Muszę przyznać, że Microsoft Surface Go jest dla mnie pewnego rodzaju zaskoczeniem. Nie dlatego co ma w środku, a dlatego, że w ogóle się pojawił. Bardziej czekałem na następcę Surface’a Pro, bo to o nim spekulowano (przy okazji omawiania zupełnie nowego designu), choć wiedziałem, że nie nie nastąpi to raczej w tym roku. Kiedyś Microsoft tłumaczył się, że nowy Surface, co rozumiałem przez następce aktualnego modelu) pojawi się dopiero wtedy, gdy firma zauważy, że jest na niego zapotrzebowanie. W sensie, gdy aktualna generacja nie będzie już „dawała rady”. I wygląda na to, że Microsoft zauważył, że nowy Surface jest potrzebny, ale w nieco innej wersji i dla innej grupy odbiorców.

Od prawie roku używam Surface’a Pro 4 i złego słowa o nim nie mogę powiedzieć. Jasne, nie jest to tani sprzęt i jak niektórzy pytają się mnie ile kosztuje to łapią się za głowę. Ale prawda jest taka. Gdybym miał kupić go jeszcze raz to zrobiłbym to bez wahania (choć gdybym miał to zrobić teraz to wybrałbym nowszego Surface Pro, ze względu na lepszą baterię). Microsoft pozycjonuje swoje produkty bardzo wysoko na cenowej drabince i przyzwyczaił nas poniekąd do tego, że słowo „Surface” ma kojarzyć się ze słowem „Premium”. Niezależenie od tego czy jest to tablet z klawiaturą czy komputer Surface Laptop i tak dalej. Teraz Microsoft pokazuje Surface Go (ooo jak się cieszę, że nie jest to jakiś Surface Lite czy Surface BE, czyli Bieda Edition) urządzenie, które jest prawie dwa razy tańsze (w porównaniu do podstawowej wersji Surface Pro), a więc można stwierdzić też, że budżetowe. A skoro budżetowe to dla osób, które albo nie potrzebują większego i wydajniejszego Surface Pro albo po prostu na tego Surface’a Pro ich nie stać.

Co to ten Microsoft Surface Go?

Microsoft Surface Go to sprzęt, z którego siłą rzeczy trzeba było coś wybebeszyć, żeby zmieścić się w zakładanej gdzieś tam wstępnie kwocie. Dlatego też jest mniejszy, bo ma 10-calowy wyświetlacz o rozdzielczości 1800 x 1200 pikseli i ogólnie rzecz ujmując słabszy ze względu na zastosowanie w miarę świeżego, choć niezbyt wydajnego procesora – Intel Pentium 4415Y. Do tego dochodzi jeszcze 4 lub 8 GB pamięci RAM i wybór między pamięcią 64 GB lub dyskiem SSD o pojemności 128 GB. Aha i jeszcze ten nieszczęsny Windows 10S, którego od razu trzeba wywalić i zainstalować normalną wersję. To są najważniejsze parametry, które są nieco kontrowersyjne, szczególnie patrząc na 64-gigabajtową przestrzeń opartą na standardzie eMMC, spotykaną w dużo tańszych urządzeniach. No właśnie, ale o jakiej kwocie mówimy?

1999 złotych – od tylu zaczyna się Surface Go. Dużo? Mało? Napiszę tak, w porównaniu do Surface’a Pro to rzeczywiście mało, ale jeżeli zestawimy nowe urządzenie Microsoftu z innymi tabletami czy urządzeniami o podobnych parametrach (chociaż jeszcze nie widziałem innego z tym Pentiumem) to nie wygląda już to tak kolorowo. I jeżeli myślicie, że to koniec wydatków to jesteście w błędzie, bo żeby Surface Go wyglądał jak Surface Go na zdjęciach to trzeba jeszcze dokupić surfejsową klawiaturę za 449 złotych i surfejsowe pióro za… 499 złotych. O ile ten pierwszy dodatek jest takim „must-have” (który według mnie powinien być w zestawie, bo to tak jakby sprzedawać nowy samochód bez silnika) tak elektryczny długopis, choćby ze względu na absurdalną cenę, można pominąć. Podobnie z surfejsową myszką, bo za 169 złotych można spokojnie znaleźć coś innego. Jeżeli jednak wybierzemy drugą, lepszą wersję, tutaj za podstawę będziemy musieli zapłacić 2649 złotych.

Jednego jestem pewien – Surface Go będzie świetnie wykonany, zapewni najlepszą mobilność i produktywność, a przyszły użytkownik będzie mógł na niego liczyć. O ile oczywiście nie będzie próbował wyrenderować filmu w 4K, odpalić Wieśka w autobusie albo wysłać w kosmos skonstruowanej w garażu mini-rakiety.

Którą wersję Surface Go wybrać?

Jeżeli znajdzie się taka osoba, która pod wpływem chwili będzie chciała kupić cały zestaw z podstawową wersją Surface’a Go to będzie musiała wydać ponad 3100 złotych. Ale zakładam, że takich osób będzie garstka, więc rozsądniejszym wyborem będzie wersja z z 8 GB RAM i 128-gigabajtowym dyskiem SSD, bez pióra i myszki, ale za to z klawiaturą. Cenowo wyjdzie podobnie, ale za to komfort znacznie lepszy. Ewentualnie można też poszukać i poczekać na jakąś cebulę, gdzie do zgarnięcia taniej będzie Surface Pro z procesorem Core M3-7Y30.

I jeszcze na koniec, muszę, po prostu muszę przyczepić się do pewnego zdania. A brzmi tak: „Najbardziej kompaktowy i przystępny cenowo Surface w historii”. No shit Sherlock!? Skoro jest mniejszy od normalnego Surface Pro to normalnie, że jest najbardziej kompaktowy, choć nie było to jakimś mega wyczynem, bo Microsoft miał już w swoim portfolio Surface’a z 10,8-calowym ekaranem. Przystępny cenowo? Jasne, że tak, ale to tak jakby Porsche w najnowszym Macanie zamiast skórzanych foteli wrzuciło jakieś z zwykłe, materiałowe i ogłosiło, że jest to najbardziej przystępny cenowo Macan w historii.