W zestawie są aż trzy baterie – po jednej w każdej słuchawce oraz – największa – w plastikowym etui. Zacznijmy od tej ostatniej.

Producent poszedł z duchem czasu i wyposażył swój gadżet zarówno w USB typu C oraz ładowanie indukcyjne. Trochę w tym autopromocji, gdyż Meizu ma w swojej ofercie pasującą ładowarkę w dość przystępnej cenie 99 juanów (niecałe 100 złotych na Gearbest). To właśnie z nią prezentowane są POP’sy na oficjalnych grafikach.

Pudełeczko pełni rolę ładowarki oraz powerbanka do naszych słuchawek. Ogniwo o pojemności 700m Ah jest w stanie naładować obie pchełki do pełna czterokrotnie. To akurat jest zapewnienie producenta, lecz dwa tygodnie testów nie dały mi żadnych podstaw, aby się z nim nie zgodzić. Raz naładowane pudełko starczało na jakiś tydzień, a dziennie korzystam ze słuchawek przez dwie, do trzech godzin. Samo etui zaś potrzebuje 2,5 godziny do pełnego naładowania, bez względu na to czy korzystamy z kabla czy Qi.

Meizu POP z kolei mają bateręe o pojemności 85 mAh zadeklarowaną do pracy przez 3 godziny. Powiedziałbym, że to raczej minimalna granica – zazwyczaj udawało mi się ją przekroczyć o kilkanaście minut, do pół godziny. Mocno zależy to od głośności na jakiej słuchacie muzyki.

Czy to dużo? Na to pytanie musicie już odpowiedzieć sobie sami, wedle potrzeb. W porównaniu z Xiaomi Mi Sports jest spory regres, bo tamte trzymały i pięć godzin na jednym ładowaniu, a posiadają ponad dwukrotnie mniejszy akumulator (80 mAh na obie)! Tutaj mała dygresja i plus za to, że te od Meizu powiadamiają nas (po angielsku) o niskim stanie naładowania 5 minut przed wyłączeniem, podczas gdy Xiaomi włącza upierdliwy komunikat (w dodatku po chińsku) już na dwie godziny przed rozładowaniem.

Szkoda również, że słuchawki ładują się w ślimaczym tempie – od zera do setki w półtorej godziny. Zatem, jeśli o mnie chodzi to za sam czas pracy postawiłbym ocenę dostateczny, ale Meizu ujęło mnie za serce tym bezprzewodowym ładowaniem, dlatego ode mnie ocena 3 z plusem.

Z połączeniem nie jest kolorowo…

Śledzicie postępującą degradację ocen? To już widzicie do czego to zmierza. O ile na początku mogliście odnieść wrażenie, że Meizu POP to produkt ze wszech miar ciekawy i warty polecenia tak teraz przyszedł czas na narzekanie.

Oj, ale będziemy narzekać! Aż się moje polskie serce raduje!

Nie wiem jak stabilne połączenie jest w AirPods od Apple. Nie wiem jak to wygląda w Gearach od Samsunga. Nie mam zielonego pojęcia o rzeszy innych, mniej lub bardziej popularnych, całkowicie bezprzewodowych słuchawek. Ale wiem jedno:

Jeśli wygląda to tak jak w Meizu POP to tragedia!

Kiedy po raz pierwszy kupiłem tani zestaw na Bluetooth byłem pod wrażeniem stabilności połączenia. Kłopotów z nią obawiałem się najbardziej, a tu okazało się, że mało komu znane Aukey’e za równowartość 70 złotych działają tak dobrze jak przewodówki. Po wymianie na Xiaomi Mi Sports zauważyłem delikatną obsuwę – muzyka potrafiła delikatnie przyciąć tu i ówdzie. Ale wciąż było bardzo poprawnie.

A teraz wyobraźcie sobie moje niezadowolenie kiedy w cacuszkach od Meizu za trzy stówy wystarczy obrócić głowę w lewo/prawo i od razu jakość połączenia staje się nieakceptowalna. Właściwie nic nie słychać!

Sporo głowiłem się nad istotą tego problemu. Nie występuje on wszędzie – praktycznie nigdy w pomieszczeniach, najgorsze zaś są ulice i otwarte tereny. Z początku myślałem, że to problem z telefonem, ale na innym modelu mamy to samo. Potem zacząłem majtać smartfonem dookoła głowy, ale nie przyniosło to żadnych odpowiedzi. Co ciekawe – schowanie lewej słuchawki do futerału i korzystanie tylko z prawej owocuje znacznie lepszą jakością, prawie bez przycięć.

W końcu pozbyłem się wszystkiego co mogłoby interferować z falami radiowymi – zostawiłem w domu Mi Banda, okulary z metalową oprawą i srebrny łańcuszek. Została tylko metaliczna plomba w lewej dolnej siódemce, z którą to – z wiadomych względów – nie chciałem się rozstawać.

I w końcu postęp! I w końcu jest lepiej! Jakkolwiek zabawnie to nie zabrzmi – znów mogłem ruszać głową na wszystkie strony. A potem wyszedłem na ruchliwą ulicę i to szlag trafił. Nie zrozumcie mnie źle – przez większość czasu, który spędzam z tym sprzętem jest całkiem dobrze. Ale to właśnie te nieliczne momenty (kiedy np. przechodzę przez ulicę i z trwogą* obracam głową na wszystkie strony) doprowadzają człowieka do frustracji.

Długo się zastanawiałem nad oceną za jakość połączenia i w końcu stanęło na naciąganej trójce. Bo wnerwia, ale da się ten efekt osłabić i jakoś idzie przywyknąć. Ponadto słuchawki mają specjalną aplikację do aktualizacji firmware’u i jest chociaż cień szansy, że kiedyś pojawi się update rozwiązujący ten problem.

* – nie zna strachu ten co nigdy nie próbował przejść przez chińską ulicę!

Podsumowanie. Czy warto kupić Meizu POP?

Korzystając z uroków średniej arytmetycznej wychodzi mi, że Meizu POP uczciwie zasłużyły na czwórę. Czyli, że jest dobrze i można polecać, tak?

Nie. 

Nie jest dobrze, a jedyne co mogę polecić to cierpliwość. Jak się okazuje, jeszcze nie nadszedł czas kiedy za uczciwe pieniądze da się kupić dobre, całkowicie bezprzewodowe słuchawki. A przynajmniej nie od Meizu.

A kurde, szkoda, bo zapowiadały się naprawdę nieźle. Miły oku wygląd, przyzwoita jakość dźwięku, no i ta wygoda! Bo trzeba przyznać, że bez kabelka słuchawki są o wiele bardziej komfortowe aniżeli tradycyjne modele. Tak mi się to spodobało, że nawet jestem gotów przymknąć oko na kłopoty z transmisją i nadal ich używać. Ale tu mowa o mnie, wy macie jeszcze szansę i dlatego powtarzam:

Trzymajcie się od tanich bezprzewodowych słuchawek z daleka! Ich czas jeszcze nie nadszedł.

A i jeszcze jedno – od kiedy mam bezprzewodowe słuchawki wielkości żuka gnojaka zacząłem podejrzliwie patrzeć na wszystkie dziury w nawierzchni. Niby dobrze siedzą, ale lepiej dmuchać na zimne.

 


SPIS TREŚCI:

  1. Wygląd, konstrukcja, wykonanie. Wygoda użytkowania
  2. Jak grają Meizu POP? Porównanie z Xiaomi Mi Sports i Brainwavz Delta
  3. Bateria, Połączenie. Podsumowanie.