Jakoś tak wszyscy producenci w swoich smartfonach w tym roku skupili się na aparacie. Huawei P20 Pro rozwalił system trzema obiektywami i genialnym trybem nocnym z ręki, Samsung w Galaxy S9+ poprawił to co już w poprzedniku było dobre, a taki Xiaomi w swoim flagowcu umieścił ten sam aparat co w Mi MIX 2S. Jeżeli chodzi o Honora 10 to jest dobrze, ale też źle, zależy od której strony spojrzeć. Jeżeli weźmiemy pod uwagę poprzedni model to widać znaczne usprawnienie, bo smartfon na pewno robi lepsze zdjęcia niż Honor 9. Jeśli jednak porównamy możliwości z aparatem jaki jest w bezpośrednim konkurencie, czyli Huawei P20 bez Pro, to Honor musi uznać wyższość, szczególnie w kwestii zdjęć w słabych warunkach oświetleniowych.

Dwa zdania o parametrach. Honor 10 ma dwa aparaty z tyłu – jeden 16 megapikseli, drugi 24 megapiksele. Z przodu – podobnie jak w jednym oczku z tyłu – również 24 megapiksele. Na papierze wygląda to nieźle, ale rzeczywistości szybko weryfikuje to, że Honorowi 10 do smartfonu z najlepszym aparatem sporo brakuje.

Zaciekawić was też może to, że obydwa aparaty mają przesłonę f/1.8, jeden z nich zapewnia dwukrotne przybliżenie bez znaczącej utraty na jakości, a obok aparatów są aż cztery diody doświetlające. Jest masa trybów (co widać na powyższym screenie), na czele z trybem nocnym, do którego najlepiej jest wykorzystać statyw czy rozbudowany tryb manualny (choć nie tak wygodny jak u Huawei’a).

AI w aparacie, a na co to komu potrzebne?

Zanim zdjęcia, wtrącę jeszcze coś o tym „ejaj”. Testowałem, testowałem i już wiem. Według mnie ta funkcja nie ma żadnego związku z pojęciem „sztucznej inteligencji”, które w ostatnim czasie jest notorycznie wykorzystywane przez producentów smartfonów żeby tylko przyciągnąć uwagę. Albo ja po prostu tego nie rozumiem. Dla mnie AI powinno działać tak, że przykładowo smartfon włącza aparat zanim ja pomyślę, że trzeba go włączyć, potem robi zdjęcie samochodu i wie co trzeba w najbliższym czasie naprawić. Po prostu nie czułem jakiegoś specjalnego wsparcia ze strony AI – robiąc zdjęcia bardziej wyglądało to jak korekta parametrów zdjęcia „w locie”, w dodatku nie zawsze trafna. W efekcie, niektóre zdjęcia rzeczywiście mogły wyglądać lepiej, miały bardziej soczyste kolory, lepszy kontrast i przejście tonalne, ale z drugiej strony zbyt duże podbicie tych kolorów sprawiało, że wyglądały sztucznie i inaczej niż w rzeczywistości. Dochodzi jeszcze do tego fakt, że zdjęcia z AI w słabszym warunkach charakteryzowały się większym szumem.

Druga sprawa, rozpoznawanie elementów na zdjęciu też kulało, bo przykładowo, robiąc zdjęcie dwóm kotom okazało się, że jeden z nich to tak naprawdę jest psem (według aparatu oczywiście).

Ok, koniec ględzenia, czas na przykładowe zdjęcia, które pokażą wam to, o czym pisałem wyżej. Po lewej stronie tryb normalny (automatyczny), a po prawej z włączoną opcją AI Camera.

Honor 10 - zdjęcie 01

Honor 10 - zdjęcie 01 - AI

Honor 10 - zdjęcie 02

Honor 10 - zdjęcie 02 - AI

Honor 10 - zdjęcie 03

Honor 10 - zdjęcie 03 - AI

Honor 10 - zdjęcie 03

Honor 10 - zdjęcie 03 - AI

Honor 10 - zdjęcie 05

Honor 10 - zdjęcie 05 - AI

Honor 10 - zdjęcie 05

Honor 10 - zdjęcie 05 - AI

I jeszcze kilka zdjęć „z rąsi”, bez żadnego upiększania. Po prostu wyjmujesz telefon, włączasz aparat i pstrykasz.

Ciekawostką natomiast może być to, że zdjęcia z włączoną opcją AI mają przeważnie dwukrotnie większy rozmiar niż te normalne, bez poprawy. Warto też zaznaczyć, że po zrobieniu zdjęcia z AI, w galerii możemy podejrzeć zarówno jedno jak i drugie zdjęcie – wystarczy wyłączyć lub włączyć efekt AI.

Przechodząc do przedniego aparatu, chyba lepiej byłoby to przemilczeć. Zdjęcia z przedniego aparatu z trybem rozmazanego tła to jakaś tragedia i wyraźnie widać, że algorytm nie radzi sobie z oddzieleniem pierwszego planu od reszty, nawet jeżeli nie jest to bujna fryzura jakieś dziewczyny.

Jeśli chodzi o filmy to też nie jest zbyt ciekawie – Honor 10 nagrywa tylko w Full HD i 60 klatkach, a i to nie wychodzi mu najlepiej. Jest po prostu dobrze, nic poza tym. Szkoda, że brakuje 4K, ale sytuację ratuję minimalnie fakt, że możemy wybrać format kompresji – H.264 lub nowszy H.265.

Jak działa Honor 10? 

Ogólnie, dobrze, ale nie byłbym sobą, gdybym nie opisał tego bardziej szczegółowo. Honor 10 działa płynnie, ale nie szybko. O co chodzi? Podczas codziennego używania nie zdarzyło mi się żeby interfejs przycinał czy jakaś aplikacja wywaliła się bez przyczyny, ale dało się zauważyć, że animacje były wolniejsze i wszystko trwało nieco dłużej niż zwykle. Tak zapobiegawczo, żeby tylko się nie przyciąć. Trochę tak jak w greckim „siga siga”. Ale żebyście mnie dobrze zrozumieli – Honor 10 działa dobrze i płynnie, ale mam wrażenie, że postawiono tutaj bardziej na to, by było ładniej niż najszybciej. Dlatego też nie ma co porównywać go do takiego OnePlusa, który działa jak błyskawica.

Jeszcze przed testem Honora 10 zastanawiałem się nad tym, jak Chińczycy poradzili sobie z dostosowaniem nakładki pod notcha i wydłużony ekran. Teraz już wiem, że coś tam zrobili, ale w sumie mogli się bardziej postarać. W zasadzie teraz naprawdę trzeba coś sromotnie zepsuć żeby smartfon na topowych podzespołach działał źle. Tutaj, nie dość, że mamy do czynienia z procesorem HiSilicon Kirin 970 (takim samym jak w Huawei P20) i 4 GB pamięci RAM, to mamy jeszcze pewność, że honor nie przyoszczędził na pamięciach i w końcu wsadził te prawie najszybsze. W Honorze 9 mieliśmy eMMC, a tu już są moduły UFS, co jednoznacznie potwierdzają wyniki z AndroBench (screen poniżej). Ponad 750 MB/s przy odczycie i prawie 200 MB/s zapisu to bardzo dobry rezultat. Ale nawet jeśli nie sprawdziłbym pamięci w benchmarku to po samym działaniu, a w szczególności po szybkości instalowania i uruchamiania aplikacji wiedziałbym, że „nie ma lipy”.

Do nakładki, jak każdej, trzeba się przyzwyczaić, a jeżeli to będzie przychodziło z bólem to po prostu trzeba ją przystosować „pod siebie”. Ostatecznie, instalujemy ulubiony launcher i po problemie. W Honorze 10 mamy EMUI 8.1 i muszę przyznać, że interfejs prezentuje się znacznie lepiej niż w poprzedniku. Nie jest już tak pstrokaty i oczojebny, choć ma jeden, ten sam problem co Dziewiątka. Chodzi o aplikacje-śmieci, które tylko niepotrzebnie zabierają przestrzeń – jest kilka gierek, których nigdy nie uruchomiłem i kilka aplikacji, których mało kto używa.

Ważniejsze funkcje jakie znajdziemy w systemie:

Miniaturowy podgląd ekranu – pomaga korzystać ze smartfonu jedną ręką, tryb możemy uruchomić na dwa sposoby: przeciągając palcem od rogów do środka ekranu lub przesuwając palcem po wirtualnych przyciskach.

Odblokowanie smartfonu twarzą – kamera z przodu rejestruje twarz i choć nie jest to tak zaawansowany system jak w iPhonie X, to działa zaskakująco dobrze.

Podział ekranu na dwie części – namiastka wielozadaniowości, możliwość uruchomienia dwóch aplikacji w tym samym czasie. Wystarczy przeciągnąć knykciem po ekranie.

Zrzuty ekranu – możemy zapisać to co widzimy na ekranie przeciągając trzema palcami w dół po ekranie. Można też użyć do tego knykci „pukając” w ekran.

Tryb ochrony wzroku – niweluje światło niebieskie, szczególnie przydaje się podczas korzystania ze smarftonu w nocy.

Są dwie kwestie, na które postanowiłem wygospodarować więcej miejsca, bo uważam, że w przypadku Honora 10 i kwestii obsługi są one najistotniejsze – to przycisk nawigacyjny i dostosowanie interfejsu pod notcha. Przycisk pod ekranem nie jest fizyczny i spełnia kilka funkcji. Został w całości umieszczony pod szkłem przez co w ogóle nie jest wyczuwalny pod palcem i mnie to trochę przeszkadza. Owszem, są wibracje, ale to nie to samo. Trzeba się do takiego rozwiązania przyzwyczaić, tym bardziej, że będziemy go używać zamiast przycisków funkcyjnych (nie wierzę, że ktoś mając przycisk z gestami pod ekranem, włączy wyżej przyciski ekranowe) i został w nim ukryty czytnik linii papilarnych. Przyznam szczerze, że zarówno do jednego jak i drugiego ciężko było mi przywyknąć, tym bardziej, że nie działało to dobrze za każdym razem. Smyranie przycisku po prostu mi nie podeszło i bardziej preferuję gesty jak chociażby w Mi MIX 2S, a czytnik linii papilarnych działał zauważalnie wolniej niż w takim Huawei P10 z tamtego roku.

Jeżeli chodzi o oprogramowanie i funkcje oraz ich dopasowanie do nowego ekranu to mam wrażenie, że tutaj poszło trochę lepiej, choć też nie tak jakbym tego oczekiwał. Jeszcze nie wszystkie aplikacje są dopasowane, a nawet jeśli wymusi się to ręcznie to żadnego pożytku z tego nie ma. Działa to trochę na siłę, a w przypadku filmów (co widać poniżej) mamy sztuczny efekt powiększenia, przez co część materiału jest obcięta (tak jak przykładowo grzywka Pirza). Co ciekawe, jeśli włączymy w filmie tryb pełnego ekranu to na screenach i tak jest widoczny czarny pasek po lewej stronie. Mam też wrażenie, że film po powiększeniu jest nieco rozmazany. Dobrze chociaż, że ikony w pasku w miarę się mieszczą (o czym już wspomniałem wcześniej).

 


SPIS TREŚCI:

  1. Wygląd, wykonanie. Wyświetlacz
  2. Aparat i AI. Działanie, funkcje i obsługa
  3. Bateria. Podsumowanie, Plusy i minusy