To ja, najnowszy smartfon Samsunga. Mają mnie oficjalnie pokazać dopiero pod koniec lutego w Barcelonie. W sumie to już niedługo i wiecie, sam nie mogę się już doczekać, bo będę naprawdę wyjątkowym smartfonem. Tak przynajmniej mówią. Ale wybaczcie, znowu nie udało mi się ukryć przed dziennikarzami, bo na miesiąc przed premierą jakiś Evan wrzucił moje zdjęcie do internetów. Co za drań! I to nie pierwszy raz, więc chyba się na niego obrażę.

Inaczej nie da się chyba zacząć tego tekstu. Znowu musi być z lawiną ironii, bo tak zwani „popuszczacze” znowu pobili swoisty rekord. Kiedyś takie grafiki pojawiały się na dzień, może kilka dni przed pokazem. Teraz miesiąc wydaje się standardem, ale kto wie, może w niedalekiej przyszłości gapiąc się na konferencję z takim Galaxy S10, zaraz pojawią się pierwsze graficzne wzmianki o Jedenastką? Zmienia się, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że takie osoby raczej nie robią tego bezinteresownie. Lajki się zgadzają, więc hajs też musi.

No dobra, ale jak już się trochę informacji „popuściło” to spójrzmy co tym razem mamy. Jak się okazuje, Samsung Galaxy S9 i Galaxy S9+ w całej okazałości, no prawie, bo tylko z przodu. Oby tylko nie okazało się, że idealnie będzie pasować tutaj powiedzenie – z tyłu liceum, a z przodu muzeum. Bo trochę tutaj mogę mieć racji i zdaje się, że z poprzednikiem efekt „wow” był większy. Patrząc na poniższą grafikę z przyszłym flagowcem Samsunga mam wrażenie, że bliżej mu do niedawno pokazanego Samsunga Galaxy A8 niż Ósemek z ubiegłego roku. Poważnie, chociaż z drugiej strony podoba mi się to, że wyświetlacz wydaje się bardziej płaski, co akurat mi pasuje. Nad nim rządek czujników, kamer i innych elementów. Nie chcę nic mówić, ale już się tam miejsce kończy.

Samsung Galaxy S9 i Galaxy S9+ / fot. evleaks

Warto też zerknąć na datę na ekranie. Skoro Samsung Galaxy S9 ma pojawić się na MWC, dokładnie 25 lutego to bardzo prawdopodobne jest to, że do sprzedaży trafi już 16 marca.

źródło: evleaks