Nie wiem czy ktoś w ubiegłym roku kupił LG Q6, ale jeśli to zrobił to chyba przez kilka lat leżał w hibernacji i jak się tylko obudził to zobaczył przed sobą przedstawiciela jakiejś sieci komórkowej, który wcisnął mu ten model. Przypomnę, że ktoś tam z LG wpadł kiedyś na pomysł, żeby wycenić go na 349 euro, a potem 1499 złotych w Polsce. Przypomnę też, że smartfon miał Snapdragona 435, ale zapomniano między innymi o czytniku linii papilarnych czy diodzie powiadomień – elementarnych rzeczach w smartfonach w tej półce cenowej. W następcy jest deczko lepiej, bo dodali chociażby wodoodporność, ale cena na start pozostała taka sama. Dlatego też postanowiłem, tak sam z siebie, zupełnie za darmo, wypisać wam kilka smartfonów, które będą o kilka lat świetlnych lepszym wyborem niż LG Q7.

Patrząc na LG Q7 i aktualną cenę poprzednika jestem najnormalniej w świecie wkurzony, a muszę przyznać, że dawno tak nie miałem. Tak naprawdę ten artykuł miał inny tytuł roboczy, ale gdybym go opublikował to jestem pewien, że ktoś wyżej postawiony w LG zapukałby w moje drzwi albo chociaż napisał maila z prośbą o sprostowanie. Jestem wkurzony na to, co Koreańczycy wyprawiają z cenami swoich smartfonów i jak bardzo nie mogą się „wstrzelić” w rynek, ale jednocześnie bardzo współczuję osobom, które kupiły ten smartfon zaraz po premierze. Jak ma się czuć osoba, która dała półtora tysiąca za telefon, który jak się okazuje nie jest warty nawet połowę tej ceny? Czy zrobi tak ponownie? No nie, chyba, że po kilku miesiącach albo nawet po roku, bo dopiero wtedy niektóre smartfony LG nabierają nowego znaczenia.

Oto moje propozycje.

LG G6

Nie mogło być inaczej. Skoro absurd goni absurd to na pierwszy strzał idzie flagowiec z ubiegłego roku. Nie dość właśnie, że smartfon jest z nami już ponad rok to jeszcze mowa tutaj o topowym modelu, który – jak już wspomniałem wyżej – dopiero teraz jest cholernie opłacalny. A tym bardziej, jeżeli porównamy go do budżetowego LG Q7, bo tak naprawdę z klasy średniej to on ma tylko cenę. Co dostajemy? Lepszą, choć podobnie rysująca się obudowa, o kilka klas lepszy aparat ze świetnym trybem manualnym i szerokim kątem, wysoką wydajność, która pozostawia Q7 daleko w tyle, trochę pojemniejszą baterię czy bardziej szczegółowy wyświetlacz (choć w jednym jak i drugim jest to Full Vision).

A to wszystko w podobnej albo nawet jak się bardziej postaramy to niższej cenie. Poważnie, LG G6 z pewnego źródła można mieć już za około 1400 złotych i właśnie dlatego cena LG Q7 jest strzałem w kolano. Znam kilka osób, które używają LG G6 i bardzo sobie chwalą, ale kupiły ten smartfon wtedy, kiedy jego cena spadła do takiego poziomu, że żal byłoby nie skorzystać.

1. Jaki jest LG G6 po kilku miesiącach od premiery?
2. LG G6 dostaje aktualizację do Androida Oreo

Samsung Galaxy S7

Tym razem flagowy smartfon od innych Koreańczyków i w dodatku z… 2016 roku. Kolejny raz potwierdza się tutaj zasada, że czasami lepiej jest kupić starszego flagowca niż tegorocznego średniaka czy budżetowca. Tutaj widać to idealnie i chyba nikt nie ma wątpliwości, że Samsung Galaxy S7 jest lepszym wyborem w zasadzie pod każdym względem. Naprawdę nie widzę tutaj żadnej cechy w przypadku LG Q7, która przewyższałaby Samsunga, a różnice na plus względem Galaxy S7 są podobne jak wyżej w przypadku porównania do LG G6. Wydajność, ekran, oprogramowanie, aparat, wykonanie – to wszystko będzie lepsze w Galaxy S7.

Samsung Galaxy S7 swego czasu taniał aż w końcu zatrzymał się w okolicy 1500 złotych i dlatego jest dobrym wyborem, mimo tego, że na rynku jest już ponad dwa lata. Bardzo łatwo jest znaleźć egzemplarz z oficjalnej polskiej dystrybucji, który kupimy za mniej niż wynosi cena LG Q7, a nawet jeśli mielibyśmy z jakiś względów dopłacić 50-100 złotych to i tak nie ma się nad czym zastanawiać.

Asus Zenfone 5

Nowość od Asusa na 2018 rok. Co ciekawe, kolejny raz mówimy tu o topowym modelu danego producenta, najlepszym, który jest nam w stanie zaproponować na obecną chwilę. W chwili pisania tego tekstu Asus Zenfone 5 jest jeszcze w przedsprzedaży. Co prawda, jego cena na poziomie 1699 złotych przekracza granicę LG Q7, ale po pierwsze, dostajemy powerbank, etui i jakiś bon rabatowy jeżeli kupimy Zenka w „priorderze”, a po drugie, warto w jakikolwiek sposób wyłuskać te dodatkowe dwie stówki, bo… no przecież wiecie dlaczego.

Asusa Zenfone 5 jeszcze nie miałem w rękach, ale pierwsze opinie recenzentów obiecują naprawdę zadowalający aparat, który sprawdzi się też w nocy, solidne wykonanie i bardzo w porządku wyświetlacz czy baterię z inteligentnym, szybkim ładowaniem. Mimo tego, że do Asusa zawsze nie było mi po drodze, to i tak mając przed sobą Zenfone 5 i LG Q7 wybrałbym tego pierwszego.

Xiaomi Redmi Note 5

Ten smartfon musiał się tutaj pojawić, ale nie dlatego, że jest jakoś cholernie lepszy. Owszem jest, ale na pewno nie aż tak jak wyżej wymienione modele. Tutaj chciałem głównie pokazać różnicę, za ile już możemy mieć smartfon, który pod względem parametrów oferuje to samo albo nawet więcej (w zależności jaką wersję wybierzemy). Jeżeli nie zależy nam na obudowie odpornej na zachlapania, ale za to chcemy mieć smartfon z większym wyświetlaczem, podwójnym aparatem z tyłu, o 1/4 większą baterią z Quick Charge 2.0, a do tego wydajniejszym procesorem Snapdragon 636 to Redmi Note 5 będzie strzałem w dzie… piątkę!

Sytuacja na świecie z wersjami Xiaomi Redmi Note 5 jest bardzo zagmatwana i można łatwo się pogubić. Spoglądając jednak na polski rynek i oficjalną dystrybucję, Xiaomi Redmi Note 5 jest w wersji, którą określa się też jako „AI Camera”. Oznacza to, że z przodu ma aparat 13 Mpix, a z kolei tyłu podwójny aparat 13 Mpix + 5 Mpix. Do tego dochodzi jeszcze procesor Snapdragon 636. W sklepach znajdziemy wersję z pamięciami 3/32 GB za 899 złotych, ale jeżeli będziemy chcieli mieć 4 GB RAM i dwukrotnie większą pamięć wbudowaną to trzeba będzie wyłożyć 1049 złotych.

Recenzja Xiaomi Redmi Note 5 Pro i porównanie z Xiaomi Mi 6

Meizu Pro 7

Trochę egzotyczny smartfon na koniec, choć w sumie już nie tak bardzo jak wcześniej, bo Meizu dzięki firmie Maxcom ponownie zagościło oficjalnie na polskim rynku. Na początek wprowadził trzy modele, wśród których był też Meizu Pro 7. Można powiedzieć, że to taki flagowiec, ale w rozsądnej cenie, a nawet jeśli ktoś nie nazwie go flagowcem to na pewno przytaknie głową na określenie „najciekawszy”. Wszystko przez dodatkowy, niewielki, 1,9-calowy ekran AMOLED z tyłu, który okazuje się bardzo przydatny np. podczas robienia zdjęć głównym aparatem. Jest dotykowy, wyświetla też powiadomienia i kilka innych informacji i jestem pewien, że drugiego takiego smartfonu nie znajdziecie (no chyba, że będzie to nieco lepszy Meizu Pro 7 Pro).

Wydaje mi się, że Meizu Pro 7 został rozsądnie wyceniony jak na nasz rynek. Za wersję bez dopisku „Pro”, ale za to z procesorem Helio P25, 4 GB RAM, 64 GB pamięci wewnętrznej, dwoma aparatami z tyłu i 16-megapikselową kamerką z przodu czy 5,2-calowym wyświetlaczem AMOLED zapłacimy 1399 złotych. Kolejny, który LG Q7 znajda na śniadanie i porządnie mu się po tym odbija.

Zdaje sobie sprawę, że znalazłoby się jeszcze kilka, a nawet kilkanaście smartfonów, które będą lepszym wyborem niż LG Q7, ale te, które umieściłem wyżej wydają mi się najbardziej rozsądne i najciekawsze. Zresztą, LG tak mało rozsądną ceną najpierw Q6, a teraz Q7 bardzo tę sytuację ułatwiło. Jeżeli jednak nikogo nie przekonałem i ktoś naprawdę chce kupić LG Q7 to jak najbardziej może, ale proponuję to zrobić jakoś w marcu przyszłego roku. Wtedy cena na pewno spadnie do akceptowalnego poziomu.

źródło: gsmmaniak