LG G6 był pierwszym smartfonem, który zobaczyłem na ubiegłorocznych targach MWC w Barcelonie i który od razu zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Jest też według mnie jednym z najbardziej opłacalnym smartfonów z 2017 roku, choć to akurat nie kwestia mojego widzimisię, a ceny, która szybko poleciała w dół. Za ile go teraz można wyrwać, 1500 złotych, mniej? LG G7, a w zasadzie to LG G7 ThinQ jeszcze nie miałem w rękach, ale już teraz mam pewne obawy co z nim będzie. Na pewno będzie dobrym smartfonem, ale emocje jakie wywołała jego premiera są przynajmniej o połowę słabsze niż w przypadku jego poprzednika.

Zapewne już zdążyliście zapoznać się ze wszystkimi wstępnymi recenzjami po trzech intensywnych dniach użytkowania LG G7, bo pojawiały się jak parawany na plaży w Międzyzdrojach, zaraz po tym jak rozpoczęła się konferencja prasowa. Opinie były różne i ja też chciałbym dorzucić swoje trzy grosze. Chcę tutaj zwrócić uwagę na kilka kwestii, które nasunęły mi się zaraz po premierze najnowszego smartfonu od LG i które trawiłem aż do dzisiaj, opierając się przede wszystkim na swoim doświadczeniu, tym co zobaczyłem w sieci i tym co wyczytałem z podesłanej przez producenta prasówki. Za kilka rzeczy Koreańczyków trzeba pochwalić, ale za kilka im się ode mnie oberwie, dlatego mocno subiektywnie piszę o trzech mocnych i pięciu słabych stronach następcy LG G6.

Na początek, design

LG G7 ThinQ to trochę mieszanka LG G6 i LG V30. Widać to przede wszystkim po obudowie, która wygląda na smuklejszą i mniej toporną niż w poprzedniku – toporną, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Trzymając Szóstkę w rękach czuło się, że jest to solidny smartfon, który po przypadkowym kontakcie z podłożem ma większe szanse na przeżycie (nie biorąc pod uwagę osłony obiektywów, która bardzo szybko się rysowała), a ramka nadawała mu pewności. LG G7 na prasówkach nie wygląda już tak pewnie. Producent zapewnia jednak, że smartfon będzie wytrzymały, a świadczyć ma o tym pozytywny wynik testów MIL-STD 810G, wsparcie dla IP68 czy Gorilla Glass 5 zarówno z przodu i z tyłu. Wszyscy jednak wiemy, że piąta generacja szkła nie jest zbyt odporna na zarysowania, więc trzeba będzie uważać.

Nie można jednak powiedzieć złego słowa o tym, jak rozlokowano wszystkie elementy na obudowie. W zasadzie smartfon ma wszystko czego dusza zapragnie, łącznie z mini jackiem 3,5 mm, którego na próżno jest szukać w niektórych flagowcach. Aparat umieszczony na środku, pod nim na rozsądnej wysokości czytnik linii papilarnych, a do tego dodatkowy przycisk do asystenta Google, którego mam nadzieję, że będzie można też spersonalizować dodając do niego inną funkcję. Nawet z przodu zmniejszono ramkę poniżej ekranu, a w tym nieszczęsnym wcięciu wsadzono czujniki, kamerkę i mniejszy głośnik, wypełniając całą wolną przestrzeń. Nie ma co, pod tym względem jest dobrze.

Mimo wszystko – wyświetlacz

Od pierwszych plotek można było się spodziewać tego, że w LG G7 zobaczymy ekran z notch’em. Wspomniałem już, że mimo „dziury w ekranie” LG sprytnie wrzuciło tam wszystkie elementy, które normalnie byłyby nad ekranem, ale pomyślało też w kwestii tego, jakby ktoś chciał się (prawie) całkowicie pozbyć notch’a. W ustawieniach można jednym dotknięciem wyrównać górną krawędź ekranu, a nawet zmienić kolor całego paska, ale określanie tego jako New Second Screen, ma tyle sensu, co wyróżnienia dotyczące aparatu przyznawane przez „sami wiecie jaką firmę”.

Poza wcięciem, ekran zapowiada się rewelacyjnie. W obudowę węższą, ale nieco wyższą niż w V30 udało się wcisnąć 6,1-calowy wyświetlacz o rozdzielczości 3120 x 1440 pikseli i w proporcjach 19:5:9 to jeszcze zwiększono jasność wyświetlacza aż do 1 000 nitów. Jest też więcej opcji, które pozwalają dostosować wyświetlane kolory, choć szkoda, że nie zastosowano tutaj matrycy OLED, a tylko, kolejny raz udoskonalony LCD.

Najwyższa wydajność

Gdyby zorganizować jakieś zakłady na to jaki procesor znajdzie się w LG G7 to kurs na Snapdragona 845 wynosiłby 1,01 zł, a osoby bardziej obeznane w temacie powiedziałby, że to prawdziwy pewniak. I tak też się stało – następca G6 dostał najnowszy i wydajniejszy procesor od Qualcomma, choć wcale nie obraziłbym się, gdyby pod obudową znalazł się model 835, równie wydajny i wystarczający. Ale wiecie, marketingowo nie wyglądałoby to dobrze. Do tego minimum 4 GB RAM i 64 GB pamięci wewnętrznej, ale z kolei, znacznie lepiej prezentuje się wersja z 6 GB RAM i dwukrotnie większą przestrzenią na dane.

Aparat już nie taki ekstra!

We flagowcach od LG zawsze chwalono aparat, a taką truskawką na torcie był świetny tryb szerokokątny. Tymczasem ktoś tam o góry wpadł na genialny pomysł, by jeszcze bardziej zwęzić pole widzenia do 107 stopni i nazwać to wszystko Super Wide Angle. Gdzie tu sens i logika? Smartfon najnowszy, a na zdjęciu zmieścimy znacznie mniej niż takim LG G5, który w tej w kwestii był rekordzistą wśród flagowych smartfonów LG (135 stopni). Ale ktoś mądry kiedyś powiedział, że tam gdzie kończy się logika, zaczyna się korpo i to jest idealny przykład.

LG obiecuje do czterech razy jaśniejsze zdjęcia przy słabym oświetleniu, co mnie najbardziej interesuje, ale kompletnie olewam tą całą „sztuczną inteligencję”, która sama ma wybrać odpowiedni tryb w zależności od tego czy fotografujemy schabowego u cioci na imieninach czy rynek w Wąchocku (tam w ogóle mają rynek?).

Ważniejsze było audio

Mam wrażenie, że LG skupiło się nie na tym co trzeba. Głupio obcięło możliwości aparatu, a całą uwagę chce przenieść na możliwości audio, jakby to miało być ważniejsze. Aaabeezeedura! Gdybym miał wybrać między rozbudowanym i dopracowanym aparatem, a jakimś ulepszonym przetwornikiem i głośnikiem to jasne, że wygrałby aparat. I jestem pewien, że większość użytkowników zrobiłoby podobnie jak ja. Fizyki się nie oszuka i „brzmienie boomboxa” da się uzyskać jak zabierze się ze sobą boomboxa, a nie smartfon. Podobnie z graniem na słuchawkach, jeżeli ktoś jest audiofilem to na pewno nie kupi sobie LG G7 tylko porządny odtwarzacz jak Aune czy Cayin.

Akumulator…

Wszystko byłoby piękne, gdyby tylko nie ta bateria. Mamy prawie połowę 2018 roku, a LG udało się wcisnąć tylko 3000 mAh pod obudowę, mimo tego, że w V Trzydziestce było o 300 mAh więcej. Liczyłem chociaż na 3500 mAh, skoro każdy producent z roku na rok „daje więcej”. Widocznie ważniejsze było to, by wykorzystać wewnętrzną przestrzeń smartfonu jako pudło rezonansowe w celu wygenerowania dwa razy więcej niskich tonów (takie kwiatki można przeczytać w informacji prasowej) niż wsadzenie większej baterii, by smartfon spokojnie mógł dociągnąć do końca dnia. I wątpię, by sytuację uratowało szybkie ładowanie czy bardziej energooszczędny (tylko w teorii) procesor.

Cena

Ceny cholernie się obawiam, ale zaraz po tym jak smartfon wejdzie do przedsprzedaży. Zapewne możemy liczyć na fajny gadżet w ramach zakupu „w ciemno”, ale raczej nikt poważnie na taką ofertę nie spojrzy, mając w głowie to, co stało się z ceną LG G6. Mówi się o kwocie w okolicach 3600 złotych, za którą aktualnie można kupić prawie trzy (tak, trzy!) poprzednie flagowce, a taki LG V30 jest niemal tysiąc złotych tańszy.

„Sztuczna inteligencja” 

Jak zrobić, by smartfon był bardziej smart? Wymyślić coś takiego jak AI i mówić na okrągło, że jest to nam potrzebne. Potrzebne wtedy, gdy chcemy zrobić zdjęcie czy wyszukać coś w internecie. Ja w to całe AI po prostu nie wierzę, dopóki, rzeczywiście nie będzie działało jak prawdziwe AI. A mam na myśli sytuację, gdy chcemy napisać krótką notatkę i podnosząc smartfon z biurka ta notatka już w nim jest. To oczywiście tylko jeden z przykładów, ale jeżeli smarfon będzie robił chociaż 2% tego co Jarvis w Iron Manie to wtedy będzie można nazwać go „inteligentnym”.

Czy warto czekać na LG G7?

LG G7 na pewno nie będzie gorszy od LG G6, ale też nie na tyle lepszy, żeby od razu kupować go zaraz po premierze. Osobiście spodziewałem się czegoś więcej, czegoś co mnie bardziej zainteresuje czy nawet zachwyci. A tak, widzę smartfon, który już na starcie ma mocno pod górkę, biorąc pod uwagę to, co oferuje chociażby LG V30 w sporo niższej cenie (która na pewno będzie jeszcze niższa jak Siódemka trafi do sprzedaży). Po raz kolejny mam odczucie, że seria G od LG staje się coraz mniej „flagowa”.