Jak to jest z tym Androidem w BlackBerry?

Co prawda z PRIV’em zabalowałem tylko chwilę, mimo tego, że miał dwie rzeczy, które w BlackBerry chciałem zawsze zobaczyć – sprzętową klawiaturę i system Android. Nie wiem, ale coś w tym smartfonie było nie tak, coś co mnie od razu odpychało. Ale jak tylko pojawił się KEYone to sytuacja odwróciła się o 180 stopni, a ja tłumaczę sobie to tym, że mimo obecności klawiatury to jednak sam smartfon wygląda na bardziej regularny i… nieprzekombinowany? Tak to jest chyba najlepsze słowo.

Testowany egzemplarz trafił do mnie z Androidem 7.1.1 Nougat i póki co nic nie zapowiada, by w najbliższym czasie otrzymał Oreo. Szkoda, ale wiecie co? Jakoś mnie to bardzo nie smuci, bo przynajmniej jako jeden z pierwszych smartfonów dostał styczniowe poprawki bezpieczeństwa. Android na pierwszy rzut oka wygląda jakby pochodził „prosto od Google”, ale gdy wejdziemy głębiej to zauważymy sporo dodatków od BlackBerry. I w większości są to dodatki na plus, które po części są przeniesione z systemu BlackBerry OS, ale zanim o nich napiszę to jeszcze kilka słów o nakładce – BlackBerry Launcher. Z początku wygląda bardzo niepozornie, ale wystarczy wejść w ustawienia, by zobaczyć ile dobrego wnosi. Przede wszystkim obecność nakładki widzimy już w menu z aplikacjami, które jest podzielone na trzy zakładki (Aplikacje, Widgety i Skróty) i gdzie możemy ustawić konkretne sortowanie wszystkich programów. Ale najlepsze jest to, że w przypadku każdej (każdej!) aplikacji, niezależnie czy fabrycznej czy doinstalowanej przez użytkownika, możemy zmienić nazwę albo ukryć ją tak, by nie wyświetlała się w menu głównym. Widzieliście coś takiego w innym smartfonie? Bo ja jak sięgam pamięcią to nie. Tam też zmieniamy tapetę, ale też układ i rozmiar ikon, kolor motywu czy skróty klawiaturowe.

To dostajemy od BlackBerry

Nie mogę rozpocząć tego akapitu inaczej niż pisząc o BlackBerry Hub, czyli aplikacji bądź jak ktoś woli usłudze, będącej agregatorem wszystkich naszych kont dodanych do systemu, które pozwalają nam w jakiś sposób komunikować się ze światem. Czyli takie miejsce w stylu „wszystko w jednym”, gdzie mamy zarówno dziennik połączeń i wiadomości, ale też skrzynki mailowe, Twittera, Facebooka, Instagrama czy Messengera, to wszystko odpowiednio podzielone z własnymi, indywidualnymi ustawieniami. Co więcej, każde konto może mieć przydzielony kolor, co pozwala nam szybciej odnaleźć się w Hubie, a w przypadku kont pocztowych możemy nawet określić kolor diody powiadomień (np. jeśli dostaniemy wiadomość na prywatną skrzynkę to świeci na czerwono, jeżeli na służbową to na niebiesko). Pioruńsko przydatnym rozwiązaniem są gesty prawo/lewo, które pozwalają usunąć wybraną pozycję lub przykładowo ustawić na nią przypomnienie w późniejszym terminie czy też tak zwane „uszczypnięcie”, które wyświetli nieprzeczytane wiadomości. Możemy tworzyć własne widoki, pokazywać lub ukrywać wybrane elementy, ustawić ciemny motyw czy włączyć usługę działania w tle, by szybciej dochodziły do nas powiadomienia.

BlackBerry Hub to bardzo rozbudowane centrum komunikacyjne, ale trzeba mieć na uwadze to, że nie działa tak jak w BlackBerry OS. Chodzi o to, że nie otwiera konkretnych pozycji w obrębie Huba tylko przenosi nas do konkretnej aplikacji – na przykład, po kliknięciu na danego tweeta przenosi nas do aplikacji Twitter. Mnie brakuje jeszcze gestu odświeżania znanego ze stockowych programów, ale ogólnie aplikację oceniam bardzo pozytywnie, bo to głównie przez nią czuję, że mam narzędzie do pracy, a nie tylko smartfon.

W systemie jest coś takiego jak Karta Produktywności, o której już wyżej wspomniałem i którą użyłem raptem kilka razy. Domyślnie kartę wysuwamy od prawej strony ekranu i od razu widzimy czy mamy jakieś zaplanowane spotkania, nieprzeczytane maile czy zadania do wykonania „na wczoraj”. Wiem, że jest to funkcja, by – jak sama nazwa wskazuje – stać się jeszcze bardziej produktywnym i trzymać w ryzach swoje codziennie zadania, ale ja poradziłem sobie jakoś bez tego. Ale, nie mówię ostatecznego słowa i być może jeszcze się do tego przekonam.

Co jeszcze znajdziemy ciekawego?

– Password Keeper – aplikacja do przechowywania wszystkich haseł w jednym, bezpiecznym miejscu; opcjonalna kopia na dysku Google; logowanie za pomocą hasła lub odcisku palca.

– BBM – komunikator od BlackBerry, wymagane jest konto BlackBerry do zalogowania.

– Privacy Shade – funkcja, która uniemożliwia osobom postronnym podejrzenie tego, co aktualnie przeglądamy na ekranie; po włączeniu pojawia się niewielki pasek lub „lupa”, który przesuwamy po ekranie, a reszta jest przyciemniona. Możemy dostosować obszar podglądu, a także intensywność zaciemnienia.

– Przenoszenie zawartości – aplikacja do przenoszenia danych z innego smartfonu; wspiera BlackBerry OS, Android i iOS.

– Zadania – aplikacja do zarządzania zadaniami; dodawanie zadań z przypomnieniem; odznaczanie zadań wykonanych.

– Skrytka (Locker) – prywatne miejsce na osobiste pliki; zabezpieczenie PIN’em albo odciskiem palca.

Czym jest ten cały DTEK?

Od razu napiszę, że nie odpowiem bezpośrednio na to pytanie i przyznam się bez łaskotania piórkiem po stopach, że nie skonfigurowałem tej usługi od razu po przełożeniu karty i używania smartfonu jako mojego daily. Wszystko przez to, że trochę nie wierzyłem w to, że smartfon z Androidem może być bezpieczny i nie widziałem, by DTEK gdzieś tam w tle jakoś bardziej chronił moje urządzenie. Ale może właśnie o to chodzi, by tego nie widzieć i mieć po prostu spokój, że używamy „najbezpieczniejszego smartfonu z Androidem”, jak to BlackBerry o nim mówi? I coś w tym chyba jest, choćby ze względu na szyfrowanie wszystkich danych czy raport stanu zabezpieczeń, który między innymi pokazuje, jak działają wszystkie aplikacje kiedy „nie patrzymy”. I powiem Wam, że trochę się przeraziłem jak zobaczyłem, że taki Android Wear od czasu instalacji uzyskał dostęp do kontaktów prawie 320 tysięcy razy. DTEK to taki trochę nasz stróż, bo wystarczy, że włączymy opcje programistyczne, a aplikacja od razu to wykryje i wyświetli ostrzeżenie.

A w środku… Snapdragon 625

Czy smartfon za ponad 3 tysiące złotych może mieć Snapdragona 625? Tak, może i nazywa się BlackBerry KEYone. Nie popuszczę, bo rzeczywiście za ten smartfon trzeba zapłacić mnóstwo pieniędzy i na pewno nie dlatego, że w środku mamy procesor ze średniej półki. Taka cena jest zbyt wysoka i nikt nie przekona mnie, że jest inaczej. Jasne, nie potrzebujemy teraz najnowszego układu, by smartfon działał płynnie, ale mimo wszystko moim zdaniem lepiej wyglądałaby tutaj taka 821-ka, którą zastosowano choćby w LG G6, niż procesor, który jest sercem dużo tańszych modeli jak Xiaomi Redmi Note 4 czy Asus Zenfone 3.

Spotkałem wiele opinii dotyczących działania tego smartfonu i część z nich podzielam, ale muszę zwrócić uwagę na jedno, że większość recenzentów testowało wersję srebrną, która jest słabsza od czarnej. Wersja Black Edition ma 4 GB pamięci RAM i 64 GB pamięci wewnętrznej i moim zdaniem sprawuje się znacznie lepiej od pierwotnej, srebrnej. Na mój gust smartfon działa zadowalająco płynnie, choć na pewno nie można go nazwać najszybszym smartfonem ostatniego czasu. Ale wydaje mi się, że najszybszym BlackBerry już tak. Na pewno trochę brakuje mu do płynności i szybkości działania OnePlus 5T, czasami zdarzy się tak, że trzeba chwilę dłużej poczekać na uruchomienie jakiejś aplikacji czy wyłapać przycinki podczas szybszego scrollowania Twittera, ale nigdy nie miałem sytuacji, by system niespodziewanie wykrzaczył się czy sam z siebie niepotrzebnie ubił jakąś aplikację. Napiszę nawet więcej, jeszcze nie miałem w rękach telefonu, który tak genialnie trzymałby uruchomione aplikacje w pamięci operacyjnej. Dochodziło do takich sytuacji, że programy uruchomione rano mogłem na spokojnie włączyć wieczorem bez żadnego przeładowywania. Dlatego jeśli miałbym wybierać wersję KEYone to tylko Black Edition, ale przede wszystkim pod względem stabilności.

Jedyne co bym tutaj zmienił to typ pamięci na szybsze, bo wyraźnie widać, że w środku KEYone’a siedzą moduły eMMC. Potwierdzeniem tego niech będzie test pamięci z programu AndroBench:

– Sekwencyjny odczyt danych: 273,01 MB/s.
– Sekwencyjny zapis danych: 178,73 MB/s.
– Losowy odczyt danych: 54,79 MB/s.
– Losowy zapis danych: 15,41 MB/s.

W tym miejscu warto wspomnieć o modułach łączności, ale nie będzie to długi akapit, bo wszystkie działają bez żadnego zarzutu. Nie zauważyłem żadnych nieprawidłowości w funkcjonowaniu Wi-Fi, Bluetooth, GPS czy NFC, ale też nie zakładałem, że będzie inaczej, bo jednak jest to smartfon do wszechstronnej pracy. Musi zatem dobrze i szybko wyznaczać pozycję, bezproblemowo łączyć się z sieciami bezprzewodowymi niezależenie od zakresu i działać z innymi urządzeniami na Bluetooth. W skrócie – tak było, bo niemal codziennie używałem Yanosika, łączyłem BlackBerry z transmiterem Rodimi w samochodzie i czasami przesyłałem pliki na komputer.

Na pochwałę zasługuje też głośnik do rozmów, bo rzeczywiście zapewnia wysoką jakość połączeń, zarówno w trybie normalnym jaki głośnomówiącym. Tutaj bez zastrzeżeń. Nieźle radzi sobie głośnik do multimediów, choć akurat tutaj żałuję, że w trybie poziomym nie ma efektu stereo z wykorzystaniem głośnika nad ekranem. KEYone ma dodatkowy mikrofon na górze i wielofunkcyjną diodę powiadomień, która może świecić na kilka kolorów.

Klawiatura QWERTY!

Prawda jest taka, że bez tej klawiatury nie byłoby w ogóle tego smartfonu. To ten element wyróżnia KEYone’a od wszystkich innych smartfonów, nawet tych wcześniejszych od BlackBerry, które też miały fizyczną klawiaturę. To ten element sprawia, że możemy obsługiwać smartfon w nieco odmienny sposób, który bardzo intryguje, ale jednocześnie też pomaga. Tutaj muszę zaznaczyć, że po kontakcie ze smartfonem z taka klawiaturą będą towarzyszyły nam tylko dwa odczucia – albo nam się to mega spodoba i będziemy chcieli korzystać codziennie albo po pierwszym kontakcie powiecie, że to nie dla was, a smartfon rzucicie w kąt. Nie będzie nic pośrodku.

BlackBerry KEYone
BlackBerry KEYone

Klawiatura w BlackBerry KEYone ma cztery rzędy i łącznie 35 przycisków, wliczając w to spację, która trochę odróżnia się od reszty. Spacja na oko ma szerokość trzech przycisków i nie jest tak śliska jak inne klawisze, a to wszystko dlatego, że w spacji został schowany czytnik linii papilarnych. Ja od zawsze byłem zwolennikiem skanerów z tyłu, ale muszę przyznać, że z tego w KEYone korzystało mi się równie wygodnie. Czytnik jest pojemnościowy, więc działa od razu, gdy przyłożymy do niego palec (nie musimy wcześniej podświetlać ekranu), reaguje bardzo szybko (choć nie tak szybko jak w chociażby w Huawei P10) i jest wystarczająco dokładny. Ze względu na to, że czytnik znajduje się z przodu to najrozsądniej jest zarejestrować obydwa kciuki, tak, by jak najszybciej i najwygodniej odblokować urządzenie, niezależenie od tego, którą ręką je złapiemy. W przypadku spacji najbardziej irytuje tylko dźwięk kliku podczas pisania, który jest inny niż przy pozostałych przyciskach.

Ok, ale w końcu trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie – Jak pisze się na takiej klawiaturze? Otóż, w moim odczuciu pisze się wygodnie, ale po pierwsze trzeba to lubić i mieć trochę duszę gadżeciarza, a po drugie, trzeba się do tego trochę przyzwyczaić. Mnie zajęło to kilka dni. Musimy wyzbyć się niektórych nawyków ze zwykłych smartfonów z dotykową klawiaturą na ekranie, ale trzeba też mieć na uwadze to, że na takiej fizycznej klawiaturze nie będziemy pisać szybciej niż na dotykowej. Mimo tego, że w systemie mamy „wspomagacze” w formie słownika, który uczy się tego jak i co piszemy czy gestów błyskawicznego wybierania podpowiedzi muśnięciem do góry, to nie da się szybciej pisać, po prostu nie da się, choć byśmy bardzo tego chcieli. Podczas pisania mamy szybki dostęp do symboli dzięki dedykowanemu przyciskowi, ale też dodatkową belkę w części ekranowej, na której znajdują się skróty między innymi do edytora, emotikon i schowka. Klawisze mają właściwą wielkość, by można było w nie trafić (nawet jeśli ktoś ma większe palce) i odpowiedni skok z takim „ciepłym”, dobrze wyczuwalnym klikiem, który od razu „mówi” nam, że tak, to na pewno BlackBerry. Trochę kołyszą się na boki, ale podczas pisania kompletnie nie zwracamy na to uwagi. Przyciski są śliskie, co raczej nie utrudnia pisania, a tylko denerwuje, gdy trochę się zabrudzą, ale ciężko jest określić ich powierzchnię – na pewno nie są płaskie, ale też nie można o nich powiedzieć, że mocno wystają i tylko przeszkadzają. Ich kształt najlepiej pokazuje poniższe zdjęcie.

Świetną funkcją jest to, że w klawiaturze jest wbudowany gładzik. Przesuwając palcem po klawiaturze w górę lub w dół możemy przykładowo przesuwać listę czy strony internetowe, a wykonując gest w lewą stronę usuwamy ostatnio wpisane słowo, np. w wiadomości. Przeglądanie treści na ekranie bez ograniczania sobie widoku ręką z pewnością można zaliczyć do plusów, ale z kolei takie scrollowanie nie działa aż tak płynnie jak zrobienie tego samego, ale przez muśnięcie ekranu. W dodatku, gdy przesuniemy palec, ale go przytrzymamy, to obraz na ekranie zacznie drżeć, dopóki nie podniesiemy palca. Gładzik w klawiaturze nie jest wcale taką nowością, bo widzieliśmy go już w BlackBerry Passport, ale niestety muszę stwierdzić, że tutaj ma nieco ograniczone możliwości. Mnie najbardziej brakuje tutaj swobodnego poruszania kursorem przesuwając palcem po klawiaturze.

Kolejną bardzo przydatną opcją jest możliwość przypisania dwóch skrótów klawiszowych – kliknięcie i przytrzymanie – do każdego przycisku z literą. Jak dobrze liczę, daje to nam aż 52 skróty, więc dziewicę z politechniki dla tego, kto wykorzysta je wszystkie. Może to być skrót do wybranego kontaktu, funkcji w systemie czy aplikacji. Ja korzystam tylko z kilku najpotrzebniejszych, gdzie dłuższe przytrzymanie „B” wyświetla statystyki baterii, „P” z kolei to skrót do przeglądarki, a „L” to latarka.

BlackBerry KEYone
BlackBerry KEYone

Gdybym miał coś jeszcze zmienić w klawiaturze to byłoby to na pewno podświetlenie. Nie jest najgorsze, ale według mnie można było to zrobić lepiej, dokładniej. Podświetlenie przycisków nie jest równomierne i w porównaniu do trzech przycisków systemowych między ekranem, a klawiaturą wpada lekko w żółtawy kolor. Akurat kolor jak i tylko jeden poziom świecenia jakoś mocno mi nie przeszkadza, ale nie spodziewałem się, że podświetlenie klawiszy w smartfonie za około trzy tysiące złotych przypomni mi jak wyglądała klawiatura w starych Nokiach.

 


SPIS TREŚCI:

  1. Wygląd, wykonanie. Convenience Key. Wyświetlacz
  2. Android. Działanie, oprogramowanie. Klawiatura QWERTY
  3. Aparat. Bateria. Podsumowanie, Plusy i minusy