Playstation Classic? Fajnie. Gry? Hmmm. Fakt, że Playstation Classic w ogóle pojawia się na rynku, co nic zaskakującego. Od kiedy Nintendo wypuściło zmniejszone i unowocześnione wersje NESa i SNESa, można się było spodziewać, że Sony też coś od siebie do tego świeżego segmentu rynku dorzuci.

Co dostaniemy? Oprócz odświeżonego, unowocześnionego „pleja”, dostaniemy 20 tytułów, które, zdaniem Sony, są absolutnie nieśmiertelne i nie powinny zostać odesłane do Krainy Wiecznie Świeżych Pączków. W sumie, to poniekąd rozumiem, bo mimo „sfortnajcenia” i „zmajnkrafcenia” dzisiejszej młodzieży, to jednak pewne klasyki nie powinny zostać zapomniane.

PlayStation Classic (2018) i oryginalna wersja PlayStation
PlayStation Classic (2018) i oryginalna wersja PlayStation

Czy wybrane prawidłowo? Ciężko powiedzieć.

Całość gier na Playstation to jakieś niecałe 2000 tytułów, więc niemało, ale czy te konkretne są warte uwagi bardziej niż inne? Co dają? Spójrzmy.

Batoru Arīna Tōshinden, czyli na mniej japońskie Battle Arena Toshinden. Wypuszczona między gawiedź grającą w 1995 roku, uznawana za jeden z lepszych tytułów z „prawdziwszym czyde”. Dla niewtajemniczonego oka, ewidentny prekursor Tekkena. Moim zdaniem zasłużenie.

Cool Boarders 2 – snowboard. Jeden z ciekawszych, jakby mnie kto pytał. To co ważne, czyli odwzorowanie prędkości ludka na desce do prasowania przemykającego między drzewami, połączone z niekoniecznie zamykającym mordę komentatorem brzmi ciekawie. Ugrałem się po pachy – zasłużenie.

Destruction Derby – nie ma dzieciaka poczętego we wczesnych latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, który tego tytułu nie zna. Sam, dziecięciem będąc, w wieku zanim poznałem uroku alkoholu i kobiet – jarałem się tym jak ściernisko w początkach września. Radosna rozpierducha, bez żadnych konsekwencji. Zasłużenie.

Final Fantasy VII – Lubisz, nie lubisz, dobrze jest. Ja lubię. Tego tytułu nikomu przedstawiać nie trzeba. Zasłużenie.

Grand Theft Auto – czy zasłużenie? A czy ryba oddycha pod wodą? Jakby nie to gieteła, to by się nowa generacja zwyroli i sadystów nie wykluła. Niech Gouranga będzie z wami.

Intelligent Cube – nieco odstająca od poprzednich, jedna z wielu odstających od wszystkiego. Ot, koleś, który musi przejść z punktu A do B. Zasłużenie? Kwestia dyskusyjna.

Jumping Jack – skakanie królikiem. Z perspektywy pierwszej osoby. Na dzisiejsze standardy, to lipa straszna. Na ówczesne, to do dziś pamiętam, jak mi się w głowie kręciło od tej realistycznej grafiki. Zasłużenie.

Metal Gear Solid. Tak. Choć nie powiem, zastanawiam się jak będzie wyglądać walka z Psycho Mantisem.

Mr Driller – Jak dla mnie nieco kontrowersyjny wybór, choć nie powiem, grałem mało, a pamiętam, więc coś w tym jest. Wychodzi trochę jak średnio ślubne dziecko Bombermana i Boulder Dasha, ale przyznam, że ciekaw jestem jak granie na tym będzie wyglądało.

Oddworld: Abe’s Oddysey – Absolutny klasyk. Stuprocentowo zasłużone miejsce. Dla tych, którzy nie znają „Hello, Hello, Follow Me, OK” Pozycja turbo-obowiązkowa.

Rayman – platformówka. Taka jak inne, zresztą, kogo ja chcę oszukać? Jak Rayman się nie zapisał trwale w annałach historii, to ja nie wiem. Zasłużenie.

Resident Evil Director’s Cut – reżyserski, czy nie, nie ma znaczenia. Rezydent, razem z kanapką z Jill to coś, czego gracz nie powinien sobie nigdy odmawiać.

Revelations: Persona – no i tu są schody. Nie da się w trzech zdaniach tej gry streścić. Jeśli ktokolwiek mi wierzy jeszcze na słowo, to polecam, oburącz i z przytupem. Niekoniecznie przekonanych odsyłam do gejmplejów na jutubach. Długie jak sesja na pierwszym roku, więc nie każdemu przypadnie do gustu. Ja polubiłem. Zasłużenie.

Ridge Racer Type 4 – Jak Namco popełniło wyścigówkę, to nie było sołtysa we wsi. Nie dało się przyczepić, żeby się nie wiem jak człowiek starał. Zasłużenie, ale tylko dla tych, co lubią pojeździć.

Super Puzzle Fighter II Turbo – zwichnięta wersja Street Fighter II Turbo z czymś mocno tetrisopodobnym. Zamiast Kalinka Maja leci Hadouken maści wszelkiej. Nie tak proste jak byśmy chcieli, mimo że pierwszy rzut oka sprawia, że kwalifikujemy grę dla tych, co wiedzą jak prawidłowo jeść ramen i są w stanie wymienić z pamięci wszystkich Hokage.

Syphon Filter – nie ma co, sam do tego tytułu podchodziłem jak pies do jeża. Ale się przekonałem, że niewiele wspomnianemu wyżej Metal Gear Solid nie ustępuje. Po raz kolejny na liście, może kontrowersyjnie, ale raczej nie mam wiele do dodania. Jak dać grze szanse, to może się spodoba.

Tekken 3 – Jak koniowi owies. Zasłużenie.

Tom Clancy’s Rainbow Six – Jak dla mnie, to mocno za trudne. Ale nie powiem, warto kupić, szeczególnie, gdy sprzedawca wie o czym mówi. Jak dla mnie zasłużenie.

Twisted Metal – no bo przecież. Destruction Derby jest bardzo dobre, ale to dopiero nad Twisted Metalem się można było poślinić. Zasłużenie.

Wild Arms – prawdziwy, staroszkolny erpeg. Zasłużenie.

20 tytułów za niecałe 400 złotych. Brzmi szalenie kusząco i nie powiem, znam ludzi, którzy chcieliby inne tytuły. Nie da się dogodzić wszystkim, to jasne, więc po namyśle muszę przyznać, że choć sam bym kilka tytułów zmienił na inne, to jednak warto.

Playstation Classic
Playstation Classic / fot. Sony

Jeśli chodzi o możliwość dogrywania kolejnych tytułów i zapowiedziany brak takiej możliwości to ubolewam, ale że nie takie rzeczy crackerzy łamali, to pozostaję dobrzej myśli. Jeśli o mnie chodzi, to ja kasę mam odłożoną.