Ktoś kiedyś powiedział, że wystarczy do zwykłych akcesoriów dodać napis „Gaming”, żeby sprzedać je trzy razy drożej. I rzeczywiście coś w tym jest, ale jak patrzę przykładowo na klawiaturę w czterocyfrowej kwocie to aż mnie skręca. Jakiś czas temu w świat dla graczy wszedł Xiaomi. Pojawił się już gamingowy, całkiem sensownie wyposażony i wykonany laptop, niedawno pisałem o smartfonie Black Shark, który z grami ma radzić sobie jak żaden inny, a teraz dochodzą… słuchawki. Nazywają się Mi Gaming Headset.

Dla mnie słuchawki gamingowe powinny sprawdzić się w trzech kwestiach. Powinny być bardzo dobrze wykonane, by wytrzymać ze mną dłużej niż kilka miesięcy, powinny być szalenie wygodne, żeby nie przeszkadzały nam w kilkugodzinnej rozgrywce i przede wszystkim powinny mieć najwyższej jakości dźwięk przestrzenny, żeby żaden przeciwnik nie zaskoczył nas od tyłu. I właśnie to obiecuje nam Xiaomi w swoich pierwszych gamingowych słuchawkach.

Mi Gaming Headset mają zapewnić graczom dźwięk przestrzenny 7.1, a za najwyższej jakości odwzorowanie dźwięku będą odpowiedzialne 40-milimetrowe przetworniki, gdzie rolę membrany odgrywa błona wykonana z grafenu. Nie spotkałem jeszcze innych słuchawek z podobnym rozwiązaniem. Słuchawki będą też mieć dwa mikrofony – jeden wyłapujący nas głos, a drugi eliminujący dźwięki otoczenia. Skoro jest to sprzęt dla graczy to nie mogło zabraknąć podświetlenia RGB. Na szczęście, nie jest to oświetlenie tak dupne, które sprawia, że samoloty nie wiedząc gdzie lądować. Są to dwa cieniutkie paski po obu stronach, które dodają charakteru niż sprawiają, że to kolejne „świecidełka” na głowę.

Ciężko jest oceniać wygodę słuchawek patrząc tylko na zdjęcia, ale zakładając, że będą reprezentować poziom podobny do innych produktów od Xiaomi, to jestem przekonany, że nie będziemy zawiedzeni. Słuchawki wyglądają na wygodne, mają ergonomiczny design, ale o tym jak leżą na głowie przekonamy się dopiero jak wpadną na testy.

Cholernie wszechstronnym rozwiązaniem jest połączenie słuchawek, które mogą działać zarówno na mini jack 3,5 mm jak i USB Type C. Chodzi więc o to, że podłączymy je do peceta, laptopa czy smartfonów, które zostały pozbawione jack’a.

Mnie trochę zaskoczyła cena słuchawek i to wcale nie pozytywnie. Sprzęt pojawił się już w sklepie GearBest i w chwili pisania tego tekstu słuchawki kosztowały 85,70 dolarów, co w wolnym przeliczeniu daje około 300 złotych. A trzeba pamiętać, że w przypadku takiej kwoty warto pomyśleć o wysyłce z opcją Priority Line, która też kilka dolców dodaje do ceny końcowej. Sądziłem, że cena za słuchawki będzie o te 10-15 dolarów niższa, bo w Polsce za 300 złotych można kupić chociażby świetne Arctisy, które testowaliśmy jakiś czas temu.

źródło: Gizmochina, GearBest