Vivo V9 albo jak ktoś woli, kolejny smartfon, którego wygląd jest mocno inspirowany iPhonem X. Smartfon, zapowiadający się na tegorocznego flagowca chińskiej firmy, może być jeszcze jedną smartfonową propozycją z premierą w marcu, bo jak wiadomo, pod koniec tego miesiąca ma pojawić się też Huawei P20. Propozycją na pewno sporo tańszą, ale nie mniej ciekawą.

Vivo V9 rzeczywiście czerpie garściami z designu najnowszego „jabłka”, ale mam wrażenie, że póki co zrobił to najlepiej. I jak nie cierpię tego bezsensownego wycięcia w ekranie (jeżeli nie ma tam takich czujników jak w iPhonie) to całościowo smartfon od Vivo nawet mi się podoba. Wygląda lepiej niż taki ZenFone 5 czy każdy inny chińczyk z notch’em, ale wiadomo, to tylko moja subiektywna ocena. V Dziewiątka nie tylko dobrze wygląda, ale też została całkiem sowicie wyposażona, po prostu jak nie smartfon z Chin.

Vivo V9 – najważniejsze cechy / fot. GizmoChina

Najważniejsze cechy zostało bardzo czytelnie wyszczególnione na powyższej grafice (która swoją drogą pojawiła się na oficjalnej stronie producenta), więc nie ma potrzeby, by jeszcze raz je wypisywać, dlatego też wspomnę tylko o tym, co według mnie jest najistotniejsze. Ekran jest maksymalnie wyciągnięty, bo jego proporcje to 19:9, a nie 18:9, w środku siedzi Snapdragon 626, a smartfon od razu z pudełka działa z Androidem 8.1 Oreo. Nie zapomniano o funkcjach wykorzystujących AR, ale mnie najbardziej podoba się potrójny slot na karty, więc bez problemu włożymy do smartfonu dwie karty SIM i jeszcze powiększymy przestrzeń na dane dodatkową kartą pamięci.

Vivo V9 / fot. GizmoChina

Pomimo 6,3-calowego ekranu smartfon waży tylko 150 gramów i przy baterii prawie 3300 mAh ma niecałe 8 mm grubości. Można to uznać za naprawdę dobry wynik, nad czym pewnie nikt na pierwszy rzut oka się nie zastanawiał. Nie patrzcie na cenę na powyższym screenie, bo jak zaczniecie przeliczać to wam miejsca na kalkulatorze zabranie. Vivo V9 ma kosztować niecałe 400 dolarów.

źródło: Vivo przez GizmoChina