Obecnie naprawdę trudno jest być fanem niewielkich smartfonów, bo co zrobić jak mało który z producentów pozwala sobie zejść z przekątną ekranu poniżej sześciu cali. Znane porzekadło mówi: „jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma”. I z tym właśnie podejściem skierowałem się w stronę stoiska z Xiaomi Redmi 6 Pro, najnowszym przedstawicielem serii, która od samego początku oferowała przede wszystkim małe budżetowce z przerośniętą baterią. Czy tegoroczny model wciąż trzyma się tej tradycji?

Xiaomi Redmi 6 Pro

  • Snapdragon 625 (sporo tego zachomikowali)
  • 3/4 GB RAM
  • 32/64 GB pamięci wbudowanej
  • ekran 5,84″ Full HD+ IPS, proporcje 19:9
  • podwójny aparat 12 Mpix z tyłu
  • kamerka „selfie” 5 Mpix
  • bateria 4000 mAh
  • czytnik linii papilarnych (z tyłu)
  • Dual SIM oraz miejsce na karty microSD (niehybrydowe!)

Czego by nie mówić – specyfikacja prezentuje się dobrze. Byłoby znakomicie gdyby Xiaomi zdecydowało się na ten sam układ co w Redmi Note 5 (Snapdragon 636), ale miałem przygodę z sześćset-dwadzieścia-piątką i z ręką na sercu przyznam, że mimo swojego wieku, to wciąż porządna jednostka, w sam raz dla wszelkiej maści budżetowców. Wystarczająca ilość RAM (w wersji 4 GB) oraz pamięci na dane, (chyba) te same aparaty co w Redmi Note 5, gdzie sprawdziły się wyjątkowo pozytywnie. Jedyne na co można narzekać to brak NFC, ale do tego Xiaomi zdążyło nas już przyzwyczaić.

Notch. Cytując klasyka: „sprawca mego upodlenia, obiekt mojej zemsty”. Po milionach plujących jadem komentarzach w sieci wydawać by się mogło, że to niewielkie wcięcie w ekranie jest gorsze od pierwszej i drugiej wojny światowej razem wziętych. Tymczasem moje stanowisko w tej sprawie jest raczej praktyczne – notch jest dla mnie tym samym co plątanina kabli pod biurkiem. Niekoniecznie mi się to podoba, ale na chwilę obecną to najsensowniejszy sposób na podłączenie urządzeń.

Dlatego mimo, że Xiaomi Redmi 6 Pro ma notcha to nie poczytuję tego za wadę, a wręcz przeciwnie – to praktyczne rozwiązanie technologiczne, dzięki któremu telefon jest wyraźnie mniejszy niż Redmi Note 5 o niewiele większej przekątnej. Wbrew pozorom ten jeden centymetr różnicy w długości (i pół w szerokości) robi świetną robotę i słuchawka znacznie lepiej klei się do dłoni. Dość powiedzieć, że telefon rozmiarami nie odbiega znacznie od zeszłorocznej Mi 6, a tam ekran ma zaledwie 5,15 cala! Z drugiej strony – mogło być jeszcze lepiej.

Znacznie bardziej boli mnie ta „broda” u dołu, która jest po prostu jakimś centymetrem zmarnowanego miejsca. Można było to znacznie lepiej zagospodarować – nowe smartfony Huawei czy Honor mają tam czytnik palców, nowy Pixel ma podobno mieć tam głośnik. Kurde, nawet mogli się pokusić o wlutowanie tam kolorowych diod mrugających w takt muzyki i byłby przynajmniej jakiś fajny bajer, znak rozpoznawczy Redmi 6 Pro!

Ogólna jakość wykonania stoi na wysokim poziomie – doskonałe spasowanie poszczególnych elementów, eleganckie szkło 2.5D, wysoka jakość zastosowanych materiałów (Gorilla Glass 3) i gdyby nie zastosowanie przestarzałego już portu microUSB można by pomylić ten telefon z flagowcem. O ile zakrylibyśmy plecki jakimś etui.

Tył to już klasyka serii Redmi – aluminium plus plastikowe wstawki u góry i dołu, które jako tako prezentują się jedynie w czarnej wersji. W każdej innej wygląda to dla mnie wyjątkowo tandetnie – dobry pokrowiec to konieczność. Do tego błyskawiczny skaner linii papilarnych (zakładam, że tak będzie, bo jeszcze nigdy w sprzęcie tego producenta nie miałem z tym problemów, a z generacji na generację jest tylko lepiej).

Tak że tego. Podsumowawszy to wszystko, dodawszy cenę mieszczącą się w przedziale 999-1299 CNY (podejrzewam, że w Polsce będzie 799-999 złotych po doliczeniu opłat) oraz uwzględniwszy notcha, który jednak dla wielu jest wyznacznikiem szpanu – obstawiam, że będzie hit. Xiaomi coraz wygodniej mości się na polskim rynku wchodząc również między oferty operatorskie i tzw. „zetafony” – jeśli ktoś chce mieć w miarę tani telefon z wcięciem to póki co lepszej oferty nie znajdzie.

Xiaomi Mi Gaming Mouse

Jako mały bonus na dzisiaj – zdjęcie i krótki komentarz do gamingowej myszy Xiaomi. Jakiś miesiąc temu Xiaomi zaprezentowało kolejnego gryzonia, tym razem w wersji dla graczy. Co to oznacza?

  • zwiększone rozmiary dla poprawienia wygody, mysz jest naprawdę spora!
  • gumowane wstawki po bokach dla lepszego chwytu
  • mnóstwo klawiszy funkcyjnych (naliczyłem w sumie 8 plus rolka), gdzie tylko dało się je wcisnąć, a wśród nich:
    • regulacja poziomu DPI (3-skokowa, max 7200 DPI) wraz  z pokazującymi aktualny stan diodami
    • duże LPM/PPM o przyjemnym skoku i raczej głośnym kliku (nieco głośniejszym niż standardowo u Logitecha)
    • rolka z podświetleniem RGB (jakżeby inaczej)
  • komunikacja po kablu z ochronnym oplotem

Co do ostatniego to największym bajerem tej mychy jest możliwość odpięcia kabla i praca w trybie radiowym (2.4 GHz, dongle-dzyndzel w zestawie). Niestety nie zauważyłem możliwości regulacji wagi urządzenia (a wersja przeze mnie oglądana była dość ciężka), zaś oprogramowanie sterujące było w chińskiej wersji językowej. Myszka w Chinach została wyceniona na 249 CNY czyli jakieś 140 złotych bez opłat.