Jak tak popatrzy się na te wszystkie urządzenia od Xiaomi i zastanowi się, co jeszcze niezwykłego mogliby stworzyć, to dopiero, gdy takie urządzenie się pojawia, człowiek mówi sobie: „No, w sumie”. I tak jest właśnie z najnowszym sma… z telefonem. Co prawda, nie jest to stricte telefon od Xiaomi, ale Xiaomi mocno wspiera zbiórkę pieniędzy na swojej platformie do crowdfundingu żeby udało się ten projekt zrealizować. I w zasadzie wystarczyło kilka godzin, by rozwiać wszelkie wątpliwości czy Qin AI Phone w ogóle się pojawi. 

Qin AI Phone jest na tyle ciekawym telefonem i jest o nim tyle informacji, że nie wiem od czego zacząć. Ale może rozpocznę od tego, że ten telefon jest po prostu piękny i zrobił na mnie lepsze wrażenie niż niektóre flagowe smartfony. Poważnie, wystarczy na niego spojrzeć. Choć na co dzień używam BlackBerry KEYone to bardzo lubię prostotę i minimalizm, a to można do razu dostrzec w tym telefonie – zarówno z zewnątrz jak i w systemie. Mnie trochę przypomina Xiaomi Mi 4c, szczególnie spoglądając na obudowę z tyłu.

Nie można jednak napisać, że Qin AI Phone to telefon „prosty do bólu” czy kolejny zwykły telefon dla dziadków. Owszem, moja babcia na pewno by się nie obraziła, gdybym jej taki kiedyś sprawił, ale prawda jest taka, że sam bym takim nie pogardził, gdybym szukał telefonu zastępczego. Pewnie przez większość dni leżałby w szufladzie, ale w końcu nadszedłby ten dzień i krótko mówiąc – byłby szpan na dzielni. Babcia z pewnością doceniałby duży (jak na taki telefon) wyświetlacz o przekątnej 2,8 cala i duże klawisze, wyglądające na wygodne, w które łatwo jest trafić. Mnie z kolei podoba się bateria o pojemności 1480 mAh i USB typu C, ale też zaskoczyła obecność Wi-Fi, portu podczerwieni czy tłumacza „w locie”, który ogarnia 17 języków (stąd AI w nazwie). To ostatnie traktuję jednak jako ciekawostkę, bo zapewne polskiego języka nie ma, ale mimo wszystko fajnie byłoby to kiedyś przetestować. Gdyby jeszcze była obsługa urządzeń przez Mi Home czy Yeelight to byłby genialny pilot do smart-urządzeń.

Co mnie trochę martwi, to fakt, że telefon będzie dostępny w dwóch wersjach, więc mamy tutaj podobne rozdzielenie jak w przypadku nowej Nokii 3310. Zwykła wersja oznaczona jako Qin1 będzie miała mniej pamięci i obsługę sieci 2G. Ta bogatsza, czyli Qin1s obsłuży sieć 4G, ale też dostanie 256 MB RAM i 512 MB pamięci własnej (tak, dobrze napisałem, chodzi o MB). Różnicę można też zauważyć w procesorze, choć w przypadku takiego telefonu raczej nikogo nie obchodzi to, jakie CPU siedzi w środku. W każdym razie – układ MT6260A będzie w zwykłym wariancie, a SC9820E w tym z „s” na końcu.

Telefon nie ma pasma B20, ale nie widzę też nigdzie mini jacka na słuchawki (będą działać te na USB type C). Nie macie też co szukać aparatu, bo Qin AI Phone takiego albo takich nie ma. I z jednej strony popieram taką decyzję, bo jeśli mieliby wrzucić do tego jakąś marną piątkę z tyłu to podniosłoby to tylko cenę telefonu. Z drugiej jednak, skoro obsługuje 4G to przydałby się chociaż kamerka z przodu, do wideokonferencji czy szybkim selfiaczków na insta. Jest za to dual SIM, Bluetooth 4.2 i co ciekawe, szkło Gorilla Glass na ekranie.

Ceny? Można powiedzieć, że te zaczynają się jak za obiad w macu dla czteroosobowej rodziny, a kończą… jak jeszcze dosiądzie się ciotka z wujkiem. Od 199 junaów (za tyle kupimy choćby Mi Banda 3 w Chinach) do 299 juanów. Ciężko jest pisać o polskich cenach, bo te na pewno będą wyższe jak tylko telefon pojawi się w sprzedaży.

źródło: youpin