To już nie pierwszy taki twór od Samsunga. W zasadzie to co roku w tym telefonie coś tam zmieniają, dają lepszą specyfikację, nazwę z wyższym numerem (w tym przypadku W2019) i jeszcze bardziej podnoszą cenę. Dacie głowę, że Samsung W2019 może kosztować nawet 2500 dolarów? Tak, wcale nie dodało mi się przez przypadek jedno zero. Tyle na ten smartfon są w stanie wydać biznesmeni w Azji.

Tak telefon wygląda na krótkim filmie:

Wiadomo, mówi się, że kto bogatemu zabroni. Dla takiego bogacza co obraca milionami to 2500 dolarów za kawałek elektroniki jest jak splunięcie. Ale wiecie dlaczego? Bo ich kompletnie nie interesuje to, co taki smartfon ma, ile kosztuje czy co potrafi – ważne, żeby był inny, wyróżniał się w tłumie i najlepiej jakby był złoty i świecił się z daleka.

Samsung W2019 to kolejny smartfon z klapką i tym razem wyjątkowo paskudny, gruby i nieporęczny. Zresztą, zobaczcie sami. Złożony wygląda trochę tak jakby połączono ze sobą dwa normalne smartfony – ma ponad 17 mm grubości. Mam wrażenie, że czas takich telefonów już minął i kolejne tego typu konstrukcje nie są nikomu potrzebne (poza oczywiście azjatyckimi biznesmenami).

Klapkowy telefon od Samsunga ma dwa wyświetlacze Super AMOLED o przekątnej 4,2 cala. Jeden widzicie w środku, a drugi jest na zewnątrz. Marnotrawstwem podzespołów można też nazwać to, że w środku jest Snapdragon 845, bo po co w takim telefonie aż tak mocny układ? Będzie też stosunkowo mała bateria, bo 3000 mAh, a do tego dwa aparaty z tyłu i Android 8.1 Oreo na pokładzie.

Przypomnę. Dwa. I pół. Tysiąca. Dolarów. Czyli jakieś 10 tysięcy złotych. Patrząc na takie wynalazki, cieszę się, że pozostaną tylko w Chinach.