Xiaomi to firma od wszystkiego, a przynajmniej tak zaczynam twierdzić, widząc kolejne nowe produkty pojawiające się w portfolio producenta. Możemy kupić już odkurzacze, plecaki, długopisy, buty, klapę klozetową, ręczniki, mopy, słuchawki, telewizory, termosy, wiatraki i oczywiście telefony. Wymieniłem tego całkiem sporo, a mimo to jestem przekonany, że o czymś zapomniałem. Xiaomi robi wszystko, by w naszych głowach zapanował mętlik. Co gorsza, kiedy zagłębimy się w daną kategorię produktów, jak chociażby telefony, tam wcale nie jest lepiej. Modeli telefonów jest bardzo dużo, często dublują one swoje specyfikacje, różniąc się tylko szczegółami czy nazwą. Niestety, nie zapowiada się na to, by miało się to kiedykolwiek zmienić, tym bardziej że już niebawem zadebiutuje kolejna seria smartfonów od Xiaomi, nazwana Pocophone.

Wiele wskazuje na to, że będzie ona sprzedawana wyłącznie na europejskim rynku — tak przynajmniej mówią plotki. Może to cieszyć, ponieważ najprawdopodobniej, seria ta zawita także do kraju nad Wisłą. Na chwilę obecną ciężko o jednoznaczną identyfikację grupy docelowej tejże serii smartfonów, jednakże biorąc pod uwagę specyfikację pierwszego z modeli, czyli Pocophone F1, ma to być bardzo mocna propozycja w przystępnej cenie.

Jak wynika z powyższego tweeta, Xiaomi Pocophone F1 będzie działać w oparciu o Snapdragona 845, który na chwilę obecną jest najmocniejszą jednostką od Qualcomma dostępną na rynku. W połączeniu z 6 lub 8 GB pamięci RAM w zależności od wersji pamięciowej oraz ekranem 5,99 cala o rozdzielczości 2160 x 1080 pikseli – może okazać się idealną propozycją do wszelkiego rodzaju multimediów. Szczególnie w przewidywanej cenie w okolicach 420 euro za wersję 6/64 GB, co na chwilę obecną jest równowartością 1800 złotych. Zagadką jest jeszcze aparat, a jak wiadomo, jest to jedna z ważniejszych rzeczy przy zakupie nowego smartfona.

Jestem jednak ciekaw, czym wyróżni się ten smartfon na tle modelu Mi 8 lub Mi MIX 2S, które zapewne będą mieć mocno zbliżoną specyfikację oraz nieznacznie wyższą cenę w stosunku do modelu F1. O tym, czy warto będzie dopłacić, przekonamy się najpewniej w nadchodzących tygodniach.

źródło: MyDrivers