Stało się. Wszyscy co nie mogli sobie pozwolić na najnowszego iPhone’a Xs albo Xs Max mogą w końcu wybrać tegoroczną, budżetową wersję. Tak, nie ma się co śmiać (płakać jak najbardziej), ale właśnie tani iPhone XR trafił do przedsprzedaży. Ustawiacie się kolejce?

Skoro jednego z nowych smartfonów Apple można już zamawiać i to w dodatku dostępnego w trzech wersjach, to przypomnę za co trzeba zapłacić minimum 3729 złotych. Tak, 3729 złotych, bo tyle w tym roku kosztuje „tani Ajfą” z 64 GB pamięci wewnętrznej. Z ekranem LCD w rozdzielczości „prawie Full HD” i ramkami większymi niż w iPhonie X, bez mini jacka (ale za to AirPodsami na złączu Lightning) i baterią bez trójki z przodu. Nie twierdzę, że to marny sprzęt, bo tak nie jest i wcale nie chodzi o to. Nie chodzi też głównie o cenę, bo kto go miał zamówić to już to zrobił. Chodzi przede wszystkim o charakter niektórych wypowiedzi w sieci, które nie do końca są zgodne z rzeczywistością.

Jak to jest, że o jednym smartfonie za kilka tysięcy złotych mówi się, że jest horrendalnie drogi i ktoś musiał upaść na głowę żeby tyle sobie za niego policzyć, a drugi za blisko cztery tysiące to już perełka, okazja, tanioszka i kij od szczotki wie co tam jeszcze. Dlatego tak bardzo rozbawiło mnie to, co widzicie poniżej. Wiem, że przykład z niemieckiego Media Marktu, ale idealnie pokazuje, że mimo identycznej ceny, jeden z nich to „tani” iPhone, a drugi to drogi Pixel. Popieram w pełni, ale pozwólcie, że nie będę wchodził w szczegóły.

Wracając jednak do przedsprzedaży iPhone’a XR, ta już ruszyła i trwa do 26 października. Wtedy też zostaną przygotowane pierwsze paczki do klientów, ale żeby nie było to takie hop i siup, ilość sztuk jest ograniczona, więc wcale nie jest powiedziane, że wszyscy od razu dostaną swoją sztukę.

Jeżeli 3729 złotych to jednak dla kogoś mało i chciałby wydać więcej, to oczywiście może to zrobić. Za dodatkowe 270 złotych dostanie nie 64, a 128 GB pamięci, a jeżeli dorzuci symboliczne 750 złotych to wtedy będzie „high life” i szpan iPhonem XR z 256 GB.