzeżone - galaktyczny.pl